Final Fantasy VI Advance
Wydania
2006()
2007()
Ogólnie
Remake szóstej części Final Fantasy ze SNESa, a właściwie ciut przerobiona wersja z Playstation (tak się zdaje przynajmniej na pierwszy rzut okiem). Dla fanów serii - pozycja obowiązkowa (ale pewnie już ją zaliczyli skoro chcą się nazywać "fanami" :-)
Widok
izometr
Walka
turówka

RECENZJA

Konwersje starych gier powinny dostawać dwie oceny. Jedną za to, jaka jest w ogóle, a drugą, za to, jak została przeniesiona na inny sprzęt. Grupa odbiorców jest bowiem zróżnicowana: tytuły takie kupują gracze stosunkowo młodzi, ale też i ci, którzy mieli z nią styczność dużo wcześniej. Nie sposób dogodzić w ocenie obydwu tym grupom.

Wszystkich, którzy grali już w tę grę, ba, przeszli ją na wszystkie możliwe sposoby i mają o niej samej o wiele więcej do powiedzenia niż ja (a jest takich wielu, zapewniam), skromnie proszę o zerknięcie kilka akapitów niżej; Tam będę pisać o tym, jak Square-Enix dokonał konwersji. Wszystkich, którzy z tą częścią gry mieli wcześniej marny albo zerowy kontakt, zapraszam do lektury.

Gra została pierwotnie wyprodukowana przez Square na konsolę SNES w 1994. Okazała się wielkim sukcesem komercyjnym, przez co po kilku latach została przekonwertowana na PSX, a ostatnio na GBA. To właśnie recenzję tego portu czytasz.

Jeśli ktoś Wam mówił, że fabuła w FFVI jest zdecydowanie lepsza niż w części następnej, mówił prawdę. Wielowątkowość, przedstawienie postaci, a także historia przewodnia potrafią wciągnąć bardziej niż niejedna powieść. Całość mocno ociera się o Science-Fiction; mamy świat, który pod względem technologii parowej przypomina raczej środek XIX wieku, ale z kilkoma bardziej futurystycznymi elementami (głównie, jeśli chodzi o broń i zbroje). Cała awantura krąży wokół wielkiego imperium, które posługując się resztkami magii (która w swojej większej formie zanikła wskutek wojny dokładnie tysiąc lat wcześniej) wprowadza własne porządki, podbijając powoli cały świat. Grupa rebeliantów postanawia przerwać ten terror za pomocą... o tym właśnie przekonacie się grając w tę wspaniałą grę.

Każdy z głównych (i kilku innych) bohaterów posiada dokładny rys psychologiczny, własne rozterki i historię, która ukształtowała jego charakter. Niezwykłe zwroty akcji zmieniają często nasze zdanie o niektórych postaciach. A poznajemy opowieść każdego z członków naszej drużyny, co razem tworzy niepowtarzalny klimat. Wśród nich jest król małego zameczku, zrozpaczony po utracie rodziny samuraj, złodziej szukający ratunku dla swojej ukochanej, zbuntowana Pani Generał Imperium i kilka innych, równie ciekawych osobowości. Główni przeciwnicy i motywy, które nimi kierują są również wyraźnie zarysowane. Imperator, Gestahl jest czymś w rodzaju Fausta - samotny mędrzec i mag, który po latach studiów nad magicznymi zwojami postanawia stworzyć najpotężniejsze państwo na świecie. Jeden z jego najważniejszych generałów, Kefka jest z kolei demonem w czystej postaci. Jego złowieszczy śmiech będzie nam towarzyszyć praktycznie przez całą naszą wędrówkę.

System walki i statystki nie odbiegają niemal zupełnie od poprzednich części. Jest to i tak jeden z najlepszych systemów w jRPG, jakie kiedykolwiek powstały. Na osobnych planszach widzimy dokładnie namalowane postacie przeciwników, jakich spotkamy. Od ponad dziesięciu lat robi to niezmiennie pozytywne wrażenie. Wady tego systemu są takie same, jak w innych częściach serii. Czasem spędzamy za dużo czasu w walce ze zbyt słabym przeciwnikiem, czekając na załadowanie się tury pierwszego herosa. Szkoda też, że wszyscy bohaterowie nie mogą podróżować równocześnie. Po jakimś czasie, będziemy musieli wybierać pomiędzy nimi tylko czwórkę, a resztę zostawiać w umówionym miejscu.

