Gauntlet: Seven Sorrows
Wydania
2005()
Ogólnie
Action rpg z duża ilością walki, a malutką erpegie. Jest możliwość zabawy w multiplayerze.
Widok
izometr
Walka
cza rzeczywisty

RECENZJA

Gauntlet: Seven Sorrows od Midway to kontynuacja klasyka z roku 1985 (bardzo dobry rocznik) -dungeon crawler'a, który stał się kamieniem milowym dla gatunku gier hack n'slash. Nowa odsłona zawiera pewne elementy rpg, jednakże nadal jest to tytuł nastawiony tylko i wyłącznie na akcję.

Fabuła gry jest, jakby to powiedzieć, umowna. Jakiś tam imperator, służąca mu czwórka nieśmiertelnych herosów, którzy tracą nieśmiertelność. Do tego szóstka adwersarzy cesarza, stanowiących tytułowe utrapienia. Dlaczego szóstka, skoro w tytule jest mowa o siedmiu? Kto stanowi siódmy problem? Nie wiem.. Właśnie ukończyłem grę, ale mimo to nie bardzo to pojmuję. Co prawda ostatni z naszych wrogów nazywany jest siódmym, więc być może o kimś zapomniałem, może ktoś jest liczony podwójnie...? Cóż, prawda jest taka, że ta gra w zasadzie nie ma fabuły. Zero dialogów z NPC, zero pogaduszek z wrogami. Jedyne, co wprowadza jakiś zarys fabularny, to kilka zdań czytanych przez narratora przed każdą nową lokacją, gdy w tle przelatują statyczne arty (całkiem fajne). Wracając jeszcze do czwórki bohaterów, którymi przyjdzie nam pokierować, są to: wojownik, walkiria, łucznik i mag; całkiem zróżnicowany skład.

Skoro nie wciągająca opowieść, to akcja powinna stanowić o sile tego tytułu. System walki jest dosyć solidny; mamy 4 rodzaje ataków: zwykły, przebijający blok, wybijający w powietrze, oraz atak z dystansu. Do tego dochodzi spora gama ciekawych combosów, ataki specjalne oraz czary (umieszczone na krzyżaku), swego rodzaju połączenie uniku z atakiem (prawa gałka), ataki z kontry, oraz mocny cios specjalny. Jak więc widać jest tego trochę; problem jednak w tym, że gra nie wymusza na nas stosowania specjalnych taktyk, czy technik walki. Prawie całą grę (nie licząc jednego rodzaju pancernych żołnierzy) możemy przejść wciskając tylko "X"; rzadko się zdarza byśmy musieli kogoś zestrzelić, a podcinanie czy juggle'owanie wrogami to raczej tylko dodatek dla urozmaicenia potyczek. Mimo wszystko fajnie jest czasem obalić na ziemię grupę przeciwników pojedynczym, niskim cięciem, czy też strącić kogoś w przepaść. Przeciwników jest zawsze sporo na ekranie; często nas otaczają, choć nie są zbyt aktywni (zwykle). Większość potworów jest tworzona przez specjalne generatory, i to właśnie je powinniśmy zniszczyć w pierwszej kolejności, jeśli chcemy ujść z życiem. Chociaż akurat to (ujście z życiem) nie stanowi problemu, gdyż w razie śmierci nasza postać odradza się kawałeczek wcześniej (na każdy etap mamy po kilka dodatkowych żyć). Zalewające nas fale wroga pokonuje się łatwo (z wyjątkiem wspomnianych wcześniej pancerniaków) i przyjemnie; większość zwykłych kreatur pada po 1-2 ciosach. Dodaj do tego fakt, że biega się tu szybko i nie można się zgubić, i już mamy obraz rozgrywki bardzo szybkiej, dynamicznej, pozbawionej zbędnego główkowania i wszelakich dłużyzn. Całkiem przyjemny obraz. Same "zagadki" (mocno powiedziane) to tylko przesuwanie dźwigni w celu otwarcia drzwi, czy np. aktywowanie kryształów.

Co jeszcze mamy w Gauntlet: SS? Troszkę zręcznościowego unikania rozmaitych pułapek oraz elementy z pogranicza rpg. Zabijane monstra dają nam experience, zaś po zdobyciu levelu i ukończeniu etapu możemy przydzielić zdobyte punkty (1 za poziom) na parametry (mamy 3: siła, wytrzymałość i energia magiczna; mało, ale wystarczy). Ponadto za zdobyte złoto kupujemy nowe techniki; jak już pisałem, jest ich całkiem spory wybór, szkoda tylko, że szybko wykupujemy je wszystkie i potem zostaje tylko zdobywać levele. Przedmiotów jako takich nie ma; jedyne na co możemy liczyć po ubiciu przeciwnika, to kawałek jakiegoś żarcia (rodem z old schoolowych chodzonych nawalanek), który odnowi nam energię. Za to parę razy w ciągu gry, natrafimy w skrzyni na specjalny upgrade broni lub pancerza (wpływa na wygląd postaci). W skrzyniach możemy też spotkać Śmierć (dosłownie); otóż zdarza się, że w jakimś pudle będzie się ukrywać maszkara z kosą. W takim wypadku, jedyne co możemy zrobić to odpalić nasz firmowy super-specjal, żeby rozprawić się z bestią.

Może kilka słów o oprawie. Grafika stoi na naprawdę niezłym poziomie; może nie ma jakichś super-fajerwerków, ale jest bardzo schludnie i przejrzyście. Postaci są wykonane starannie, niektóre lokacje naprawdę są piękne (choć w ferworze walki się tego nie zauważa). Ważne, że animacja nie chrupie, nawet przy natłoku przeciwników (choć nie testowałem wersji multi). Co do muzyki, to niby jest, ale kto by tam zwracał na to uwagę, nie? Na pewno nie przeszkadza w rozgrywce. Odgłosy uderzeń, itp. są jak najbardziej w porządku.

Podsumowując: dostajemy całkiem solidny kawałek arcade'owego softu. Szybka akcja, mnogość technik, multiplayer dla 4 graczy (każda postać może się w dowolnym momencie odłączyć/przyłączyć do gry), całość podana w solidnej oprawie audio/video. Jednak brak dobrej fabuły sprawia, że gra nie wciąga; nie zmusza do siedzenia przed konsolą (z drugiej jednak strony gra też nie odpycha). Tytuł wznoszący się powyżej przeciętnej, dla miłośników bezstresowej rozrywki, zwłaszcza w większym gronie.

Plus:
+ czysta definicja arcade
+ solidny system walki
+ dynamiczna akcja
+ przyjemna szata graficzna
+ multiplayer dla 4 graczy
+ dobra do pogrania "od czasu do czasu"

Minus:
- w zasadzie brak fabuły
- nie wciąga na dłużej
- brak rozbudowanego systemu rozwoju i ekwipunku
- oczywiście za krótka

Moja ocena: 7/10


Autor: 4


Obrazki z gry:
Miotacz ognia rodem z IIWŚ. Nasz dzielna wojowniczka na zbliżeniu. Zamieszanie na ekranie. A trawka wyjątkowo udana. Fikuśne efekty specjalne.

Dodane: 22.07.2009, zmiany: 21.11.2013



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.