Dungeon Explorer: Warriors of Ancient Arts
Dungeon Explorer: Jashin no Ryouiki (JAP)
Wydania
2007()
2008()
Ogólnie
Hack and slash w swojej najczystszej postaci.
Widok
izometr
Walka
czas rzeczywisty

RECENZJA

Pierwszy Dungeon Explorer miał swoją premierę 4 marca 1989 roku (Japonia) na konsoli PC Engine (TurboGrafx-16), a o tym, że nie należał do gier najpiękniejszych możecie przekonać się chociażby zaglądając tutaj. Typowy, zręcznościowy h'n's, któremu raczej bliżej Zeldzie niż Diablo doczekał się w 2008 roku odmłodzonych wersji na przenośne konsole - PSP i DS. W niniejszym tekście zajmiemy się tą drugą wersją.

Historia przedstawiona w grze to wałkowany już miliony razy motyw złego boga i jego zastępów nieumarłych... Z intra dowiadujemy się jak to gobliny zostały kiedyś wykorzystane przez ludzi (nekromantów) i ogólnie zostajemy wprowadzeni w świat gry... Problem jest tylko taki - który człowiek o zdrowych zmysłach wytrwa przy intrze bez rzucenia konsolą w ścianę? Na górnym ekraniku mamy obrazek jakiejś świątynii, na touch-padzie mamy palące się ognisko, a z głośników dolatują do nas jakieś ryki, tłumaczone na angielski... Wszystko to sprawia, że po paru sekundach mamy gdzieś cały ten wstęp i historię. Dlaczego tak się rozpisuję o tym intrze? Bo jest po prostu beznadziejne, podobnie jak pierwsze momenty w grze, o czym za chwilę.

Do wyboru mamy w sumie 9 postaci, przedstawicieli 3 ras (Oros, Taratta i Emporos) i 3 profesji (Wojownik, Łowca i Mag). Wybór postaci jest o tyle ważny, że różnią się one od siebie diametralnie. Ot np. wojownik Oros specjalizuje się w mieczach (miecz+t arcza/miecz dwuręczny/duale), podczas gdy przedstawicielka Taratta zdecydowanie lubuje się w toporach. Łowca Oros to typowy dla kanonu fantasy koleś z łukiem, Emporos natomiast zdecydowanie woli oprzeć się na technologi i broni palnej. Każda z postaci jest opisana czterema statystykami (witalność, "sztuka" - statystyka odpowiedzialna za nasze umiejętności magiczne, siła oraz zręczność), które będziemy podnosić wraz z postępami w grze (co każdy poziom mamy do rozdysponowania 3 pkt). To, oraz sposób rozgrywki sprawia, że spośród gier dostępnych na NDS to właśnie Dungeon Explorerowi najbliżej chyba do klasycznych, znanych z PC hack'n'slashy.

Skoro poruszyłem temat rozgrywki, wypadałoby coś o niej samej napisać. Po stworzeniu, a właściwie wybraniu postaci trafiamy do pierwszego miasta (Confine). Grafika jest trójwymiarowa, z możliwością stopniowego oddalania i przybliżania kamery - co w teorii może wydawać się ciekawe, w praktyce jednak ogranicza się do 3 mało różniących się ustawień kamery. Niestety nie mamy możliwości obrócenia obrazu, co jest czasami kłopotliwe, szczególnie w różnych lochach i podziemiach, gdzie nieraz przechodzimy przez drzwi, które widzimy tylko na minimapie wyświetlanej na górnym ekranie. Od razu rzucają nam się w oczy też dwie sprawy. Po pierwsze gra w ogóle nie wykorzystuje dotykowego ekranu konsolki - ani nie możemy stylusem sterować naszą postacią, ba!, nawet po menu poruszamy się za pomocą strzałek i przycisków... Druga sprawa to niesamowita drętwość i sztuczność całego otoczenia. Już pomijam fakt, że nasza postać porusza się, jakby ktoś jej w du*ę kija długaśnego włożył. Gorzej z całą resztą - interakcja z otoczeniem jest tutaj równa praktycznie zeru. Fakt, warto porozmawiać w mieszkańcami, aby dowiedzieć się czegoś ciekawego, odkryć nowe lokacje, czy dostać nowe zadanie, ale rozmowy ograniczają się do tego, że po prostu czytamy tekst przypisany danemu NPCowi - nie mamy w ogóle żadnych opcji dialogowych (no chyba, że do takich można zaliczyć Buy, Sell, Rework i Exit u kupców :P). A że pierwsze nasze zadanie polega na przywitaniu się ze wszystkimi mieszkańcami (którzy, aby ułatwić nam zadanie, znajdują się na świeżym powietrzu, zaznaczeni ładnie na naszej mapce - zapomnij w ogóle o wchodzeniu do budynków), cały czas głowimy się "co to do cholery za badziew?". Zabawa zaczyna się jednak dopiero po opuszczeniu miasta, a nawet jeszcze później, z początku bowiem mordowanie strasznie słabych i nielicznych potworków nie jest zbyt satysfakcjonujące. Po zdobyciu jednak kilku(nastu) poziomów doświadczenia i odpowiednim wyekwipowaniu się gra pokazuje pazur. Nie ma nic fajniejszego niż wyciąganie hord nieumarłych za pomocą dwóch pistoletów ;). Im dalej w las, a właściwie podziemia (bo większość lokacji, jakie dane nam będzie zwiedzić to właśnie wszelkiej maści lochy, labirynty czy inne ruiny - w końcu tytuł zobowiązuje), tym gra robi się coraz ciekawsza. Monstra stają się coraz mocniejsze, powiększa się również ich liczba. Do tego większość zadań nie ogranicza się tylko i wyłącznie do eksterminacji wszystkiego co się rusza (chociaż to nieodzowna część tej gry), czasami trzeba poszukać ukrytych pomieszczeń czy przełączników. Każdy quest kończy się także pojedynkiem z bossem - a ci bywają czasem dość wymagający, chociaż przeciętny gracz nie powinien mieć z nimi większego problemu. Niestety, raz rozpoczęte zadanie trzeba ukończyć "za jednym posiedzeniem" - mimo że niby istnieje save w dowolnym momencie, to jednak po śmierci postaci, bądź zakończeniu gry, zawsze zaczynamy ją w mieście (następuje wtedy respawn wszystkich stworów, resetują się także wszystkie nasze osiągnięcia w nieukończonych zadaniach - co czasami irytuje).

