King of Dragons (The)
The King of Dragons
Wydania
1990()
1991()
Ogólnie
- zgadza się, gra rpg na automatach na żetony :) A tak serio, to jest to coś tak zbliżonego do rpg, jak to tylko na arcadowych maszynkach możliwe - czyli klimat, zbieranie ekwipunku i levelowanie. Gra wzorowana na D&D, ale nie oparta na licencji.
Widok
Rzut boczny
Walka
Zręcznościówka

RECENZJA

Cóż, chyba nigdy nie spotkam porządnej arkejdowej gry RPG. Były raptem dwie, obie na licencji Dungeons & Dragons i obie przynoszące wielką przyjemność z grania. Niestety, z pozostałymi pseudo-erpegami na automaty nie jest już tak miodnie i sympatycznie.

Grając w The King Of Dragons od razu nasunęły mi się skojarzenia z Tower of Doom i Shadows over Mystara. Niestety, w porównaniu z nimi, zasady gry są tu aż nadto uproszczone. Rozumiem, że gra jest starsza niemal o dwa lata, rozumiem, że tylko wzoruje się na systemie D&D, a nie jest robiona na licencji, co od razu odbija się na jej jakości, niemniej... Jeśli obie części automatowych dedeków można było jeszcze skojarzyć nieco z erpegami, to KoD ma z tym gatunkiem wspólne tylko realia, zbieranie ekwipunku i levelowanie.

Realia są tak oklepane, że szkoda gadać- posttolkienowskie fantasy przejadło się już każdemu. Być może w 1990 roku nie był to temat AŻ TAK wyświechtany, a i dziś można znaleźć czasem perełki osadzone w klasycznych smoczo-magiczno-elfiej otoczce, ale w KoD człowieka nie zachęca do podróżowania po świecie gry nic. Jeśli w obu częściach Dedeków (które będą dla mnie chyba już zawsze wyznacznikiem arkejdowych wersji RPG) wędrówka i wyżynka całych mas potworów sprawiała sporą przyjemność, ze względu na zróżnicowanie ekwipunku, spore możliwości czarowania, różnorodność przeciwników i wymagające czasem odrobiny pomyślunku lokacje, tak tu mamy tylko "Idź cały czas w prawo i wyżynaj". Przez całą rozgrywkę spotkamy ledwie może z 6 gatunków niemilców, których kolejne, mocniejsze odmiany różnią się tylko kolorem i ilością ciosów, którymi należy je poczęstować. Plansze są krótkie i w każdej, by dojść do bossa, wystarczy około minuty, dwóch. Sami bossowie też oryginalni nie są- ogr, minotaur, hydra, wiwerna, smok, jakiś zwierzoludź- standard nad standardami. I cała walka z nimi sprowadza się li tylko do tego, by zwiać na bok, gdy wyprowadzają cios, a potem im przyłożyć 3 czy 4 razy i tak aż do sprowadzenia wroga do parteru.

Levelowanie też jest nieskomplikowane- po prostu gromiąc kolejnych adwersarzy łapiemy kolejne poziomy, co owocuje tylko zwiększeniem liczby naszych punktów życia. Żadnych dodatkowych umiejętności czy silniejszych ciosów, jak to miało miejsce w Shadows over Mystara. Żadnych dodatkowych czarów, nic.

Właśnie- czary. Jakież było moje zdziwienie, kiedy wybierając nawet maga i kleryka (a mogłem wziąć jeszcze elfa-łucznika, zwykłego woja i krasnoluda) nie miałem możliwości czarowania. Wybór postaci ogranicza się raczej do rodzaju i zasięgu broni z jakiej korzysta oraz do liczby hit pointsów. Sama magia w grze występuje, ale pod postacią lewitujących kul z zaklętymi w nich czarami, które po uderzeniu uwalniają jakoweś płomienie lub pioruny, oczyszczające planszę z wrogów.

W napotkanych skrzyniach, poza ową uproszczoną wersją czarów odnajdziemy też ekwipunek dla naszego herosa. Niestety, tutaj też posłużono się maksymalnym uproszczeniem- zbieramy tylko broń i pancerz, w postaci odpowiedniej dla danego bohatera (np. różne bronie obuchowe dla kleryka, coraz lepsze miecze dla wojownika itp.). Niewiele się od siebie takowe bronie różnią, bo i tak spotykamy tuż po znalezieniu takowych przedmiotów potężniejszych wrogów i wciąż trzeba tłuc tyle samo, by doprowadzić do ich zgonu.

Poza tym mamy jeszcze typowe dla gier "idź zawsze w prawo" jedzonko, podleczające nas po zebraniu oraz ze dwa rodzaje pułapek na nas czychających i... to wszystko. Nuda straszna, powiadam wam. Wylewa się ona z monitora i nie zachęca do ponownego spotkania z KoD. A pamiętam D&D, do których wracałem z przyjemnością i w których grafika, mimo wieku obu części, wciąż może się podobać. W tym programie zaś nasuwa się pod względem grafiki i udźwiękowienia jedno skojarzenie- starusieńki Battle Axe.

Jak w takim wypadku mogę ocenić King of Dragons? Brak jakiejkolwiek, choćby szczątkowej fabuły, monotonna rozgrywka i malutkie urozmaicenie akcji oraz niezbyt ładne wykonanie pozwalają mi wystawić grze nie więcej niż 2/10. Czemu aż 2? Bo jednak grałem w kilka gorszych rzeczy.

Moja ocena: 2/10

Autor: 1


Obrazki z gry:
Wybór jednej z postaci - i tak niewiele się różnią. Kleryk, skrzynka, ork i las wokoło - strasznie oryginalne... A tak przygrzmociłem minotaurowi. A tak drogie dziatki pokonałem orczego króla.

Dodane: 26.04.2005, zmiany: 21.11.2013



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.