Shining Force: The Legacy of Great Intention
Shining Force
Shining Force: Kamigami no Isan (JAP)
Wydania
1992()
1993()
Ogólnie
Taktyczny rpg, ale nietypowy, bo w przeciwieństwie do większości tego typu tytułów gra nie składa się z samych walk. Między nimi możemy w miarę swobodnie wędrować po krainie, gadać z NPC-ami, handlować itp.
Widok
izometr
Walka
turówka

RECENZJA

Wszystkiego najlepszego!!
Gatunek znany jako tactical rpg obchodzi w tym roku swoje dwudzieste urodziny. Bardzo okrągła rocznica, toast za kolejne sto lat. Cheers. Przyjmuje się, że pierwszym przedstawicielem owego gatunku był wydany w 1990 roku na NESie Fire Emblem. Zasługa więc to wielka, umniejszona faktem niewydania tegoż tytułu poza Japonią. Tak samo zresztą jak kilku kolejnych odsłon. Dlatego też inne tytuły wzieły na swoje barki odpowiedzialność za propagowanie idei taktycznych rpg w krajach "zrozumiało języcznych". Jednym z pierwszych był Shining Force. Tytuł ten był w wielu aspektach podobny do praojca gatunku. Jednak wprowadzał kilka oryginalnych elementów. Jakich? O tym postaram się ponizej napisać. Do boju, wraz z drużyną Shining Force czas ruszyć!

Runefaust nadchodzi
W wiekach dawno zapomnianych zło toczyło walkę z dobrem. Mroczny Smok prowadził siły ciemności, Pradawni stawiali opór mocą światła. Smok przegrał i został strącony do innego wymiaru. Pan Ciemności przyrzekł, że powróci za tysiąc lat. Pokój zapanował trwając przez dziesięć stuleci. Dopóki nie nadeszło królestwo Runefaust, niosąc pożogę wojny i strach do krainy Rune.

Tak prezentuje się rys fabularny przedstawiony w intrze. My zaś wcielamy się w rolę Maxa, ucznia sir Variosa najlepszego rycerza w królestwie Guardiany. Guardiana jest jednym z bastionów stawiających opór Runefaustowi. By wyprzedzić działania wroga, Max wraz z drużyną zostaje wysłany w misję zwiadowczą. Po tragicznych zdarzeniach, które następują niedługo potem nasza drużyna zmienia swój profil. Zajmujemy się poszukiwaniem sprzymierzeńców. Ostatnim krokiem w ewolucji drużyny jest rola ostatniej nadziei krainy Rune. Jestem w stanie uwierzyć w taką przemianę. Shining Force (drużynę) można porównać do 300 Spartan. Na starcie składa się z nieopierzonych nowicjuszy, którzy wraz z kolejnymi bataliami i członkami teamu rośnie w siłę. Fabuła jest porządna. Znajdzie się miejsce na zdradę, potężne pradawne siły i ciekawe osobowości. Niestety minusem jest kulejące i okrojone tłumaczenie gry. O głównym protagoniście nie wiemy niestety nic. Jego historia została wycięta w procesie tłumaczenia. Tak samo postąpiono z antagonistami. Nie burzy to spójności opowieści, ale w kilku scenach można nie zrozumieć dokładnie przekazu.
Historia przedstawiona w SF jest dobra, trzyma klimat pasujący do taktycznego rpga. Nie ma tutaj miejsca na japońskie dziwactwa. Świat przedstawiony to dosyć standardowa kraina fantasy z większością elementów znanych z książek. Mamy rycerzy, magię i baśniowe stwory. Troszkę mniej typowym dodatkiem są rasy centaurów i humanoidalnych zwierząt (furry;). Tworzą one fajną i już klasyczną mieszankę, po której od razu można rozpoznać grę z serii.

Będąc przy fabule trzeba wspomnieć o licznej drużynie, którą przyjdzie nam zwerbować. Łącznie dostępnych jest 30 postaci. W naszej kompanii znajdą się m.in: księżniczka Guardiany Anri, córka sir Variosa Mae, para ludzi ptaków Amon i Balbaroy, masakrujący oponentów samuraj Musashi (adekwatne imię:) czy totalnie bezużyteczny Jogurt. Postacie są zróżnicowane, oferują indywidualne umiejętności i przydatność na polu bitwy. Jedni wymiatają w starciu na bliskim dystansie. Łucznicy i magowie szyją do przeciwników z dystansu. Uzdrowiciele raczej nie mieszają się w starcia, wspierając drużynę czarami leczącymi. Ludzie ptaki nic sobie nie robią z utrudnień terenowych. Jest w czym wybierać, opcji ustawienia drużyny jest multum. Dla każdego coś miłego. A wybór moze być trudny, gdyż na polu bitewnym możemy wystawić maksymalnie 12 osób.

System walki to standard w tym gatunku gier. Mamy planszę podzieloną na pola, po których poruszają się nasze postacie w kolejności zależnej od szybkości. Zasięg ataku wacha się od jednego pola do trzech w zależności od profesji postaci i dzierżonej broni. Gdy dochodzi do starcia, akcja ukazana jest w formie efektownej animacji, ukazanej lekko zza naszego wojownika. Rozwiązanie podobne do Fire Emblema, które sprawdza się wyśmienicie. Kolejnym zapożyczeniem jest widok na pole gry. Nie jest to izometr w stylu Final Fantasy Tactics czy Tactics Ogre z Gba. Zalatuje to raczej takim pseudo rzutem z góry. Pseudo, ponieważ postacie widzimy jakby od boku. Takie ujęcie akcji jest klarowne i czytelne. Dynamikę starć zwiększa sposób poruszania się w trakcie walki. Nie wskazujemy miejsca w które ma udać się nasza postać. Poruszamy się swobodnie w obszarze ograniczonym zasięgiem ruchu naszego wojownika, aż do momentu ataku lub ustawienia postaci w postawie obronnej.

