Star Ocean: Till The End of Time
Star Ocean III (JAP)
Wydania
2003()
2004()
Ogólnie
Trzecia część kosmicznej sagi na trzecią generację konsolek :) Gra trzyma poziom poprzedniczek, to absolutnie klasyczne jrpg, ze wszystkimi jego zaletami i charakterystycznymi elementami, ale podane w jak najlepszej formie.
Widok
3d
Walka
czas rzeczywisty

RECENZJA

[text powstał dzięki nieocenionej pomocy mojego kuzyna Czarnego oraz jego czarnej partnerki PS2 ^_^]

JRPG na PS2 jest mnóstwo. Trudno znaleźć jakiegoś JRPG który nie byłby w czymś podobnym do innych. Wszędzie jest bohater z wielkim mieczem, zakochana w nim laska, mnóstwo czarów, skilli i zmutowanych marchewo-królików oraz strzelających domów (FF7 :]) do pobicia. To samo czeka nas w SO3. Jednak jest to gra naprawdę udana. Chociaż korzysta z standardowych schematów ma w sobie to coś. Ale od początku.

Po włożeniu płyty wita nas bardzo ładne intro. Po chwili poznajemy naszego głównego bohatera Fayta Leingoda. Wypoczywa on na planecie Hyda ze swoim rodzicami oraz przyjaciółką (która później stanie się członkiem drużyny). Oczywiście przyjemny urlop kończy się wraz z odpaleniem przez nas gry :P Na planetę Hyda napada obca cywilizacja, Fayt zostaje oddzielony od rodziców i przyjaciołki... i tak zaczyna się tak gra :]

Fabuła jak to w JRPGach bywa jest dość zakręcona i obfituje w wiele zwrotów akcji, po których aż chce się grać! Fayt i jego drużyna ma do przebycia ogromny przeciekawy świat, gdzie czekają na nich hordy potworów i oczywiście questy!

Jednak ta gra to nie tylko milutka siekanina. Najważniejszy w tej grze jest text. Mnóstwo textu! Mnóstwo dialogów i informacji! Jest to bardzo ważne dla samej rozgrywki, ponieważ w czasie gry przenosimy się na różne planety i trzeba wiedzieć co wypada, a co nie :P Jeśli nie będziemy czytać dialogów to prędzej czy później nie będziemy wiedzieć gdzie się udać! Metoda "idź gdzie cię nie było i gadaj ze wszystkimi" nie zawsze skutkuje. Ba! Żeby pogadać ze wszystkimi NPC w większym mieście trzeba mieć nie lada zacięcie :]

Hmmm... nie wspomniałam jeszcze o "osobach dramatu" czyli o postaciach. Wszystko kręci się wokół głównego bohatera, ale całość opowieści staje się klarowna dopiero wtedy gdy usłyszymy wersje innych postaci. Postaci, które mogą się przyłączyć do gracza jest bardzo dużo. Pod koniec gry miałam w drużynie 9, ale wiem że postaci i dodatkowych questów jest dużo więcej. Od nas zależy czy ktoś ma się do nas przyłączyć czy nie. Dla naszych postaci możemy zdobywać też nowe ubranka :] Bardzo mi się to podoba, ponieważ niektóre postacie wyglądają o wiele lepiej w swojej "drugiej wersji" :P

Ale to co tygryski lubią najbardziej to WALKA! A w SO3 jest ona naprawdę mistrzowsko wykonana. To nie to co nużące wybijanie potworów byle tylko mieć wyższy level. W grę warto pograć choćby dla samych efektów czarów i umiejętności specjalnych. Podczas walki postać może zginąć także z braku MP!! Trzeba o tym pamiętać bo ataki są bardzo MP-żrące :P Walki są dynamiczne (real time), pod poszczególnymi przyciskami pada możemy ustawić sobie 2 ataki specjalne. Mamy też podręczne menu z dojściem do itemków i Symbology (Star Ołszynowska magia :P). Możemy nawet wybrać taktykę dla całej drużyny by w sumie walczyła sama, ale nie polecam tego sposobu. Wbrew pozorom postacie mogą łatwiej zginąć i nie ma już się tej przyjemności z własnoręcznego ubicia stwora.