Grafika jest piękna. Doskonale rozrysowane postacie i tła, choć do bólu płaskie, wciąż wyglądają nieźle. Szczególnie dobrze wypada stolica imperium, odwzorowana z wielką pieczałowitością, i budynki. Niektóre jej elementy niestety mocno się już zestarzały. Muzyka, a właściwie muzyczka - wciąż mam opory do nazywania trzasków z głośniczka GBA muzyką - to niezwykłe melodie, a niektóre z nich budzą prawdziwy respekt. Lubiłem stanąć sobie w jednym miejscu na mapie świata, tylko po to, by nacieszyć uszy. Niestety, większość dźwięków i muzyki słyszeliście w poprzednich albo i późniejszych częściach.

Jakiś czas temu znajomy powiedział mi przykrą prawdę: "Robienie dosłownych konwersji to zwykłe chamstwo". Istotnie, gra taka dla kogoś, kto przeszedł ją kilka razy na innym sprzęcie, nie oferuje niemal niczego.

Grafika nie zmieniła się w żaden sposób od swojej pierwotnej wersji sprzed ponad dziesięciu lat. Mimo że i tak jest to chyba jeden z lepszych finali na GBA pod tym względem, brak większych zmian od - dużo słabszego przecież SNES’a - trochę boli. Z istotnych zmian, których dokonano wymienić należy poprawienie kilku błędów w samej grze, dodano też rysunki twarzy przy dialogach oraz przetłumaczono produkcję niemal od nowa, zostawiając większość nazw własnych. Dodano też kilka nowych esperów.

Z tego, co zdążyłem zauważyć, tłumaczenie jest trochę obszerniejsze (czy dokładniejsze - nie wiem, nie grałem w wersję japońską). Fabuła jest dzięki temu pełniejsza, choć niewiele. Nie sądzę, by było to na tyle zauważalne, by bez dostępu do wersji na Snesa można było to w ogóle dostrzec.

Ważną rzeczą jest też opcja Quicksave, choć przecież była już dostępna przy poprzednich reedycjach Finali na GBA. W rzeczywistości ilość zmian zrobionych tylko dla FFVI Advance jest mizerna. Posunięcie jest trochę "chamskie". Final Fantasy to gra - legenda. Na pewno jest to jeden z najlepszych jRPG w ogóle. Niestety, jej twórcy nie postarali się dość, by ją dla nas należycie odświeżyć. Dlatego też proszę wszystkich, którzy w grę nie grali nigdy przedtem, by dodali do poniższej oceny pozostałe półtora oczka.

Plusy:
+ wielowątkowa, niepowtarzalna fabuła
+ doskonały system gry
+ klasa sama w sobie

Minusy:
- za mało zmian w stosunku do oryginału

Grafika: 9/10
Muzyka: 8/10
Grywalność: 10/10

Ocena ogółem: 8+/10

Tekst za zgodą autora przedrukowany ze strony ŚwiatN: swiatn.pl


Autor: 4


Obrazki z gry:
Obrazki własnej roboty, ale tylko z początku gry. Obrazki własnej roboty, ale tylko z początku gry. Można przez to odnieść wrażenie, że gra jest buro-niebieska. Można przez to odnieść wrażenie, że gra jest buro-niebieska. Ale to złudzenie - pierwsza lokcja to ponura wioska górnicza i to efekt zamierzony. Ale to złudzenie - pierwsza lokcja to ponura wioska górnicza i to efekt zamierzony. Jak ktoś się skusi i pogra dłużej to na pewno podmieni mi te obrazki :) Jak ktoś się skusi i pogra dłużej to na pewno podmieni mi te obrazki :) Ale póki co - popodziwiajmy te oto współczynniki i ekwipunek. Ale póki co - popodziwiajmy te oto współczynniki i ekwipunek.

Dodane: 17.04.2007, zmiany: 21.11.2013



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.