Disgaea 3: Absence of Justice
Makai Senki Disgaea 3 (JAP)
Wydania
2008()
2008()
Ogólnie
Trzecia odsłona taktycznego stratega z doskonałym poczuciem humoru i w klimatach piekelnych.
Widok
izometr
Walka
stategia turowa

RECENZJA

Wybór RPG-ów na trzeciego Plejaka jest bardzo skromny w porównaniu do poprzednich generacji, zwłaszcza, gdy chodzi o te żółtego pochodzenia (j-RPG ;). Zaś jeśli mowa o taktycznej ich odmianie, to praktycznie jedyną, dostępną na naszym rynku grą, jest właśnie Disgaea. Znając jednak markę N1, śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że już sama obecność tej gry rekompensuje częściowo te straty. Ale, jako osamotniona pozycja, Disgaea 3 musi spełniać bardziej wymagające kryteria; w końcu to na jej podstawie ewentualny fan s-RPG będzie opierał swoją miłość (bądź też nienawiść) do gatunku. Z drugiej strony, nie da się ukryć, że jest to tytuł przeznaczony dla specyficznego grona odbiorców i to raczej już mocno zaznajomionego w temacie; dla kogoś, kto słowo 'farming' ma wypisane na czole, a który każdą minutę przelicza na ilość expa zdobywanego właśnie przez jego postaci.

I właśnie kimś takim jest główny bohater nowej Disgaea 3, o podtytule Absence of Justice. Mao, bo o nim mowa, jest 'typowym' uczniem w Akademii Zła, i zarazem synem dziekana (który przypadkiem jest też najsilniejszym Overlordem). Czas wolny od szkoły (tj. cały czas, bo przecież żaden szanujący się demon nie pójdzie do szkoły) spędza na graniu na swojej ulubionej konsoli Slay Station. Tzn. spędzał - bo oto tatuś przypadkiem nadepnął mu na sprzęt (nie po raz pierwszy zresztą, ani też drugi czy trzeci), niszcząc tym samym save'a z zapisanymi milionami godzin gry. Każdy by się wkurzył w takim momencie, toteż Mao postanawia kill'ym swojego papę. Aby tego dokonać, musi jednak stać się prawdziwym bohaterem, gdyż w anime to zawsze bohater pokonuje złego Overlorda. Porywa zatem ludzkiego bohatera, kradnie mu jego tytuł i rusza do walki. Na jego nieszczęście tytuł bohatera niewielu mu pomógł, gdyż jego poprzedni właściciel nadał go sobie sam i ma tyle wspólnego z odwagą, co Mao z kujonem. A przynajmniej na początku. Ostatecznym celem zaś będzie rozliczenie się z demonami przeszłości. Ogólnie fabuła nie jest zła, ale też nie zrywa beretu; to raczej poszczególne wątki dodają historii uroku. Ale być może jestem już po prostu za stary i dlatego tematyka szkolna do mnie nie przemawia. Jeśli miałbym się do czegoś doczepić, to do pewnej 'ckliwości' fabuły; tak jakby ktoś poprzez grę chciał wychować miliony dzieciaków na ludzi pełnych miłości i empatii. Gdyby uwzględnić fakt, że główny wątek jest dosyć krótki i raczej jednotorowy; oraz to, że wydawcą jest Square-Enix (seria FF się kłania), to pozostaje lekki niedosyt fabularny.

