Castlevania: Dawn of Sorrow
Akumajou Dracula: Sougetsu no Juuika (JAP)
Wydania
2005()
2005()
Ogólnie
Pierwsza część Castlevanii na NDS (gry z tej serii, nie zawsze rpg, były wydawane również na NES, PSX, PCE, PCE CD, GBA). Sama gra to połączenie platformówki (skaczemy, tłuczemy przeciwników) i porządnego rpg (statystyki, ekwipunek, czary). Grafika- po prostu doskonała, grywalność- spora.
Widok
z boku
Walka
zręcznościówka

RECENZJA

W życiu możemy być pewni właściwie trzech rzeczy: primo - prędzej czy później nieuniknionej śmierci, secundo - podatków, tertio - wciąż powstających sequeli niezwykle popularnych gier. To stosowana już od dawien dawna metoda: jeśli gra się sprzedaje - zróbmy następną część. I to jest zrozumiałe. Natomiast często te najnowsze części sprawdzonych serii po prostu, hmm... Posysają. Tak, myślę że to będzie odpowiednie słowo bez przesadnego angst'u. Krew gotuje się w żyłach, a scyzoryk otwiera się w kieszeni gdy spojrzymy chociażby na Squaresoft (no właściwie teraz to Square-Enix) i widzimy co dzieje się z serią Final Fantasy - produkuje się gry często kiepskie i nie mające zbyt wiele wspólnego z ich poprzednikami, tylko po to żeby przykleić im metkę znanego tytułu (*cough* Dirge of Cerberus *cough*) - bo tak czy siak "ktoś to kupi".

Natomiast nowe "Castlevanie" wciąż mnie zaskakują - każda następna cześć jest coraz to lepsza i wypełniona wszelkiej maści bajerkami. No może poza N64, ale to inna bajka. Co zaś się tyczy handheldów - lepiej być chyba nie może. Już Aria of Sorrow na GBA była czymś przełomowym i prawie dorównywała Symphony of The Night z plejaka. Jeśli zaś spędzimy trochę czasu z Dawn of Sorrow, czyli czwartą częścią Castlevanii wydanej na nową generację konsolek przenośnych, to z pewną nieśmiałością można już nazwać ją killerem "symfonii". Dlaczego? Zapraszam do dalszej części recenzji!

Fabuła
Młody chłopak, Soma Cruz, w Arria of Sorrow odkrył w sobie moce specyficzne dla wampirów i został przetransportowany do zamku Draculi. Przez całą swoją przygodę przejął kontrolę nad niezliczonymi ilościami dusz swoich przeciwników, a wszystko po to by raz na zawsze zniszczyć złego wampira. I udało mu się to. No... Przynajmniej częściowo. Jak się okazuje Draculi nie można tak do końca zniszczyć, a co gorsza - można go wskrzesić oferując mu ciało obdarzonego wielką mocą człowieka. Soma już dawno zapomniał o swoim największym wrogu i żył sobie spokojnie ze swoją dziewczyną, gdy pewnego dnia zostali zaatakowani przez potwory. Nasz bohater z przerażeniem odkrył, że wciąż dysponuje mocą wysysania dusz - której to zresztą pod koniec poprzedniej części gry się wyrzekł i której to może używać jedynie jeśli Dracula jakimś sposobem wciąż trzyma się życia. Soma przeprowadza więc śledztwo i dochodzi do zaskakujących wniosków: pewna sekta stara się obudzić wampira z jego wiecznego snu. Oczywiście bycie bohaterem ma swoje wady - chociażby to, że zwykle w takich sytuacjach trzeba ruszyć tyłek by zniszczyć czające się w mroku zło. Soma Cruz wyrusza więc do siedziby sekty (która to zresztą jest prawie idealną kopią zamku Draculi) w celu rozwalenia wszystkiego co się rusza, ale tu następuje mały zonk - chłopak został zwabiony do zamku specjalnie po to by obudzić na nowo siłę drzemiącą w jego ciele i ofiarować je panu ciemności. W tym momencie do akcji wchodzą gracze - co stanie się dalej z Somą zależy już tylko od naszych umiejętności.

Grafika
Masakra - brak mi słów. Jeżeli gry na GBA wyglądały super, to Castlevania na Nintendo DS jest po prostu boska. Sprite'y Somy wygladają o wiele lepiej niż w Arria of Sorrow, atak każdą bronią wygląda inaczej, przeciwnicy mają pełne animacje dla wszystkich ruchów, tła często są ruchome, a i dochodzą efekty jak spadający śnieg czy burza. Cudo.

