Disgaea: Hour of Darkness
Makai Senki Disgaea (JAP)
Wydania
2003()
2003()
Ogólnie
Taktyczny rpg w stylu Final Fantasy Tactics, tyle że zrobiony z jajem ;-) Akcja umiejscowiona jest w klimatach piekielnych. Grafika - 2d, bez większych fajerwerków.
Widok
izometr
Walka
turówka

RECENZJA

Disgaea to klasyczny przykład taktycznego RPG od Nippon Ichi, wydany przez Atlus już dość dawno temu. W momencie, gdy pisze te słowa, gra została już zrecenzowana na naszej ulubionej stronie;), jednakże została tam potraktowana po macoszemu. Dlatego też postanowiłem spłodzić kilka zdań, które przybliżą Wam co nieco tę grę. A zapewniam, że warto poznać ją bliżej.

Na początek na tapetę leci strona fabularna. Nigdy nie przywiązywałem większej uwagi do scenariusza czy dialogów, dla mnie liczy się mięcho; sedno gry. Ale tutaj jest inaczej; scenariusz Disgaea jest bardzo dobry, a dialogi to mistrzostwo świata. Wszystko przesycone specyficznym chumorem (to nie jest literówka). Akcja gry dzieje się w królestwie demonów, Netherworld. Zaczyna się w momencie, gdy nasz główny bohater, książę ciemności Laharl, zostaje brutalnie obudzony z przeszło 2 letniego snu przez naszą demoniczną poddaną, Etnę. Dlaczego spał tak długo i czemu w roli budzika wystąpiła cała gama narzędzi do tortur? Tego nie dowiemy się chyba nigdy… Za to dowiadujemy się, że ojciec naszego pupilka, król całego piekła, zmarł, gdyż udławił się… precelkiem. Teraz, aby zapobiec pogrążeniu się piekła w chaosie (hmm) ktoś musi przejąć władzę i zasiąść na piekielnym tronie. A któż inny lepiej nadaje się do tej roli, niż syn byłego overlorda? Niestety nie każdy się z tym zgadza, kandydatów na ciepły stołek jest wielu i nikt nie przejmuje się takimi drobiazgami, jak pokrewieństwo z ex-władcą. Tak zaczyna się nasza walka o panowanie w piekle. Nie będzie łatwo, gdyż wrogów mamy wszędzie, nawet w Niebie. To właśnie stamtąd przybywa do nas Flonne, kandydatka na anioła, z misją zabójstwa króla demonów (tak, tutaj nawet anioły nie są dobre). Gdy okazuje się, że zainteresowany już nie żyje, Flonne zmienia plany: postanawia przyłączyć się do młodego księcia i nauczyć go, jak i inne demony, miłości (nie, nie „takiej” miłości;). Czy jej się to uda? Czas pokaże. W każdym razie zdobycie tytułu overlorda nie oznacza bynajmniej końca naszych problemów. Jak widać fabuła jest mocno nietypowa, obfituje w mnóstwo świetnych wątków i niezliczoną ilość doskonałych gagów.

Małe co nieco na temat oprawy A/V. Graficznie jest dosyć schludnie; dwuwymiarowe sprite’y postaci na trójwymiarowym tle; standard. Stylistykę określiłbym jako mroczno-komiczną; postaci prezentują iście demoniczny design, jednakże z jajem (strachy na wróble, szorty głównego bohatera). Kolory również jakby lekko przytłumione. W trakcie rozmów zaś mamy do czynienia z pięknymi ilustracjami postaci, dodatkowo znakomicie przedstawiającymi ich nastroje (mimika, płonące oczy i te sprawy). Ogólnie oprawa jest przyzwoita, ale technicznie bliżej jej do PSX-a, niż PS 2.

Z kolei warstwa audio to już najwyższa półka; muzyka jest świetna, dynamiczna, łatwo wpada w ucho. Parę kawałków jest rewelacyjnych (zwłaszcza temat do walki z Priere – klasyczny japoński pop-rock, hell yeah!), choć utworów nie jest zbyt wiele. Co do odgłosów to okrzyki postaci są bardzo dobre, pikanie w menusach i efekty ataków – standardzik, za to głosy postaci w trakcie rozmów są podłożone perfekcyjnie. Szczególnie interesująco wypadają zapowiedzi kolejnych aktów opowieści (Etna drze japę aż miło:), w pamięci utkwił mi też motyw, gdy Flonne, niczym ninja, przekrada się korytarzami zamku, krzycząc przy tym „Nin-nin!”.

