Fire Emblem
Fire Emblem: Rekka no Ken (JAP)
Fire Emblem (7)
Wydania
2003()
2003()
Ogólnie
2003, pierwsze z długiej serii taktycznych rpg wydane oficjalnie w języku angielskim- mimo że gra w Japonii to już numerek "7" :) Co ciekawe, na GBA ukazały się już dwie części FE- 6 i 7 i jak na razie to właśnie tylko 7 pokazała się po angielsku. W drużynie- około 50 postaci!
Widok
Izometr
Walka
Turówka

RECENZJA

No i udało się, siódma część sagi ukazała się w ludzkim języku. Być może teraz wzrośnie zainteresowanie tą grą i miejmy nadzieję, że kolejne części gry też ukażą się po angielsku. Sama gra jest baaardzo podobna do poprzedniej części, która także zawitała na GBA. Jeszcze poprzednie ukazywały się kolejno na Nesie i Snesie. Wszystkie są tłumaczone, ale jakoś żadna nie jest narazie w pełni 100% angielska niestety:( Ta gra to jeden z wielu popularnych w Japonii tactic RPG, choć tym razem nie ma robotów (tym się wyróżnia). Gra niby posiada 30+ scenariuszów (bo przeecież jeszcze subquesty), ale by ją ukończyć wystarczy 15 godzin. Nie mogę w to uwierzyć, że niby w każdej misji to samo, a ja w to grałem i grałem i się nie nudziłem!! Z pewnością jest to jeden z lepszych japońskich tactic RPG.

Fabuła rozpoczyna się wtedy, gdy Lyn (główna bohaterka) postanawia szukać swojego dziadka. Spotyka ona niejakiego Marka, który zgadza się na to, aby dowodzić jej oddziałami podczas walki. Tymczasem niejaki Lord Eliwood (główny bohater) też postanawia szukać, ale tym razem ojca. Pewnie myślicie, że wcielamy się w Lyn albo Eliwooda? Otóż, nie! Wcielamy się w Marka (!), który będzie dowodził oddziałami Lyn oraz Eliwooda. Na początku gry sterujemy tylko Lyn, w drugiej części gry sterujemy Eliwoodem. Dopiero potem spotkają się oni i razem będą obmyślali plany względem Lorda Nergala (to ten zły). Oczywiste jest to, że jak w każdym tactic RPG będziemy potrzebowali wsparcia. No i dlatego zazwyczaj co misję ktoś się dołączy, ewentualnie
odłączy. W całej grze uzbiera się coś ok. 50 postaci (i weź sobie ich trenuj:), a to bez wątpienia dużo. W grze spotkamy też kilka dodatkowych subquestów i tylko od nas zależy czy wdamy się w ich wir walki czy nie.

Jeśli chodzi o walkę to nasze postacie poruszają się po mapie na której toczy się bitwa, a jeśli zatakujemy, przenosimy się na oddzielną plansze i wykonujemy atak. W grze są ataki specjalne, szansa na ich wykonanie zależy od broni jaką posiadamy. W sumie broni nie jest za wiele, ale nie odgrywają też większej roli w grze. Animacja walki jest świetna, nawet jak levelujemy to fajne graficzki nam się wyświetlają.

W grze ogromną rolę odgrywają klasy. Mianowicie postać, która spełni wymagania będzie mogła się przeklasyfikować. Tzn. zwiększy swoje statystyki, wygląd na lepsze i będzie mogła używać nowego rodzaju broni. Przeklasyfikowanie postaci nie jest takie proste. Najpierw musi ona osiągnąć 10 lv co nie jest problemem. Trzeba też znaleźć odpowiedni artefakt dla odpowiedniej klasy. Tylko z Elowoodem nie ma problemu, bo "ewoluuje" on z biegiem fabuły.

Magia w grze gra drugorzędną rolę, bo praktycznie w ogóle nie różni się od choćby łuku. Mamy tataj biała i czarną magię. Czary też są dość różnorodne bo znajdziemy i leczenie i ogień.

Grafika w grze jest całkiem ładna. Jak już wspomniałem, animacje walk są piękne i jest ich dużo. Inne aniemacje ujawniają się też podczas specjalnych ataków, jednak postacie na mapie bitwy postacie wyglądają raczej słabo. Jednak pole bitwy jest zawsze zrobione ciekawie, trochę smutno że budynki są do siebie podobne ale to już szczegół.

Nie licząc tego, że muzyka jest fajna, przyjemna, nastrojowa i różnorodna to mamy coś jeszcze. Otóż w opcjach gry możemy wybrać pewnego rodzaju grajka. Widzimy tam nazwy wszystkich
melodyjek z gry i może odłuchać te, które odblokowaliśmy. Widać tam wyraźnie, że oprawy audio trochę jest:)

Podsumowując, kontynuacja jest udana, choć zbyt wtórna względem szóstki. Ogromnym plusem jest angielski język, dzięki któremu będziemy mogli pobawić się z ciekawą fabułą. Oprawa też niczego sobie. Polecam każdemu, a fani tactic RPG muszą w to zagrać.