Najbardziej rzucającą się w oczy (hmm...) cechą każdej gry jest jej oprawa wizualna. Dla wielu jest to wyznacznik jakości produktu; w końcu nie bez powodu płaci się gruby szmal za 50-calowy HDTV i konsolę z odtwarzaczem Blu-Ray. Cóż, jeśli zaliczasz się do tego grona, to możesz sobie spokojnie podarować nową Disgaea. W zasadzie jest to gra dla tych, dla których liczy się wnętrze; którzy stawiają na głębię produktu, a nie na tanie efekciarstwo; dla ludzi z duszą i zmysłem, potrafiących dostrzec piękno tam, gdzie inni go nie widzą; wreszcie dla ludzi, którzy w XXI wieku ciągle kochają się w produkcjach, takich jak Tetris czy Mario. Bla bla bla... Prawda jest taka, że wypuszczenie tej gry, tak wyglądającej, to niemalże zbrodnia. Graficznie Disgaea 3 wygląda prawie identycznie jak poprzednie części, wydane jeszcze na PS2. Z tym jednak, że poprzednie części graficznie przypominały produkcje z poczciwego PSX-a ! Sprite'y postaci zostały żywcem przeniesione z części drugiej (oraz z Makai Kingdom; też na PS2). Tła są trochę lepsze, efekty specjalne też ciutek podrasowane, ale w dalszym ciągu brakuje trochę choćby do poziomu przyzwoitości. No ale taki już urok tej serii i chyba nikt nie spodziewał się jakichś poważnych zmian na tym tle.

Jeśli zaś chodzi o stronę audio, to standardowo stoi na bardzo wysokim poziomie. Charakterystyczne kompozycje Tenpei Sato są przyjemne i wpadają w ucho (pojawiają się też stare utwory), choć nie są już tak odkrywcze i genialne, jak w części pierwszej. Głosy lektorów podłożone są zawodowo (pojawiają się aktorzy z części drugiej, o ile mnie słuch nie myli, a także gość robiący Lezarda z Valkyrie Profile 2); główny bohater ma głos nawiedzonego naukowca, podjaranego chorymi eksperymentami, może tylko lekko zbyt dziecinny (ale to w sumie dopiero uczniak; i co, że ma ponad 1500 lat...). Efekty dźwiękowe zaś standardowo skopiowane; w końcu po co się przemęczać i nagrywać dwa (trzy) razy ten sam dźwięk. Brakuje może jeszcze genialnych zapowiedzi kolejnych aktów rodem z pierwszej Disgaea (Etna rulzzz), bo to, co słyszymy, to tylko marna ich namiastka. Mimo wszystko, strona audio jest jednym z mocniejszych punktów gry.

Najważniejsze jednak zmiany (a w zasadzie jedyne) zaszły w mechanice. Chociaż może zmiany to zbyt duże słowo; raczej usprawnienia. Fakt, że akcja rozgrywa się w szkole, niesie ze sobą pewne konsekwencje. Na przykład to, że nasze postaci, jako uczniowie, umieszczone są w klasie, a ich rozmieszczenie wpływa na wzajemne stosunki. Tym samym ludki siedzące obok siebie mają większą szansę na odpalenie razem combosa. Ponadto, każda postać może zostać przypisana do jakiegoś klubu, co daje dodatkowe profity (np. siedzenie w kącie zwiększa exp, można też zgarniać manę od sąsiadów albo zaopatrzyć szkolny sklepik w dodatkowe fanty). Również system zależności między mistrzem a uczniem (albo stworzycielem a stworzonym), gwarantujący bonusy od tworzonych postaci, został zastąpiony. Teraz każda postać, będąca liderem danego klubu, może używać zdolności jego członków (jeśli stoją obok siebie na polu bitwy). W ogóle cały system zdobywania umiejętności został przemodelowany i przypomina teraz troszeczkę, skądinąd genialne rozwiązanie z FF Tactics. Za pokonanie wroga zdobywamy manę, tę z kolei wydajemy na zakup zdolności charakterystycznych dla danej klasy; każda profesja ma przypisane kilka używanych typów broni, czarów, oraz nowość, tzw. Evility. Są to specjalne zdolności danej klasy/postaci, z których jedna jest wrodzona, drugą zaś możemy wybrać (kupić) z kilku możliwych. Sprawiają one, że każda profesja, nawet z tych podobnych, staje się unikalna. Przykładowo, czarodziejka zużywać będzie o połowę mniej SP na czary, podczas gdy jej męski odpowiednik, dodatkowym kosztem, będzie zadawać większe obrażenia. Warto jeszcze dodać, że zamiast pakować nasze postaci do znużenia celem polepszenia konkretnych skilli, możemy teraz po prostu zapłacić maną za ich upgrade (w końcu jak się jest demonem, to można iść na skróty).