Okej, otoczkę mamy za sobą, czas zająć się tym, co najważniejsze, czyli mechaniką gry. Bitwy toczymy systemem turowym, na zmianę z przeciwnikiem. Pole walki podzielone jest na kwadraty, z których najważniejszy stanowi nasza baza. To stąd wychodzą nasze jednostki, tutaj też mogą się schować. Jest ona niezniszczalna; stanowi tylko swego rodzaju kieszeń dla jednostek. Jednocześnie możemy wysłać do boju max. 10 postaci, ale w dowolnej chwili każdą z nich możemy zastąpić inną, cofając ją do bazy. Ma to niemałe zastosowanie w trakcie walk i nadaje grze strategicznego aspektu (a jakże!). Postaci, oprócz zwykłych ataków przy użyciu jednego z 7 typów broni, mogą używać specjali (niektóre pokazują kosmiczną siłę naszego wojaka np. ujeżdżanie meteorytów przez Laharl’a), które czasem mają przydługawe animacje, czarów, a także wykonywać combosy (kilka ataków po sobie) i ataki łączone (gdy postaci stoją blisko siebie).

Na polu bitwy występują nieraz tzw. Geo Panele, które zmieniają właściwości wszystkich pól w danym kolorze. Mogą to być zmiany statystyk (atak, obrona, nieśmiertelność), albo inne efekty, jak zakaz wejścia czy teleportacja. Jeśli te zmiany staną się zbyt dokuczliwe, możemy zniszczyć dany panel, a jeśli w obrębie jego działania był inny, on również zostanie zniszczony. W ten sposób powstaje reakcja łańcuchowa, która może oczyścić całe pole bitwy z paneli, jak i z przeciwników. Dodatkowym plusem geo combos’ów jest nabijanie paska bonusów, za co dostajemy dodatkowe przedmioty po walce. Mało? A co powiesz na możliwość podnoszenia i rzucania wszystkiego na planszy? No dobra, chodzi tylko o inne postaci, bądź geo panele. Bardzo przydatna rzecz po to, by dostać się w dane miejsce, bądź też pozbyć na chwilę silnego wroga (możemy go trzymać w powietrzu, ale pod koniec tury tracimy tyle życia, co połowa jego HP). Troszeczkę kuleje sztuczna inteligencja przeciwników, np. magik będzie rzucał na siebie czar zwiększający atak, ale nie zaatakuje. Na szczęście są to raczej mało szkodliwe przypadki. Co do samych bohaterów, to oprócz grupy postaci związanych z fabułą, możemy tworzyć dodatkowe. Do wyboru mamy 17 ludzkich profesji oraz 20 rodzajów potworów, podzielonych na 6 stopni wtajemniczenia. Aby stworzyć nową postać, najpierw musimy zdobyć odpowiednią ilość many poprzez zabijanie przeciwników. Postać tworząca nowego pupila staje się jego mentorem. Wpływa to na jej statystyki (gdy pupil się rozwija, mentor staje się silniejszy), ponadto postaci mogą uczyć się zdolności od swoich pupili, i wreszcie szanse na kombosa wzrastają, gdy walczą razem.

Z kolejnych innowacji mamy Item World, gdzie możemy wzmacniać wszystkie przedmioty (także te jednorazowe). Wygląda to tak: wybieramy przedmiot i przenosimy się do losowo generowanych podziemi. Tam na każdej mapie musimy albo wszystkich wytłuc, albo szybko dojść do wyjścia, by przejść na kolejne piętro (umiejętne rzucanie postaciami i duża mobilność to klucz do sukcesu). W zależności od rzadkości przedmiotu pięter będzie 30, 60, bądź 100. Co 10 pięter mamy szansę wrócić do zamku, w innym wypadku musimy skorzystać ze specjalnych przedmiotów, aby uciec. A wrogowie, przynajmniej na początku, mogą sprawić problem. Jeśli naszym postaciom zdarzy się zginąć (byle nie wszystkim), to rannych i martwych leczymy w szpitalu. Jest to kolejne miejsce, które warto odwiedzać, gdyż za kasę wydaną na leczenie dostajemy bonusy. Dodatkowo będąc w Item Word natrafimy na rezydentów, zamieszkujących dany przedmiot (każdy ma ich kilku). Każdy z nich daje bonus do parametru, czy też inną zdolność, a jeśli takiego jegomościa skopiemy, to a) bonus się podwoi, b) rezydenta będziemy mogli przenieść do innego przedmiotu, tworząc naprawdę potężny oręż. A propos przedmiotów, to oprócz tego, że jest ich multum (zmiany broni widać na postaciach), to jeszcze każdy jest opatrzony zabawnym komentarzem, często nawiązującym do mitologii, filmów, czy choćby Bruce’a Lee (podpis pod Zatrutą Rękawicą - „Tylko nie próbuj dłubać nią w nosie”).