Grafika jak na PS2 jest bardzo dobra. Nie ma tu jakiś wybajerzonych textur czy wyglądu miast i lokacji, ale potrafi przyciągnąć oko. Do muzyki oraz SFX też nie mam zastrzeżeń. Kroki brzmią jak kroki, uderzenie miecza jak uderzenie miecze, a czar jak czar :P

Podsumowując Star Ocean 3 jest z pewnością grą bardzo dobrą, chociaż niestety niezbyt oryginalną. Nie można jej jednak zarzucić nic konkretnego. Wszystko trzyma taki na poziom do jakiego Square-Enix zdażyło nas przyzwyczaić. Polecam tą grę nawet osobom, które na jRPG patrzą podejrzanie (nie wiedzą co tracą :P).

Plusy
+ wielki, rozbudowany świat
+ postacie!
+fabuła
+ WALKI!

Minusy
- niestety gra sama w sobie nie jest niczym originalnym

Ocena: 9+/10 (no po prostu nie mogę dać dychy!)


Autor: 5


RECENZJA

Każdy z Was zapewne wie, że ciężko jest recenzować grę, którą się kocha oraz jak trudno jest opanować emocje towarzyszące opisywaniu takiej pozycji. Przyszedł w końcu czas i na mnie; taką właśnie grą, jest dla mnie Star Ocean: Till the End of Time. Długo odwlekałem jej recenzję, aż w końcu postanowiłem powiedzieć emocjom "stop" i napisać o niej kilka słów. Jest to trzecia cześć serii, która liczy sobie pięć głównych odsłon na chwilę obecną. Grę wydano jeszcze w 2003 roku, w Kraju Kwitnącej Wiśni , gdzie została bardzo ciepło przyjęta. Niestety - kiepski marketing w Europie sprawił, iż nie zyskała ona zbyt wielkiej popularności na Starym Kontynencie. Wielka to szkoda, gdyż po ten tytuł powinien sięgnąć każdy, kto ceni sobie jRPG w najlepszym wydaniu. Co oferuje nam trzecia część gwiezdnej wędrówki? Bardzo wiele. Scenarzyści, programiści oraz reżyser tri-Ace naprawdę się postarali, a Square-Enix przygarniając tę, niewielką niegdyś firmę, dobrze wiedział, że pod swoje skrzydła bierze nietuzinkowych ludzi. Tyle tytułem wstępu, czas zabrać się za detale.

Mamy 772 rok czasu gwiezdnego. Federacja Zjednoczonych Planet jest u szczytu potęgi ze swą niezrównaną siłą militarną i wiedzą naukową w całym wszechświecie. Odkryto już 1/3 Drogi Mlecznej, a eksploracja nieznanych zakątków trwa nadal. Pewien niebieskowłosy młodzieniec, Fayt Leingod i jego rodzina akurat wypoczywają na Hyda IV, planecie określanej mianem galaktycznego kurortu. Co dalej?

Grę rozpoczynamy w hotelu, gdzie poznajemy naszego głównego bohatera i jego przyjaciółkę Sophię. Po wyjściu z budynku, mamy możliwość "poszwendania" się po plaży. Wspominam o tym dlatego, ponieważ scenka z dziewczyną w niebieskim bikini (uwaga Sophii, skierowana w stronę Fayta) należy do moich ulubionych, a zarazem jest pierwszą sceną, po której wiedziałem, że warto było wydać pieniądze na ten tytuł. Humor i zachowania bohaterów docenią szczególnie starsi użytkownicy. W SO 3 znajdziemy wiele smaczków, zarówno w dialogach (o których wspomniałem powyżej) jak i w mnogości sub-questów, przewrotnej fabule i ciekawych rozwiązaniach systemowych. Fabuła gry jest rozbudowana i swoim rozmachem przebija według mnie najnowsze wypusty spod szyldu Final Fantasy. Początek rozgrywki jest tak prozaiczny, iż mogę go zdradzić teraz: Fayt po ataku obcych wojsk zostaje oddzielony od najbliższych. Jego celem jest odnalezienie Sophii i ojca. Jednak to, co odkryjecie w trakcie zabawy, nie raz powali Was na kolana. Więcej zdradzić Wam nie mogę, gdyż nie chcę odbierać przyjemności i elementu zaskoczenia, który będzie Wam towarzyszył niejeden raz w tej epickiej zupie sci-fi zmieszanej z fantasy. Pora przejść do...