Nowością jest Class World, gdzie na wzór znanego Item World'u, możemy dopakowywać klasę naszych postaci (a konkretnie ich aptitude, czyli procentową zdolność do wydobywania mocy z ekwipunku). Ponadto Class World daje nam możliwość zwiększenia 'nie-rozwijalnych' atrybutów, jak ruch, zasięg rzutu czy szansa na krytyka, a także przejmowania zdolności oraz Evility innych postaci. Kolejną innowację stanowi Magichange; jest to możliwość czasowej transformacji naszego potworka w dany typ broni, co daje dostęp do nowych zdolności i mega-ataku (miało to w założeniu skłonić gracza do używania nie-ludzkich klas postaci). Ostatnią istotną (za duże słowo) zmianą (jeszcze większe), jest modyfikacja Geo Paneli. Zyskały one teraz formę trójwymiarowych brył, którymi możemy rzucać i składować je na sobie, tworząc kombinacje, które potem zniszczymy na wzór Tetrisa, zgarniając przy tym bonusy. Oczywiście dostępny jest również Homeroom (czyli takie nasze walne zgromadzenie demonów, albo komitet klasowy), gdzie możemy przepchnąć (siłą bądź przy pomocy pieniądza) rozmaite ustawy, jak odblokowanie nowych klas postaci, klubów, zwiększenie asortymentu, itp. Możemy dokupować i zmieniać muzykę w tle, czy też zmieniać kolory postaci. Podsumowując, śmiało można powiedzieć, że system trójki jest najlepszy z wydanych do tej pory; głęboki, ale nie nazbyt skomplikowany, zgrabnie podany i uwzględniający sporo drobnych usprawnień (jak przejrzystsze menusy i statusy w trakcie walk). Niestety, w każdej beczce miodu musi trafić się martwy skunks... to znaczy łyżka dziegciu. Gra jest po prostu zbyt krótka i łatwa, by zmusić gracza do wykorzystania tych wszystkich bogactw systemu w pełni (a może po prostu tak szybko upłynął mi przy niej czas). Samego ostatniego bossa mógłbym załatwić jedną moją postacią w pojedynkę, więc coś tu jest nie tak. Być może twórcy zapragnęli dostosować grę do poziomu przeciętnego zjadacza chleba (modne słowo casual), tyle, że taki nawet nie zwróci na nią uwagi. Co prawda, koniec głównej historii nie oznacza bynajmniej końca gry, gdyż sekretów jest naprawdę sporo, a pokonanie każdego opcjonalnego przeciwnika zajmie więcej czasu niż gra właściwa, jednak to nie to samo, gdy nie ma już takiej mobilizacji do pakowania.

Summa summarum, pomimo kilku zastrzeżeń, dostajemy bardzo solidną grę. I choć na pierwszy rzut oka człowiek zaczyna się zastanawiać, co tak właściwie autorzy robili przez te lata od wydania poprzedniej części, to w miarę jak zagłębia się w świat Disgaea 3 dostrzega się subtelne, aczkolwiek bardzo korzystne zmiany. Przyzwoita (momentami) fabuła, świetny voice-acting, przyjemna muzyka, genialny system walki i wreszcie ciekawszy system rozwoju. A że przy tym koszmarna oprawa video? Cóż, nie można mieć wszystkiego. Należę do tego pokolenia (stara szkoła, heh), dla którego grafika nie miała znaczenia, a liczyła się przede wszystkim radość z gry. A ta gra zapewnia jej mnóstwo. I co najlepsze, pozostawia uczucie niedosytu po przejściu (w sensie, że chciałoby się więcej, a nie, że coś jest niedopracowane). Pozycja obowiązkowa dla fanów strategicznych RPG, żeby nie powiedzieć 'bezkonkurencyjna' (dosłownie).