Został jeszcze motyw z Dark Assembly, czyli mrocznym zgromadzeniem demonicznych senatorów. Jest to miejsce, gdzie za manę możemy przepchnąć wiele ustaw, ułatwiających nam grę. I tak możemy: zwiększyć wybór w sklepie, odkryć bonusowe plansze, wzmocnić/osłabić wrogów, poprosić o dodatkowe fundusze, zwiększać rangę naszych postaci, a także je reinkarnować (start z levelu 1, ale ze zdobytymi umiejętnościami i na lepszych warunkach). Ale senat nie zawsze zgodzi się na nasze propozycje. I tu mamy dwie opcje: przekupić skład (oj, jakie to prawdziwe, a jakie pouczające;), bądź też nakopać wszystkim do d…(bardzo przyjemne). Jak widać system gry jest bardzo rozbudowany i hardcore’owi gracze będą się tu czuć jak w niebie.

Uff! Czas na małe podsumowanko (najwyższa pora;). Nietuzinkowa fabuła, rewelacyjny humor, super miodny system gry, przy nie-brzydkiej oprawie wizualnej i świetnej stronie audio. Czego chcieć więcej? Cóż, jeśli ci mało, to wiedz, że aby odkryć wszystkie bonusy musisz najpierw pokonać najsilniejszego człowieka na świecie, bojową dziewicę level 2.000 (dodam tylko, że pod koniec normalnej gry zarówno Ty, jak i przeciwnicy będziecie mieć level ok. 100), najpotężniejszą wiedźmę level 2.500, a jak ci ciągle mało, to na deser masz samego władcę ciemności, Baal’a (nie powiem, który level:). Ogólnie jest co robić.

To wszystko sprawia, że Disgaea: Hour of Darkness to bez wątpienia najlepszy strategiczny RPG na PS 2 (jakoś wszystko co opisuje jest naj-). Jedyna gra, jaka może z nią konkurować, to kultowy FF: Tactics. I choć recenzję piszę z pozycji fana s-RPG, to na dobrą sprawę jest to jedyna gra z gatunku, która potrafiła mnie naprawdę wciągnąć (z dostępnych na PS 2). Słowa te pisze mając za sobą grubo ponad 200 godzin spędzonych z grą, i wcale nie mam jej dosyć (choć już nie gram). Na koniec wspomnę o możliwości ponownego przechodzenia gry po jej ukończeniu, z dopakowaną drużyną (tu polecam opcję Transmigrate w Dark Assembly, aby nie było za łatwo).

Plus:
- klimat, dialogi, fabuła
- rewelacyjny, trochę chory humor
- mistrzowski voice-acting, świetna muzyka
- rozbudowany system i niespotykane rozwiązania
- nieskończona ilość godzin świetnej zabawy

Minus:
- grafika bez rewelacji
- momentami AI przeciwników
- przydługawa końcówka

Ocena: 10 / 10 ( czyż mogło być inaczej…? )


Autor: 5


RECENZJA

Taktyczne RPG nigdy nie należały do moich ulubionych. Na samą myśl o FF Tactics dostaję skrętu kiszek... Na szczęście nie wychodzi ich zbyt wiele rocznie. W tym tRPG jest jednak coś, co normalnie zmusza do grania.

Fabuła:
W "piekle" zapanował chaos. Tamtejszy monarcha zginął, a nie widać prawowitego następcy. Jego wasale oraz inne demony walczą więc o władzę. Jednak wszyscy zapomnieli o księciu, który nie mógł stawić się po tron bo... spał przez 2 lata. Teraz staje do walki ze swoim słynnym wasalem Etną, która to próbowała go obudzić m.in. za pomocą strzelby i miecza... Do nich później dołączy anielica Flonne, która miała rozkaz... zamordowania zmarłego króla. Cała historia jest pełna zwariowanego humoru i często się gra tylko po to, by usłyszeć nowe gagi. Zobaczymy m.in. parodię Power Rangers oraz różnorakich anime pomiędzy rozdziałami gry.