...systemu rozgrywki. Fani serii Final Fantasy będą zaskoczeni dynamizmem akcji (autentyczny cytat kolegi: "ale to wszystko żywe!!!") Może pora na kilka wyjaśnień: walki odbywają się tu w czasie rzeczywistym, a przeciwników widzimy eksplorując świat: coś co w serii FF wykorzystano dopiero trzy (!) lata po wydaniu TTEOT, w dwunastej odsłonie serii. Sam system walki jest dużo ciekawszy od tego z Fantazji, ponieważ wymaga uwagi i skoncentrowania gracza. Bitwy toczą się bez znanego Wam paska ATB, możecie uciekać, atakować przeciwnika od tyłu - wariacji jest mnóstwo. Co warto dodać ? W Star Ocean można zginąć nie tylko z braku HP, trzeba też uważać na stan MP! Otwiera to nowe możliwości taktyczne na wrogów z dużą żywotnością, a w połączeniu z REWELACYJNYM patentem, jakim jest Item Creation, czyli tworzenie przedmiotów - daje nam multum kombinacji. Wytwarzanie w Star Ocean, jest grą samą w sobie i wymagałoby napisania osobnego elaboratu, ponieważ jest to bardzo czasochłonny i obszerny, a zarazem niezmiernie ważny element serii. Kolejnym znakiem firmowym SO, są tzw. Private Actions, czyli dialogi prowadzone przez nas, mające wpływ na zakończenie gry (tych jest aż 9!); tylko od Was zależy to, co ujrzycie po pokonaniu finałowego bossa. Następnym punktem - jakże ciekawym - są Battle Trophies. Ttutaj tri-Ace trafiło w dziesiątkę. Odkryliście wszystko w Final Fantasy lub innych RPG? Przed Wami nie lada zadanie - zdobycie 300 Battle Trophies, czyli tytułów za wygrane walki - to wszystko mamy w grze, na kilka lat przed wprowadzeniem systemu trofeów/achievementów w konsolach/PC. Niektóre trofea mogą przyprawić o długotrwałą migrenę, a ich zdobycie sprawia niesamowitą frajdę. Poza tym gra oferuje nam mnóstwo sub-questów i mini gier (z Battle Arena na czele), co wydłuża czas rozgrywki do maksimum.

Graficznie, trzeci Ocean wygląda przyzwoicie, choć nie błyszczy w świetle innych produkcji, wydawanych w tym samym czasie. Lokacje tętnią życiem, czary są efektowne, a wstawki AMV imponujące, choć tych - mogłoby być więcej. Jedynie wzornictwo zastosowane przy projektowaniu postaci mogłoby być bardziej dopracowane - wydaje mi się, że z mocy poczciwej czarnuli można było wyciągnąć odrobinę więcej. Na szczęście ten mankament zupełnie nie wpływa na jakość zabawy, biorąc pod uwagę zaangażowanie fabularne gracza. Poza tym, Star Ocean posiada świetną...

