Eternal Poison
Poison Pink (JAP)
Wydania
2008()
2008()
Ogólnie
Strategiczny rpg, prawdopodobnie jeden z ostatnich wydanych na PS2. Poważny, gotycki klimat zabawy - czli nie będzie różowych króliczków jako przeciwników :(.
Widok
izometr
Walka
turówka

RECENZJA

Eternal Poison to strategiczny RPG pochodzący ze stajni Flight Plan, wydany pod skrzydłami Atlusa. O ile nazwa developera niewiele może mówi (odpowiadają m.in. za Summon Night i Black/Matrix), tak wydawcę zna chyba każdy fan rolplejów (tytuły, takie jak Tactics Ogre, Persona czy Disgaea, a także wyścigowa Track Mania mówią same za siebie). Oprócz tego w produkcję gry zamieszane jest Namco Bandai. Dobrych s-RPG nigdy za wiele; tym bardziej, że na PS2 tylko Disgaea tak naprawdę "daje radę" (z tytułów, które opuściły Japonię). Front Mission 4 rozczarowuje i nie wciąga, Suikoden w wersji Tactics jest mało zjadliwy (jak wszystkie nowe Suikodeny), a Stella Deus, duchowy następca świetnego Hoshigami, jest jakiś sztywny. A jednak Eternal Poison potrafi przykuć uwagę kogoś tak wybrednego, jak ja.

Zacznę od pobieżnego opisu fabuły. Mamy jakiś magiczny świat, w którym oto pojawia się mistyczna siła. Obszar nią dotknięty (zwany Besek) staje się domeną wszelkiego rodzaju kreatur (zwanych Majin). Ogólnie ludzie boją się tam wkraczać (choć wewnątrz Besek istnieje nawet miasto); decydują się na to tylko śmiałkowie kuszeni wizją spełnienia ich marzeń przez tytułowy artefakt. Do wyboru mamy 3 postacie, każda z odrębną historią (do odblokowania jeszcze 2). I tak mamy: Thage - gotycka lolita i wiedźma owładnięta żądzą władzy, Olifen - jakiś tam żołnierzyk szukający zaginionej księżniczki i Ashley - wysłanniczka Kościoła szukająca swego mentora. Tyle tytułem wstępu. Grę otwiera fajnie zrealizowane intro (sierść futrzastego przyjaciela Thage jak żywa, aż chce się pogłaskać;), szkoda, że później rzadko oglądamy wstawki FMV. Zamiast tego mamy liczne real-time'owe cut-scenki (głównie animacje ataków) oraz dialogi czytane przy portretach postaci. Twórcy dumnie podkreślają poważny, gotycki klimat zabawy (czyli dziwne makijaże i muzyka operowa) i na pewno jest to mocna strona gry. Przejawia się to np. w designie potworów, które przypominają trochę zmutowane zwierzęta; nie ma różowych króliczków, ani pluszowych misiów, za to widziałem Batmana;).

Sama gra to klasyka: pole bitwy (naprawdę ładnie przygotowane, dość ponure lokacje) pocięte na kwadraty, a na nim my (max. 7 chłopa) i wrogowie. Garść elementów, które odróżniają tę grę od innych, to po pierwsze możliwość porywania skopanych uprzednio kreatur (trzeba im zrobić tzw. overkill'a - tłumaczyć chyba nie muszę?). Następnie pojmanego możemy opchnąć za kasę (przy okazji odblokowując nowy stuff w sklepie), zamienić go na umiejętność, bądź wykorzystać (do walki, oczywiście). Po drugie, wzorem nie wydanego u nas Dragon Shadow Spell, pojawiają się większe krity i bossowie (zajmują 4 pola). Co ciekawe ich także można overkill'nąć. O ile sam system walki jest standardowy (każda postać w swojej turze rusza się i walczy), tak nowością jest opcja lidera. Można dzięki niej uaktywnić daną postać w turze przywódcy grupy i razem odpalić kombosa, co ułatwia pojmanie monstra. Mocnym punktem jest AI przeciwników, którzy nie czekają, aż ktoś kopniakiem w d... zmusi ich do walki; pomimo prób zajścia ich od tyłu, zwykle to wrogowie zadają pierwszy atak. Nieraz spotkamy też pewnego diabełka, który został chyba stworzony, aby wkurzyć gracza. Lata taki sku... baniec po mapie i kradnie wszystkie skarby; poza tym, gdy tylko nadarzy się okazja, dobija kreaturę, którą uprzednio ubiłeś, zanim Ty zdążysz ją schwytać (chociaż to potrafią też inni, ba! czasem nawet uleczą na wpół-martwą bestię).