Grafika:
Przywita nas dosyć ładna grafika 2D, chociaż niestety piksele rzucają się w oczy - i to dosyć wyraźnie. Wszystko tutaj chodzi na sprite'ach, które jednak nie powalają, chociaż nie zdarzy się by 2 różne potwory lub klasy postaci miały taki sam wygląd. Tak samo jest z bronią, do szczęścia brakuje mi tylko, by było widać także elementy pancerza, ale chyba zbyt dużo wymagam.

Dźwięk:
Dla mnie cudo. Muza pasuje do klimatu gry oraz sytuacji. Postaci wydają różne okrzyki bojowe itp. Co do dialogów, to większość głównych jest mówiona i w amerykańskiej wersji można wybrać dialogi po japońsku albo angielsku.

Rozgrywka:
Sama rozgrywka nie rożni się praktycznie od Final Fantasy Tactics z dodatkami tylko kilku nowych funkcji, takich jak łapanie i rzucanie swoich postaci albo wrogów (tylko nie rzucać pingwinków - wybuchają dosyć mocno!), więc nie będę się zbytnio rozpisywał. Po prostu mamy planszę podzieloną na kwadraty i musimy zanihilować totalnie wroga. Chociaż w tym mogą nam przeszkadzać kryształy leżące sobie na ziemi i wprowadzające na kolorowe pola dodatkowe statusy takie jak obrażenia co turę albo podwojona defensywa dla stojących na nich postaci. Ciekawy jest system rekrutacji. Za zabitych wrogów dana postać zyskuje manę, a za nią kupuje sobie wasali. Postać zyskuje umiejętności posługiwania się swoją bronią - im dłużej nią walczt, tym lepsze umiejętności się odblokowują. W swojej bazie, do której wraca się po każdej walce (chociaż niekoniecznie) mamy szpital, centrum rekrutacyjne, sklep oraz item world w którym możemy wydobywać prawdziwą siłę z przedmiotów, chociaż im lepszy przedmiot, tym silniejsi są w nim wrogowie. Po zamku pałętają się także wierni i żałośni (na pierwszy rzut oka) wasale zmarłego króla. Ciekawym rozwiązaniem jest wprowadzenie parlamentu demonów, w którym można prosić o dodatkową kasę (nie polecam), lepsze rzeczy w sklepie czy otworzenie dodatkowej planszy. Można również przekupywać sędziów swoimi przedmiotami by byli bardziej przychylni w głosowaniu za naszą sprawę. Jeśli głosowanie się nie uda, to zawsze można im skopać tyłki, żeby się jednak ugięli, chociaż czasem jest to diablo trudne.

Werdykt:
Gra jest świetna jeśli chodzi o klimat i muzykę. Grafika jest trochę gorsza, ale wciąż zjadliwa. Jeśli chodzi o rozgrywkę, to perfekcjoniści będą w niebie - jest tyle opcji udoskonalania postaci, że niektórzy by odkryć wszystkie klasy oraz plansze wykorzystują aż ponad 200 godzin ze swojego życia na grę! Jednak ten tytuł ma jeden minus - w niektórych momentach by przejść dalej trzeba nieźle podlevelowac postacie, by móc się mierzyć z nowymi wrogami, czasami jest to naprawdę przesadzone.

Moja ocena: 8/10


Plusy:
+dosyć rozbudowany system
+humor
+grafika (dla lubiących 2D)
+grywalność

Minusy:
-grafika (dla lubiących super fajerwerki)
-duża monotonność przy pakowaniu leveli


Autor: 4

2 4.5

Obrazki z gry:
Pogawędka z podrzędnym(!) bossem :-) Disgaea: Hour of Darkness (Playstation 2) Nie ma co, doborowe towarzystwo... Disgaea: Hour of Darkness (Playstation 2) Gra zespołowa przynosi wyniki. Disgaea: Hour of Darkness (Playstation 2) Kombos aż pole walki płonie! Disgaea: Hour of Darkness (Playstation 2) Dajmy na to, że to współczynniki.

Dodane: 31.01.2006, zmiany: 21.11.2013



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.