Moja ocena: 5/5


Autor: 5


RECENZJA

Od dłuższego czasu chodził za mną apetyt na jakiegoś taktycznego rpga. Oczywiście jak najlepiej takiego przyjemnego i soczystego. Najbardziej znane tytuły z gatunku miałem ograne, w grę wchodziło coś dla mnie zupełnie nowego, najlepiej w konwencji mobilnej, tak żeby móc bezproblemowo przerwać grę, gdy wezwą obowiązki.

Całkiem przypadkowo padło na Fire Emblem na konsolę GameBoy Advance. Pierwszą z serii wydaną na Zachodzie, o podtytule The Blazing Blade. Jest to siódma gra z serii i druga stworzona na konsolkę GBA. Jej początki sięgają NES-a i od tamtej epoki towarzyszą konsolom Nintendo do dzisiaj. Cała seria od samego początku ma nieco inny charakter niż chociażby produkcje wychodzące spod ręki Yasumi Matsuno (Final Fantasy Tactics, Tactics Ogre). Nie są tak hardcorowe, tak głębokie, jak gry tworzone przez wyżej wspomnianego Japończyka. Zresztą nie tylko w sferze gameplayu, ale także narracji, o czym napiszę niżej. Czy to źle? Przed zagraniem w tę grę takie słowa jak powyżej zniechęciłyby mnie, a paradoksalnie bawiłem się wyśmienicie przy tej grze. Dlaczego?

Z początku Fire Emblem niczym się specjalnie nie wyróżnia. Gra zaczyna się od tutorialu w formie scenariusza opowiadającego historię Lyn. Dziewczę, będące córką wodza jednego z koczowniczych plemion, napotyka gracza i wraz z nim wpada w serie wydarzeń odkrywających przed nią tajemnice jej rodziny. Po tej serii misji bohaterem gry staje się Eliwood – następca tronu pewnego z księstw, znany też z poprzedniej części gry (akcja toczy się 20 lat po tej z FE6). Młodzieniec wyrusza na poszukiwania swojego ojca. Wkrótce jego drogi krzyżują się z Lyn i oboje bohaterów łączy swe siły. W jakim celu? To chyba nie jest aż tak ważne. Nie chciałbym napisać, że fabułą jest tylko pretekstem dla kolejnych potyczek, ponieważ byłoby to krzywdzące dla jej twórców. Opowieść snuta przez grę jest całkowicie sztampowa, słyszeliście ją setki razy. Nie ma tu miejsca na kontrowersje i trudne tematy jak chociażby w Tactics Ogre. Jednak fabuła napisana jest w taki sposób, że czytając kolejne kwestie, nie uderzałem teatralnie ręką o czoło. Takie reakcje powodują durnoty i głupotki, jakie twórcy gier potrafią wsadzić do dialogów. Pójście na łatwiznę w kreacji świata i bohaterów potrafi położyć w moich oczach nawet najlepsze tytuły roszczące sobie miano gier fabularnych. Tu udało się tego uniknąć. Postacie mają charakter, każda z nich ma jakiś cel i historię, jaka stoi za nią. Nie śledziłem historii z wypiekami na twarzy, ale też nie pomijałem sekwencji fabularnych. Nic skomplikowanego, a całość jest lekkostrawna. Mimo to fabuła sprawia wrażenie przemyślanej i jakże pasującej do konwencji przyjętej przez twórców gry w innych jej elementach.

Siłą gry jest, nomen omen, rozgrywka. Opiera się ona na relatywnie prostym systemie znanym z poprzednich odsłon gry (a ściślej nieco wypolerowanej mechanice z bezpośredniej poprzedniczki). Potyczki toczą się w kolejnych turach gracza, wroga i ewentualnego sojusznika. Postacie mogą reprezentować kilka klas predestynowanych do walki różnymi rodzajami broni. Fundamentalną jest zasada, według której miecze biją topory, topory biją broń drzewcową a ta – miecze. Podobna zależność, rodem z gry w papier, kamień, nożyczki, funkcjonuje także w przypadku magii. Muszę przyznać, że choć zupełnie nie przepadam za tego typu rozwiązaniami, to w Fire Emblem nie przeszkadzało mi to. Taka metoda sprawia, że rozgrywka jest szybka i klarowna. Tutaj powtórzę się – całkowicie wpisuje się to w konwencję gry.

