Bioshock (PC)

Bioshock

Wydania
2007()
2007()
Ogólnie
Połączenie FPP-owego shootera z rpg. Elementy rpg to rozwój naszej postaci (za pomocą odpowiedników doświadczenia). Do tego dochodzi niesamowity mroczny klimat, wybory moralne i dużo fajnego strzelania.
Widok
FPP
Walka
czas rzeczywisty
Recenzje
killim
Autor: killim
17.03.2012
Każdy kto grał w System Shock wiele po tym tytule oczekiwał. Nawet jak ktoś nie grał to i tak oczekiwał. Ja też zdaje się oczekiwałem... Dobra, koniec tego głupawego otwieracza recenzji. Faktem jest, że Bioshock to nie jest jakaś nieznana marka. Dwie kontynuacje, rzesze fanów, kilku zawiedzionych tym, że nie mają do czynienia z System Shock 3. Ja jednak w ramach tej recenzji odetnę się od cyklu sponsorowanego złowieszczym skrótem SS i ocenię tytuł jako osobną grę.

Fabuła przenosi nas do podwodnego miasta Rapture. Bohater, który odzywa się tylko w intrze przeżywa jako jedyny katastrofę samolotu. Walcząc o życie dociera do tajemniczej, znajdującej się na środku oceanu budowli. Po krótkim zapoznaniu się z "czym jest Rapture" oraz starciu z genofagiem (o tych gagatkach za chwilę) orientuje się, że wcale nie jest takim szczęściarzem,za jakiego mógł się uważać. Bo utopijna wizja tego raju dla naukowców i artystów to jedno, a zdegenerowane, umierające miejsce jakie zastaje gracz to drugie.

Muszę przyznać, że twórcom naprawdę zależało na stworzeniu czegoś wielkiego. Mało jest gier z tak sugestywnym światem, doskonale poprowadzoną fabułą (wprawdzie niektóre rozwiązania i zwroty akcji mogą się kojarzyć z Systemami, ale nie będę się do nich jak już wspomniałem odwoływał), które na dodatek stawiają pytania natury moralnej. Świat wyglądem nawiązuje do stylu art deco i lat 60. co stanowi świetną stylizację. Widać, że w tytuł włożono bardzo dużo pracy.

Rapture rządzi pewien układ. Spotykamy małe dziewczynki, Little Sisters, zbierające ADAM - substancję pozwalającą nadawać ludziom specjalne zdolności w stylu telekinezy - ze zwłok. W tym jakże uroczym zajęciu towarzyszą im opancerzone i uzbrojone olbrzymy. Taki strażnik - Big Daddy - ma za zadanie chronić dziewczynkę przed wspomnianymi już genofagami. Ci ostatni to uzależnieni od substancji, nękani obłędem mieszkańcy miasta. Poza polowaniem na siostrzyczki mają brzydki zwyczaj zaczepiania naszego bohatera - stanowią one zresztą lwią część naszych przeciwników. Zmierzymy się na początku z nieszczęśnikami, których jedyną bronią jest wyrwana naprędce ze ściany rura czy znaleziony gdzieś rewolwer, jednak później spotkamy ich nieco twardsze czy lepiej uzbrojone odpowiedniki, a także posiadające zdolności takie jak bieganie po suficie, znikanie czy strzelanie kulami ognia. Wspomniani już Tatuśkowie także będą stanowić dla nas niemały problem, jako że są niewątpliwie najpotężniejszymi przeciwnikami, a musimy ich zgładzić, żeby dostać się do ich podopiecznych. Od naszych decyzji w sprawie dziewczynek zależy jak historia się dla nas skończy.

Skoro wspomniałem już o przemocy, to należy wspomnieć o tym, czym ją będziemy zadawać. Walczymy jak w FPSie. Początkowo z broni mamy klucz francuski. Szybko zdobędziemy też pistolet czy karabin. Do naszego ekwipunku dołączy strzelba, granatnik, kusza, miotacz chemiczny oraz aparat fotograficzny, dzięki któremu uzyskujemy różne premie. Do każdej z broni (poza rzecz jasna kluczem i aparatem) mamy trzy typy amunicji, co daje duże urozmaicenie. Jednak najefektowniejszym - przynajmniej w teorii - sposobem radzenia sobie z nieprzyjaciółmi są plazmidy. Stanowią one modyfikacje DNA naszego protagonisty, dzięki którym będziemy mogli np. razić wrogów piorunami czy odsyłać w ich kierunku granaty wspomnianą telekinezą. Ich główną wadą jest niestety fakt, że przegrywają z tradycyjną bronią - poza miejscami, w których można podpalić wraz z wrogami rozlaną benzynę prawie nie korzystałem z innych niż błyskawica czy telekineza. Zastosowanie tej drugiej już opisałem, natomiast piorun pozwala zatrzymać szarżującego czy nadzwyczaj ruchliwego przeciwnika, ułatwić hakowanie ostrzeliwujących nas wieżyczek (prosta minigierka polegająca na ułożeniu rurociągu, występuje także przy innych formach elektroniki) czy zrobić kuku stojącym w wodzie oponentom.

