Eye of The Beholder
Wydania
1990()
Ogólnie
1990, klasyka komputerowego rpg. Jeszcze dziś pamiętam, jak onegdaj dzielnie malowałem do tego mapki w zeszytach.. eh, wspomnienia :) Pierwsza część trylogii, wydana jak widać również na Amidze.
Widok
FPP, ruchy wieży szachowej.
Walka
Czas rzeczywisty, klikanie w ikonki broni.

RECENZJA

Rozmaite rzeczy kazano nam już robić w tych crpgach... Eliminować bogów, herosów, ratować piękne kobiety i całe światy. Ale żeby wędrować po kanałach? Tragedia. A tak właśnie zaczyna się jedna z najlepszych gier przygodowych opartych na systemie AD&D. Grupa śmiałków zostaje wysłana przez władców miasta Waterdeep w otchłanie kanałów, gdzie nadworni madzy znaleźli źródło toczącego metropolię Zła. Czterech frajerów zostało wybranych aby zanieść "kaganek oświaty" pod ziemię. I podczas gdy rządzący będą co najwyżej czekając w stresie obgryzać soczyste udźce mięsiwa, zapijane najprzedniejszego gatunku winami i miodami, nasi bohaterowie stoczą po raz kolejny (i za pewne w historii rpg nie ostatni) epicką bitwę o utrzymanie statusu klasy panującej. Okadzono im już głowy bzdurami o walce ze złem i takich tam bzdurach i wskazano z dystansu wejście do podziemi. Weszli? Uppps. Pułapeczka się zamknęła. Jaki zbieg okoliczności... Kamyczki zawaliły wyjście - trzeba brnąć dalej. No cóż...

Krótkie intro złożone ze słabych animacji i statycznych obrazków, proces tworzenia bohaterów (max czterech) w myśl zasad klasycznych "Smoków i Podziemi", wielokrotne losowania współczynników i wybory klas i ras. I oto mamy naszych dzielnych (jeszcze o tym nie wiedzą hehe) wojaków. Wyposażenie, jakie otrzymujemy na początku należy do gatunku kamień, proca i tępy nożyk. Z całym szacunkiem dla twórców gry, wysyłanie niedoświadczonych postaci wyposażonych w takii sprzęt to chyba byłaby tylko formalność w świecie rzeczywistym? Chrup i następni proszę...

Wracając do gry. Czterech bohaterów może przywłaszczyć do drużyny dodatkowe dwie postacie NPC, zarówno spośród spotkanych w czeluściach podziemi innych śmiałków, jak i wskrzeszając pozostałości po nieszczęśliwcach, którym hehe nie udał się których z rzutów kostkami i dostali trafienie krytyczne. Leżą sobie tacy w postaci kupek kości i tylko czekają na reinkarnację. Niech żyje klonowanie! Jeśli chodzi o sam dungeon, środki wyrazu są nad wyraz proste i rzekłbym ubogie. Proste korytarze, rzadko kiedy większe pomieszczenia, żadnych prawie ozdób, znaków rozpoznawczych. Tylko cegły, płyty i zmurszałe kamienie o rozmaitych kolorach. Żadnych automap, o nie! Wszystko trzeba było swojego czasu samemu odkrywać, rysując w pocie czoła dokładne rysunki. Jak to utrudnia orientację wie każdy kto chociaż raz znalazł się w obcym lesie lub w rozległych ciemnych piwnicach - wszystko wydaje się być identyczne! Możemy jednak ściągnąć z sieci doskonałe poradniki, szkice poszczególnych poziomów "Oka Beholdera" czy nawet pełne Cluebooks (księgi z podpowiedziami wydane przez twórców). Nadal są gorący fani tej gry, co jest w dużej mierze zasługą firmowanego przez TSR systemu AD&D.

Poruszamy się skokowo całą drużyną, obroty o 90stopni, wszystkie levele są na jednym poziomie. Do pomocy mamy kompas, który się przydaje szczególnie dobrze w rejonach występowania w podłodze płyt obracających naszą drużynę. Ekipa zaś nasza powinna się składać z dwóch postaci walczących wręcz, które idą w szpicy oraz od 2 do 4 potrafiących atakować z dystansu (magowie, klerycy, łucznicy). Należy przy tym pamiętać o ograniczeniach narzuconych przez system AD&D - mag np. nigdy nie podniesie miecza, a kleryk nie dotknie wytrycha. Trochę to dziwne, ale wyjścia nie mamy - musimy zaakceptować takie zasady.

Postacie mają klasyczne pola ekwipunku, możemy wykorzystać dwie ręce (wojownik może dzierżyć np. dwa miecze lub młot i tarczę), na ciało nałożyć zbroję, wrażliwą główkę okryć postaci hełmem, a na palce i szyje ponatykać pierścienie i pozawieszać naszyjniki.
Wyposażenie nie należy do zbyt urozmaiconych, zdarzają się gry (Diablo, Dungeon Siege) bezkonkurencyjne w stosunku do "oka" jeśli chodzi o kwestię sprzętu, jednakże nie można narzekać na jego brak. Czasami nawet trzeba coś wyrzucić, aby zrobić miejsce na coś innego. Natomiast brakuje bardzo ograniczenia w postaci maksymalnego obciążenia. Postać ma pola w plecaku i program nie kontroluje czy niesie w nich 12 mieczy półtoraręcznych, czy też 12 papierków z czarami. Brak jest skrzyń, worków itp. udogadniaczy - wystarczy spojrzeć na świetne skrzynki na pieniądze w DM2, czy też na pergaminy z czarami w BG2.