Dźwięk
Poza standardowymi odgłosami dla cięcia mieczem itp. słyszymy też odgłos żarzącego się ogniska, okrzyki przeciwników czy nawet czary. Natomiast muzyka sprawiła, że wywaliłem się na plecy jak bohaterowie Dragon Ball'a po przyjętym na gębę ciosie. Już jedna z pierwszych lokacji w których się znajdziemy, a mianowicie wioska, ma tak wypasioną melodię w tle, że kilka minut spędziłem kręcąc się po niej i słuchając muzyki. Cały soundtrack jest świetny i często włączałem DS'a tylko po to, żeby puścić sobie jakiś kawałek. Moim skromnym zdaniem ta Castlevania ma jak do tej pory najlepszą ścieżkę dźwiękową.

Opis gry
Standardowy "Castleroid". Czyli klasycznie - kto grał w którąś z poprzednich części Castlevanii lub jakiegoś Metroida odnajdzie się tu bez problemu. Zwiedzamy kolejne lokacje, odblokowujemy tajne przejścia, zabijamy potworki i zdobywamy doświadczenie. Od czasu do czasu z potworów wylatują dusze, które to pomagają nam w przechodzeniu gry.

Zastosowano tu system znany z Arria of Sorrow - czyli dusze ("czary") dzielą się na ofensywne, umiejętności zjadające manę (jak np. powolne opadanie) lub też umiejętności ciągle aktywne (plus X do ataku i tym podobne). Nowością jest to, że dusze można łączyć z orężem tworząc w ten sposób niezwykle silne bronie lub nawet artefakty.

W kluczowych momentach walk z silniejszymi przeciwnikami używamy też stylusa na dolnym ekraniku DS’a i rysujemy odpowiednie pieczęcie by ostatecznie zniszczyć wroga. Czyli gdy boss robi się słabszy musimy szybko narysować pentagram lub inny znak, aby go zabić. W przeciwnym wypadku odzyska część HP'ków i znów będziemy się bawić w dłuższą walkę.

Stylusa używamy też by usuwać bloki lodu albo tworzyć z nich schody i tunele tak, żeby dostać się do niektórych ukrytych pomieszczeń. W jednej części gry możemy też za pomocą stylusa dowolnie przemieszczać komnaty w jednej części zamku.

Po przejściu gry (tu warto wspomnieć, że dostępne są trzy zakończenia) możemy zabrać się za tryb hard, gdzie zmieniają się zachowania pewnych przeciwników oraz ich statystyki. Można też zagrać w boss rush mode (walczymy ze wszystkimi kozakami z gry, a następnie obliczany jest nasz czas - za dobre wyniki uzyskujemy potężne przedmioty) lub Julius mode gdzie gramy Belmontem, Yoko Fernandez oraz Alucardem znanym z Symphony of The Night. Różnica jest taka, że w Julius mode nie mamy dostępu do ekwipunku ani dusz, ale za to możemy w dowolnym momencie zmieniać postać, którą gramy. Belmont to typowy wojownik, Yoko dysponuje sporym arsenałem czarów, Alucard zaś może zmieniać się w nietoperza. Nie muszę chyba mówić, że ten tryb jest o wiele trudniejszy niż normalna gra i trzeba być sporym wymiataczem, żeby go ukończyć na 100%?

Na zakończenie powiem tylko, że Castlevania: Dawn of Sorrow to w tej chwili jedna z najlepszych gier na DS'a, dla niej samej warto rozważyć zakup tej konsolki. Innym pozostaje czekać na emulator, gdyż tego tytułu po prostu nie można przegapić. Gorąco polecam!

Zalety
Znany już z Arria of Sorrow system dusz z drobnymi modyfikacjami, świetna grafika i wspaniała ścieżka dźwiękowa, jak zwykle w przypadku serii Castlevania masa dobrej zabawy, grę przechodzimy kilka razy bez odczuwania znużenia, a to wszystko dzięki dodatkowym trybom rozgrywki. No i Gergoth - kto zobaczy, ten zrozumie... ;]

Wady
Stylus to w przypadku tej gry właściwie zbędny bajer, gdyż używa się go niezwykle rzadko - natomiast gdy walczymy z boss'em mało kiedy mamy czas by wyciągnąć rysik dostatecznie szybko, przez co w rezultacie rysujemy wszystkie pieczęcie palcem, tym samym brudząc ekranik konsoli.

Moja ocena: 5/5


Autor: 5


Obrazki z gry:
Castlevania: Dawn of Sorrow (Nintendo DS) Castlevania: Dawn of Sorrow (Nintendo DS) Castlevania: Dawn of Sorrow (Nintendo DS) Castlevania: Dawn of Sorrow (Nintendo DS) Castlevania: Dawn of Sorrow (Nintendo DS) Castlevania: Dawn of Sorrow (Nintendo DS) Nie mylą was oczki - sam połapałem obrazki z intro! Nie mylą was oczki - sam połapałem obrazki z intro! Jak widać emulacja każdego dnia idzie do przodu :-) Jak widać emulacja każdego dnia idzie do przodu :-)

Dodane: 03.01.2007, zmiany: 21.11.2013



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.