...oprawę muzyczną, za którą jest odpowiedzialny nie kto inny, a Motoi Sakuraba. Kimże jest ten człowiek? W Japonii każdy fan RPG zna to nazwisko. Kompozytor, a zarazem muzyk - tworzył ścieżki dźwiękowe w takich produkcjach, jak Golden Sun, serii "Tales of...", czy Valkyrie Profile. Od razu lepiej, nieprawdaż? Muzyka rozbrzmiewająca w świecie TTEOT ma widoczne wpływy rocka progresywnego, co daje niesamowite efekty. Nie można jednoznacznie określić jakiegoś faworyta, każdy tu znajdzie coś dla siebie - a to doniosły, pełen napięcia i grozy, doskonale budujący klimat sci-fi, "Starless Wavelets", bądź jakże odmienny "Gaiety Company" - utwór zabawny, przenoszący nas żywcem w klimat średniowiecznych biesiad. O ścieżce dźwiękowej mógłbym pisać wiele; dodam jeszcze jedną, istotną dla każdego gracza informację. Mianowicie motyw bitewny, czyli coś, co towarzyszy nam praktycznie przez cały czas. "Cutting Edge of Notion", bo tak zowie się utwór rozbrzmiewający podczas walk w SO3, jest dynamiczny i kipi wręcz energią - powinien przypaść do gustu każdemu. Jeszcze słowo o voice actingu. Głosy postaci dobrane są idealnie, według mnie jest to jeden z mocnych punktów gry, który intensywnie wzmaga przeżycia związane z odkrywaniem fabuły. Poniżej prezentuję kilka utworów z gry - uważam, że Motoi Sakuraba stworzył w tej części swoje najpiękniejsze dzieło...jest to najbardziej eklektyczna ścieżka dźwiękowa w grach wideo, jakiej doświadczyłem.

https://youtu.be/IlV1hsOd_WA
https://youtu.be/vANRdqvvf6E
https://youtu.be/NFHp2Pr6GIg
https://youtu.be/PCgrK1Fl5dA
https://youtu.be/jNFf4uCaoPY

Reasumując, Star Ocean: Till the End of Time, jest produktem nad wyraz godnym polecenia. Jeżeli do tej pory nie mieliście okazji zanurzyć się w galaktycznym oceanie przygód, nie zwlekajcie - ta gra naprawdę wciąga. Całość przesycona jest masą dodatkowych questów i zadań; jeżeli lubicie wielkie wyzwania (a wierzcie, niektóre trofea są nie lada problemem, nawet dla starych wyjadaczy), ekscytującą fabułę i dynamiczne walki - nie zawiedziecie się. Obok serii, takich jak Final Fantasy, Chrono, Xenosaga - Star Ocean jest marką gier RPG, która tworzy swoją własną, mistyczną otoczkę. Till the End of Time zaś, jest najbardziej rozbudowaną częścią; detale uwidaczniające się w trakcie rozgrywki wprowadzą Was w zdumienie (chociażby wbudowana, szczegółowa encyklopedia). Jest to jeden z najlepszych jRPG, jakie wyszły na drugie playstation.

Plusy:

+ fabuła, fabuła i jeszcze raz FABUŁA!
+ wspaniała muzyka
+ dynamiczne walki
+ tworzenie przedmiotów
+ gra rozbudowana do granic możliwości

Minusy:

- modele postaci

Moja ocena: 9/10


Autor: 5

2 5.0

Obrazki z gry:
Obrazki kradzione z... a sami zgadnijcie ;-) Nasza drużynka - z oczu patrzy im całkiem dobrze. W takich warunkach to i ja mógłbym wypoczywać! Oj, to musiało zaboleć. Krzychu, żyjesz? Współczynniki - ale z wielkością oczu to chyba ciut przegięli ;-)
/obrazki kradzione, nie będę nawet mówił skąd - kiedyś się podmieni /12 lat później -nadal czekam na podmianę//

Dodane: 22.06.2005, zmiany: 08.10.2017


Komentarze:

Haha, wczoraj kupiłem kopię i tu niespodzianka - recenzja :)
Venra


[Gość @ 08.10.2017, 21:18]

Jak te czasy się zmieniają, w 2005 roku kolega pisał recenzję i do minusów dał, że gra nie jest niczym oryginalnym. Ja w 2017 mogę stwierdzić, że to duży plus, że gra zachowała klasyczne dla serii cechy. Dzisiejsze rpg poszły w stronę szybkiej rozgrywki, wolę grać w starocie niż nowości.


[Gość @ 02.04.2017, 10:27]


Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.