Sama walka jest bardzo dobrze zrealizowana, przeciwnicy starają się atakować z zaskoczenia, kryją się i ogólnie nawet mimo tego, że gra nie jest szczególnie trudna (przynajmniej na normalu) to starają się przeżyć starcia - widok podbiegającego do stacji leczniczej wroga nie jest tu rzadkością. Szczególnie emocjonujące są starcia z teleportującymi się wrogami o całkiem sensownym przydomku Houdini, którzy dodatkowo potrafią przypiec naszego bohatera oraz z Tatuśkami. Co prawda w dalszej części gry, gdy już mamy lepsze wyposażenie ci ostatni nie są już tak problematyczni, jednak początkowo dostarczają dużych emocji. Coś co strzela, rzuca minami, ma wiertło zamiast łapy i uparcie wgniata Jacka w ścianę waląc "z bara" nie może w końcu być popychadłem. To jedne z bardziej emocjonujących fragmentów gry, gdy z nimi walczymy i tylko przy starciach z nimi musiałem częściej wczytywać grę. Jeśli przy zgonach jesteśmy, to zmartwychwstajemy w komorach regeneracyjnych. Nie jest to moim zdaniem najlepsze rozwiązanie (zbytnio ułatwia grę), więc korzystałem po prostu z tradycyjnego save/load. Co moim zdaniem jest zaletą, nie mamy do czynienia z typowym dla nowych gier regenerowaniem zdrowia (nie żebym miał coś przeciwko samej koncepcji, ale zbyt często to rozwiązanie zamienia granie w "wybiję ich w tym pomieszczeniu, odczekam 3 sekundy i ruszam dalej") - zbieramy apteczki, których łącznie możemy nieść 9 sztuk. Są one rozrzucone tak często, że chyba tylko raz ujrzałem 0, do tego po wybraniu odpowiedniej zdolności możemy je uzyskiwać z pewnego typu przeciwników. Energię potrzebną do używania plazmidów także regenerujemy strzykawkami z EVĄ (specyfikiem pozwalającym używać plazmidów), co już wypada ciut gorzej, bo graczowi nieco szkoda marnować moce "na jakby co". Brak tu zrównoważenia - raz potykamy się o strzykawki, innym razem całkiem długo jedziemy na zapasach i tym co zdobędziemy np. dzięki zdolności odnawiającej część EVY za udany hacking.

Teraz zajmijmy się elementami RPG. Nasz bohater za zdobyty ADAM (można go nazwać tutejszym odpowiednikiem punktów doświadczenia) wykupuje w specjalnych maszynach zdolności - zarówno plazmidy (i miejsca na nie) czy zwiększenie pasków życia i EVY jak i toniki. Toniki dają nam zdolności pasywne. Nie znaczy to tylko, że będziemy tylko szybciej biegać czy ogień zada nam większe obrażenia. Szybko dojdą tak sympatyczne efekty ich używania jak np. rażenie prądem przeciwnika który nas uderzy czy zamrażanie potraktowanego kluczem francuskim cwaniaka. Prawdę mówiąc toniki są chyba ciekawszymi modyfikacjami naszego bohatera niż plazmidy... Jak więc widać mamy tutaj pewne wpływy RPG w postaci rozwoju postaci.

Największą siłą tej gry jest klimat. Mam tu na myśli dwie rzeczy. Pierwsza to sposób poprowadzenia historii - odnalezione pamiętniki z których wyłania się obraz postępującej degeneracji Rapture, widma (często zastawane w nieprzyjemnych dla nich okolicznościach) czy sygnały nadawane przez kilka kluczowych postaci. Należą do nich Andrew Ryan - oszalały założyciel Rapture, jedna z ciekawszych growych postaci, chwilami wręcz można mu współczuć. Scena spotkania z nim jest genialna - nie przypominam sobie w grach takiej sceny. Inna ważna postać to pomagający nam przeżyć, mający porachunki z Ryanem Atlas. Należy także wspomnieć o Tenenbaum - dwuznacznej, ważnej dla fabuły kobiecie, która może okazać się dla nas ostatnią deską ratunku. Druga rzecz to sama podróż po Rapture. Gwarantuję Wam, szczególnie jeśli gracie na słuchawkach, że nieraz poczujecie się nieswojo słysząc kroki czy obłąkańcze monologi naszych przeciwników. Chwila, gdy wybieramy co zrobić z Siostrzyczką - zabić czy uratować to także wspaniałe doświadczenie - przynajmniej dopóki nie spowszednieje. Gra lubi także czasem postraszyć - nie są to może wyżyny w tej dziedzinie, ale bardzo nieswojo zrobiło mi się, gdy zgasło światło, wszędzie leżały zwłoki i... no, zobaczycie sami.

Jeśli przy audio - video jesteśmy to dźwięku chwalić już nie trzeba. Jest on być może największą gwiazdą gameplayu. Grafika również bardzo dobrze, mimo kilku lat na karku, się trzyma. Ogień czy woda są bezbłędnie zrealizowane. Lokacje są w miarę różnorodne, ponieważ zwiedzimy części "techniczne", ale także park czy apartamenty mieszkańców. Ich wykonanie nie pozostawia życzeń - widać pracę grafików i projektantów.

Bioshock to moim zdaniem jedna z najlepszych gier ostatnich lat. Mało tytułów wciągnęło mnie z taką siłą. Mam nadzieję, że powstanie więcej takich historii - dojrzałych, zadających pytania i wciągających. Gry to dziedzina bardzo młoda, więc siłą rzeczy trochę czasu minie zanim powstaną wybitnie głębokie rzeczy. Bioshock jest dużym krokiem w tym kierunku. A przy okazji czyni to dając dużo zabawy samym strzelaniem do wrogów. Moja duuuża rekomendacja.

Moja ocena: 9,5/10


Obrazki z gry:

Dodane: 29.03.2012, zmiany: 21.11.2013


Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?