System rozwoju jest, ale jakby go nie było; tzn. postaci rozwijają się i zdobywają zdolności, ale nie mamy na to wpływu. Możemy tylko przydzielić im dodatkowe sille (ekstrakt z pobitych stworków), które umieszcza się w ekwipunku. Każda broń (można ich nosić aż 3!) i zbroja ma do 3 miejsc na umiejętności (całkiem spora gama), do tego dochodzą różnorakie akcesoria. Po zdobyciu kilkunastu leveli możemy wybrać dalszą drogę rozwoju, ale tylko dla postaci związanych z fabułą i Majin'ów; najemnicy zostali olani. Każdą postać, oprócz typowego zestawu parametrów, opisuje tolerancja na 6 żywiołów oraz na 3 typy broni. Hell yeah! Jest to jedyna, obok Front Mission, gra, w której spotkałem podział broni na kategorie. I tak mamy: oręż sieczny (miecze, topory), obuchowy (młoty, kije) i kłuty (włócznie, łuki). Taka klasyfikacja ma niebagatelne znaczenie dla przebiegu bitwy; przy odpowiednim podejściu i taktyce można wyjść prawie bez strat z potyczki, którą przed chwilą przegraliśmy dosłownie w parę minut. Warto nadmienić, że bitwy są trudne i nie da się ich przejść idąc z wrogiem na wymianę. Sytuację utrudnia fakt, iż nie ma tu żadnej możliwości hodowania (farming) małych behemotów, zdolnych w pojedynkę rozbić oddział wroga; zero bitew dodatkowych, zero powtarzania leveli. Trzeba kombinować!

Pojawia się też mnóstwo różnych anomalii statusu, dokonano nawet podziału na przypadłości fizyczne i mentalne. Eternal Poison jest pierwszą (a być może jedyną) grą, w której pojawia się krwawienie. Tak! Status wręcz obowiązkowy na polach bitew, status o jakim marzyłem już od dawna (w grze ofkoz) zastępuje tutaj zatrucie (postać krwawi jak zarzynany prosiak... err... sorry, zagalopowałem się). Jest jednak różnica; postać traci HP tylko, gdy wykonuje jakąś akcję (całkiem logiczne, jesteś ranny to leż spokojnie i się nie ruszaj), co ciekawe leczy się to zwykłym bandażem, a nie jakimś magicznym kwiatkiem. Pełen realizm. Z kolei bronie obuchowe, które zwykle krwawienia nie powodują, mogą wywołać inny efekt: gruchotanie kości! Ale bez obaw, to nie jest Manhunt; w dalszym ciągu w EP mogą grać dzieciaki.

Nie wspomniałem jeszcze o oprawie A / V. Hmm... Jak na s-RPG grafika naprawdę bardzo dobra; fajny, mroczny design kreatur, piękne tła, bardzo dobrze animowane sprite'y. Do tego naprawdę fajne animacje ataków (niestety dość długo się ładują, ale można je wyłączyć), w trakcie których zawodzi jakaś diva operowa. Same efekty dźwiękowe są niezłe, jednakże dość mało zróżnicowane. Co do muzyki, to ta świetnie wpasowuje się w ogólny klimat gry.

Summa summarum gra jest definitywnie warta uwagi. Może system walki jest standardowy, ale daje radochę. Poważny (ale niezbyt ciężki) klimat, świetna stylistyka przeciwników, odpowiednie podejście do tematu. Trudne bitwy, sztuczna inteligencja na wysokim poziomie. Do tego dochodzi mini-gra (warcaby), w trakcie której odkrywamy ilustracje do galerii. A po ukończeniu gry można rozpocząć nową przygodę z zapisanego stanu. Małe zastrzeżenia mam tylko co do, hmm... interfejsu chyba. Po prostu czasem trzeba się trochę naklikać, utrudnione jest np. dokonywanie zmian formacji (ekwipunek, umiejętności). No i przydałby się system rozwoju, dorównujący rozbudowaniem temu z FF Tactics. Ale i tak zdecydowanie polecam. Na koniec jeszcze raz napiszę, że choć strategiczne RPG są moim ulubionym gatunkiem gier, to tylko dwa tytuły, z dostępnych na drugą plejstację, potrafiły mnie wciągnąć: Disgaea i właśnie Eternal Poison.

Plus:
+ poważny, trochę mroczno-demoniczny, gotycki klimacik
+ wymagające bitwy i zauważalnie wysokie AI
+ bardzo dobra oprawa audio / video
+ solidny system
+ świetnie zaprojektowane kreatury
+ zniewalanie pobitych maszkaronów
+ 5 różnych historii
+ animacje walk
+ krwawienie

Minus:
- słaby system rozwoju
- brak możliwości pakowania postaci
- może być trudna i frustrująca
- dogrywanie animacji walk
- hmm... niech będzie interfejs
- krótki czas gry (ok.15 h)

Moja ocena: 8+ / 10


Autor: 4


Obrazki z gry:
A temu co na rękach wyrosło? Ciekawe, o czym rozmawiają... Gotycka lolita Thage - lat 14... Miasto w oku cyklonu. Odrobina magii. Tak się łapie pokemony... znaczy Majinów. Tłuczemy kozę??? Kozy jeszcze nie biłem... Atak na wrogie, złe drzwi?

Dodane: 23.11.2008, zmiany: 21.11.2013



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.