Przedmiotów w grze jest całkiem sporo, w tym i tych zwykłych jak i magicznych. Może nie jest ich jakieś zatrzęsienie, ale na pewno nie ma na co narzekać. Do tego system ekwipunku został wykonany całkiem przyjemnie.

Magią w grze mogą posługiwać się nie tylko magowie, każda z postaci ma własne "drzewko" magicznych zdolności, które kupujemy za zdobyte podczas levelowania punkty. Nie jest tego bardzo dużo, stanowią jednak całkiem miły dodatek. Podobnie jak możliwość posiadania własnego robota bojowego, który wspomaga nas w walce - za pomocą specjalnych części i modułów możemy ulepszać jego skuteczność. Osobiście uważam ten pomysł za świetny, gorzej tylko, że słabe AI powoduje czasem blokowanie się naszej "zabawki" na najprostszych przeszkodach...

Oprawa video gry, na początku dość odrzucająca, stoi mimo wszystko na przyzwoitym poziomie, cieszą oko zwłaszcza modele niektórych przeciwników. Ich animacja też w sumie nie jest taka tragiczna. Zresztą po pewnym czasie przestajemy na to zwracać uwagę - być może również dlatego, że leveldesign kolejnych lokacji jest dużo lepszy niż tych startowych. Muzyka nie jest zła, ale również ciężko nazwać ją dobrą - nic, co by zapadło w pamięć, z drugiej strony również nie ryje nam bani bezmyślnymi piskami. Dźwięk stoi na całkiem przyzwoitym poziomie, wystrzały pistoletów czy brzęk stali brzmią jak powinny, ale również nie ma się czym zachwycać.

Pisałem, że w grze im dalej tym ciekawiej. Niestety - do czasu. Powtarzalność rozgrywki i schematyczność jednak dają w końcu o sobie znać - prędzej czy później zaczynamy łapać się na tym, że musimy się zmuszać aby grać, a nie o to chodzi w rozrywce... Stąd ocena taka a nie inna.

P.S. Gra posiada również opcję gry multi, ja niestety jednak nie miałem okazji na wypróbowanie tego trybu, więc nie mogę niczego o nim napisać.

Plusy:
+ dużo siekania i rąbania ;)
+ ekwipunek
+ mimo wszystko oprawa audio-wideo nie jest taka zła
+ leveldesign niektórych lokacji

Minusy:
- po jakimś czasie gra staje się bardzo monotonna
- beznadziejne intro...
- niemożność zapisania postępów w danym zadaniu

Ocena końcowa: 3/5


Autor: 3


Obrazki z gry:
Nudnawe (delikatnie mówiąc) intro. Nudnawe (delikatnie mówiąc) intro. Startowe miasteczko i kumplowanie się z jego mieszkańcami. Startowe miasteczko i kumplowanie się z jego mieszkańcami. Ekwipunek i zakupki. Ekwipunek i zakupki. Wybór postaci i dystrybucja punktów. Wybór postaci i dystrybucja punktów. I wreszcie krew na ekranie. I wreszcie krew na ekranie.

Dodane: 13.02.2009, zmiany: 21.11.2013



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.