Największą nowinką, którą wprowadzał Shining Force była eksploracja. Max mógł bez ograniczeń poruszać się po miastach, rozmiawiając z mieszkańcami, robiąc zakupy czy odnajdując skrzynki z dobrami. Pozostali członkowie ekipy w tym czasie czekają na niego w siedzibie polowej w danym mieście. Ciekawy pomysł, doprawdy. W kwaterze można zamienić kilka słów z każdym z załogi. Istnieje także możliwość sprawdzenia statusu każdej postaci. Tutaj też ustawiamy wyściowy skład naszego komanda. Nie przed samym starciem, ale w kwaterze. Na początku może się to wydawać upierdliwe. Da się z tym jednak pogodzić i uznać za sensowne. No bo niby czemu mając cały skład pod ręką toczylibyśmy bitwy dwunastką? A tak wiemy że pozostali czekają w mieście.

Promocja kluczem do sukcesu
Następnym elementem pożyczonym z Fire Emblema jest system profesji. Każda postać ma startową klasę, którą po przekroczeniu 10 levelu doświadczenia może podnieść na wyższy poziom. Nie jest to obligatoryjne, możemy awansować nawet dziesięć poziomów później. Przy zmianie uzyskujemy nową nazwę profesji. Dla przykładu rycerz staje się palladynem, Max zmienia profesję mistrza miecza na herosa. Promocji towarzyszy zmiana wyglądu i najczęściej inna animacja ataku. Do tego spada nam poziom z powrotem do pierwszego, nie jest to jednak w żadnym wypadku osłabienie. Lepsze klasy mają dostęp do potężniejszego ekwipunku, który często robi różnicę.

Genesisem po oczach
W założeniu Segi, Mega Drive (lub Genesis jak kto woli) miał konkurować z NESem. Dlatego gry na MD były najczęściej brzydsze niż na SNESie. Najczęściej, gdyż w przypadku Shinig Force tak nie jest. Moim zdaniem gra wygląda bardzo przyzwoicie. Postacie i wrogowie na polu bitwy da się bez problemu odróżnić. Animacje ataków mimo że kilku klatkowe to wykonane są bardzo przyzwoicie. Zmiana broni także zostaje uwzględniona w trakcie animacji. Mały smaczek a cieszy. Lokacje nie są może mocno zróżnicowane, to jednak każda ma jakieś elementy odróżniające od pozostałych. W SF nie widać uboższej palety barw Genesisa w stosunku do SNESa. Kolory są ładnie nasycone, całość jest utrzymana w ciemniejszej tonacji.

Dźwięk był zawsze piętą Achillesową 16-bitowego dziecka Segi. Jakość muzki nie jest może powalająca, jednak nie kłuje w uszy. Kilka utworów potrafi zapaść w pamięci. Zwłaszcza muzyka odgrywana w trakcie starć z niektórymi bossami.

Łyżeczka dziegciu
Okropnie upierdliwe jest robienie zakupów. Każdy item kupujemy po sztuce, po tym musimy zdecydować się kto go będzie niósł, a każda postać może mieć przy sobie tylko cztery przedmioty, wliczając również broń. Do tego sprzedawcy to gaduły, które ględzą przy każdym zakupie.

Zagadywanie i przeszukiwanie też trochę irytuje. Rozmawiamy poprzez wybór opcji talk w menu. Są to niby tylko dwa wciśnięcia guzika. Ale czasami osoba do której mieliśmy zagadać się przemieściła, co owocuje lakonicznym tekstem, że nie mamy z kim pogadać. Są to na szczęście szczegóły które da się zdzierżyć. Za minus można poczytać potraktowany po macoszemu ekwipunek. Na dobrą sprawę zmieniamy tylko broń. Czasami trafi się przedmiot wpływający pozytywnie na statystyki. Niektóre itemy mają możliwość rzucania zaklęć. Bez ograniczeń jak na przykład ostateczna broń Maxa, Chaos Breaker. Ogólnie jednak broni dostępnej w grze jest mało, tak samo jak innych przedmiotów.

Dziarski emeryt
Pomimo 17 lat na karku, Shining Force zdobył moje uznanie. Gra niemal muzealna dała mi mnóstwo frajdy. A przeszedłem ten tytuł po raz pierwszy dopiero dosłownie kilka dni temu. I stałem się fanem serii. Opcji taktycznych jest dużo. Mimo prostoty systemu. Walki można zwyciężać dobrze obmyślonym planem taktycznym, a w tym gatunku to podstawa. Jeżeli nie razi was retro grafika uderzajcie śmiało. Rewelacyjny tytuł, grywalny po dziś dzień. Czego chcieć więcej? Może kolejnej odsłony taktycznej serii? Sega słyszysz? Słowem: Shining Force to najlepszy rpg na Genesisie. Tako rzekłem.

Plusy
+ dobra grafika
+ grywalny system
+ fajny świat
+ animacje starć
+ zgrabne wplecenie elementów klasycznego rpg

Minusy
- pocięte tłumaczenie
- zakupy
- mało ekwipunku

Moja ocena: 5/5


Autor: 5


Obrazki z gry:
Kadr z intro- czuć mangę na kilometr. Zwiedzanie świata- lubię tego typu "bajkową" grafikę. I spacerek po okolicznych bezdrożach. Walka- goblin (?) vs. centaur. Kampania! Ubierać się! Współczynniki się jednak znalazły :). Walka dobra ze złem.

Dodane: 12.10.2002, zmiany: 21.11.2013



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.