W trakcie bitew postacie mogą awansować. Po nabiciu nowego poziomu szczęśliwemu bohaterowi losowo zwiększa się kilka statystyk. Co 10 poziomów, dzięki odpowiednim artefaktom postać może zmienić klasę na wyższą. System nie jest zbyt skomplikowany, ale przejrzysty i przyjemny. Pod koniec gry niektórzy bohaterowie potrafią rozbijać w pojedynkę całe grupy przeciwników i przyznam: jest to bardzo satysfakcjonujące! Smaczku dobrze napisanym postaciom i procesowi treningu dodaje fakt permanentnej śmierci naszych towarzyszy. Każdy z nich może się w pewnym momencie przydać, więc jak dbasz – tak masz. To samo dotyczy broni. Ta się zużywa i musimy brać to pod uwagę przed bitwą oraz w trakcie. Najlepiej rozmyślnie zachowywać najlepsze egzemplarze na najsilniejszych przeciwników jednocześnie przeczesując mapę w poszukiwaniu kolejnych. Warto również przyjrzeć się niektórym przeciwnikom. Co jakiś czas jednego z nich uda nam się przekonać lub po prostu przekupić, aby przyłączył się do nas. Inni, bardziej niż bitwą, zainteresowani są tym, co można z lokacji ukraść lub zniszczyć, a są to rzeczy, które przydać się mogą przecież naszej drużynie.

Mapy podzielono na kwadratowe pola. Niektóre z nich, jak np. lasy czy wzgórza, mogą dać bonus naszej postaci do obrony lub uniku. Nie wszystkie typy terenu są osiągalne dla wszystkich klas. Na mapach możemy też napotkać postacie niezależne, służące radą bądź mogące obdarować nas rozmaitymi przedmiotami. Gdzieniegdzie znajdzie się też sklep, kowal bądź arena, na której będziemy mogli nabić sobie nieco doświadczenia. Z racji, że każda z naszych postaci dźwigać może ograniczoną liczbę szpargałów, z czasem do drużyny dołączy pewien kupiec, który będzie pełnił obowiązki kwatermistrza.

Wszystko to wygląda bajecznie. Dosłownie! Przynajmniej jeśli chodzi o mangowe tła i sylwetki postaci, jakie przedstawiane są graczowi w trakcie popychania fabuły do przodu. Naprawdę nie potrzeba mocnego sprzętu, żeby nadać grze świetnej oprawy, choć rozdzielczość 240 na 160 pikseli dziś może budzić politowanie. Pola bitew są czytelne, każda z postaci się wyróżnia, animacje towarzyszące pojedynkom cieszą oko. Bohaterowie reagują, kiedy najedzie się na nich kursorem, okoliczności pojedynków zmieniają się w zależności od pól, na jakich stoją obie strony. Myślę, że oprawę graficzna Fire Emblem można spokojnie nazwać majstersztykiem pixelartu. Prosta, urokliwa, skuteczna. Na małym ekranie sprawdza się wyśmienicie.

Całemu doświadczeniu towarzyszy bardzo przyjemne poczucie płynności rozgrywki. Poszczególne tury nie nużą się, każda z kolejnych misji zajmuje tyle czasu, ile powinna. Twórcom udało się także świetnie zbalansować poziom trudności. Gra nie jest tak trudna, jak chociażby FFT, jest zdecydowanie łatwiejsza, choć chwila nieuwagi może nas kosztować życie jednej z postaci, a to w końcu staje się przyczynkiem do restartu misji. Gra wymaga od nas skupienia, ale trzyma nas z daleka od niezdrowej frustracji. Fire Emblem zdecydowanie bliżej do nieśpiesznej, odprężającej łamigłówki niż szczególnego wyzwania i to moim zdaniem działa bardzo na korzyść tego tytułu.

Całość więc oferuje nam bardzo przyjemną i relaksującą rozrywkę. W sam raz na chwile spędzone a pociągu, autobusie czy w fotelu po pracy. Lekkość poszczególnych aspektów tej gry  idealnie wpisuje się w idee gry mobilnej. Jednocześnie Fire Emblem swoim dopracowaniem poszczególnych elementów stoi na najwyższym poziomie, który usatysfakcjonuje nawet wymagających graczy. Obcowanie z tą grą to czysta przyjemność i nawet w 2017 roku wciąż może służyć za przykład świetnie skrojonej gry mobilnej. Prezesie Nintnendo, jeśli czytasz ten tekst, to proszę polecić komu trzeba aby przeportował tego klasyka na współczesne platformy mobilne, a gwarantuję, że będzie Pan zadowolony. Hajs i fejm będą się zgadzać.

Moja ocena: 5/6


Autor: 5

2 5.0

Obrazki z gry:
Fire Emblem (GBA) Plansza wygląda ładnie. Plansza wygląda ładnie. Starcie tytanów. Starcie tytanów. Okno statystyk i ekwipunek. Okno statystyk i ekwipunek.

Dodane: 01.04.2004, zmiany: 04.06.2017



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.