Każda postać musi posiadać odpowiednie aspekty swojej klasy pod ręką; wojownik w dłoniach oręż, kapłan święty symbol swojego bóstwa (ciekawe że to zawsze jest krzyż...), mag - opasłą księgę czarów (Zabierzcie pomidory!!! Zabierzcie pomidory!!! Moja księga!!! Arghhh...) a złodziej - zestaw wytrychów (ciekawe jak by to wyglądało fajnie tak paradować po Marszałkowskiej z lockpick'ami na wierzchu w dzisiejszych czasach). Magia dzieli się na klerykalną oraz czarnoksięską. Kleryk swoje czary otrzymuje wprost od bóstwa, któremu poświęcił żywot, mag natomiast mamrocze pod nosem i śledzi przekrwionymi oczkami pergaminy (co to za skleroza żeby 7-poziomowy mag musiał sobie przypominać fireballa, codziennie po kilka razy :)).

Zagadki w grze są niezłe - nie należą do zbyt trudnych, ale i nie są za łatwe. Znikające ściany, zapadnie, wajchy uwalniające niezbyt miłe niespodzianki, iluzoryczne przejścia, zasypane drzwi... Jest tego trochę. Poza tym po podziemiach wałęsają się rozmaite kreatury (w większości negatywnie nastawione do odwiedzających, natomiast bardzo lubiące karmienie o każdej porze). Na pierwszym poziomie spotkamy np. koboldy - bardzo słabe stworki będące na dole łańcucha pokarmowego "Oka", natomiast na samym dole czai się główny master - Beholder, potrafiący jednym uderzeniem swojego umysłu zabić całą drużynę. Ale droga doń daleka i należy się uzbroić po trupach jego sług zarówno w oręż, tarcze i pancerze, jak i wiedzę straszliwą do machania owym orężem, co doświadczeniem się zowie. Postacie mogą być jedno- lub wielkoklasowcami, jednakże moim zdaniem w tej części gry nie ma sensu dzielić postaci na dwie czy więcej klas. Powodem jest niski pułap maksymalnego doświadczenia (około 11, 12 poziomu), co daje przy dwuklasowcu mizerny 5, 6 poziom. Żaden wówczas z niego wojownik, mag czy złodziej.

Walka odbywa się klasycznie, poprzez klikanie jednym z przycisków myszki na wizerunkach broni trzymanej w dłoniach postaci. Program losuje odpowiednie liczby i porównuje parametry - efektem jest trafienie lub pudło. Przez pewien czas broń jest nieaktywna, a potem zabawa zaczyna się od nowa. Ten klasyczny system ma jedną główną wadę - walka polega na klikaniu i modleniu się o efekty. Żadnych błyskotliwych manewrów taktyczno- strategicznych ani zastawiania pułapek. Większość pojedynków (bo tak należy traktować te manewry) polega na zajęciu dwóch sąsiednich pól i okładaniu się "środkami wyrazu" przez oponentów. Nieliczne wyjątki polegają na zaskakiwaniu gracza przez potwory zza pleców oraz na walce na wycofywanie - uderzenie i krok w tył (przy najsilniejszych potworach), jednakże ta druga taktyka jest mało skuteczna na ograniczonych powierzchniach podziemnych korytarzy.

Efekty muzyczno- dźwiękowe w grze plasują się nisko, jednakże nawet dzisiaj niektóre z rozwiązań potrafią zaskoczyć. Szelesty i drapania słyszalne na poziomie pajęczym wywołują chorobę obracania się we wszystkie strony w wypatrywaniu wroga, którego nie widać... Mimo to muszę przyznać z żalem, że twórcy "Oka" nie wysilili się przy projektowaniu oprawy dźwiękowej i podkładu muzycznego.Pozostaje zaimplementowanie muzyki samemu w postaci srebrnego krążka za swojej kolekcji.

Ogółem należałoby wystawić grze następujące oceny:
Grafika - 6/10
Muzyka - 4/10
System walki - 5/10
System ekwipunku - 5/10
Łatwość obsługi - 8/10
Miodność - 7/10

Wersja na Amigę nie różni się od wersji PC niczym, poza malutkimi różnicami w kolorystyce, wynikającymi z różnych trybów graficznych. Gra jest warta przejścia chociażby raz, zwłaszcza że nie jest tak archaiczna jak np. Wizardry, a oko cieszy i zmysły pieści :).


Autor: 4


Obrazki z gry:
Eye of The Beholder (Amiga) Wysiliłem się z nazywaniem postaci, co? :) Koboldy- cieniasy, ale przykopać mogą... A fee, a to co to? Współczynniki (udało mi się zdobyć prawdziwe zdjęcie Jackala!)

Dodane: 06.01.2003, zmiany: 21.11.2013



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.