Pros:
+ głębia
+ grywalność
+ długość gry (opcjonalnie)
+ sekrety
+ usprawnienia
+ muzyka
+ czasami humor

Cons:
- oprawa wideo
- fabuła średnich lotów
- momentami infantylność
- zrzynka sprite'ów i efektów dźwiękowych
- długość gry (główny wątek)
- za łatwa (dla hardcore'owców)
- uczucie swoistego deja vu

Moja ocena: 4/5


Autor: 4


RECENZJA

Akt I - Prolog
Sony PlayStation 3 mimo już kilkuletniego stażu na rynku growym nie może się pochwalić jakąś znaczną biblioteką gier eR-Pe-Gie, nie wspominając już nawet o RPGach taktycznych, dlatego każdą taką grę przyjmuje się z otwartymi rękoma, licząc na pokaźną dawkę świetnej rozrywki. Nie inaczej jest z Disgaea 3, która naprawdę mile mnie zaskoczyła (do tej pory miałem do czynienia tylko z pierwszą częścią na PSP, na szczęście gry te nie są połączone żadnym wspólnym wątkiem fabularnym) i przyciągneła do konsoli na dłuuugi czas.

Akt II - Fabuła
Cała historia kręci się wokół Mao, syna Overlorda (można go uznać za króla świata demonów), który to pragnie zemsty na swym ojcu za... zniszczenie mu jego konsoli (SlayStation Portable). Niestety, by go pokonać musi stać się bohaterem. No ale jakby się nim tu stać? Kto może to wiedzieć? Tylko i wyłącznie bohater ze świata ludzi, tak więc Mao wyszykuje takiego i każe mu nauczyć go jak nim zostać. Almaz (ów heros) okazuje się jednak fałszywym bohaterem, więc suma summarum wiele go nie nauczy, jednakże syn Overlorda ustanawia go swoim dożywotnim sługą, który jest zmuszony podróżować z nim. Jak widać historia obfituje w dosyć specyficzny humor, nie jest może jakaś porywająca, ale nie przeszkadza również, ale taki już urok Disgaea'i. :)

Akt III - Grafika & Muzyka
Graficznie moim zdaniem jest okropnie, gdyż pod tym względem gra zatrzymała się na poziomie PS2/PSP. I jak na tych konsolach wyglądało to dobrze, tak na płaskim monitorze w rozdziałce 720p aż kłuje w oczy. Rozumiem że sprawdzony silnik, nie ma co go zmieniać. No ale proszę... Żeby chociaż tą jedną wielką pikseliozę jakoś zlikwidować. Jeśli jednak chodzi o muzykę i resztę dźwięków to jest dosyć dobrze, mamy wesołe melodyjki itp. Autorzy zadbali również o pełny voice acting, który mogę z czystym sercem uznać za najlepszy jaki kiedykolwiek słyszałem. Ludzie którzy podkładali głosy do poszczególnych postaci byli wręcz stworzeni do tego.

Akt IV - Gameplay
System gry nie różnie się praktycznie wcale od tego który mogliśmy zobaczyć w pierwszej Disgaea'i oraz pod niektórym względami innych tRPGów. Walki prowadzimy na tury, w każdej turze jedna z naszych postaci może zaatakować, użyć specjalnej umiejętności lub przedmiotu oraz podnieść i rzucić jakąś inną istotkę/przedmiot (czasami robienie wież z członków własnej drużyny będzie koniecznością jeśli chcemy szybko przemieszczać się po planszy). Za każdą wygraną walkę dostajemy doświadczenie oraz punkty Many, które to znowu wymieniamy albo na nowych członków drużyny albo na nowe umiejętności. Sam przyznam że całą grę przeszedłem nie dołączając nikogo nowego do mojej grupy. Jak jednak wiadomo, nie samym wątkiem głównym człowiek żyje i czasami jakiś etap może być zbyt trudny do przejścia. Od tego mamy Item Worlda, gdzie możemy dobić levele swoich postaci (nie wiem czemu grając w trzecią część przesiadywałem tam dosyć długo i to nie z przymusu a z przyjemności, dosyć dobrze mi się walczyło). W dodatku podbijamy poziomy przedmiotów, które wybierzemy jakoś wejściówkę (od nich zależy jak silni będą przeciwnicy).

Akt V - Epilog
Disgaea 3 jak już wspomniałem przyciągneła mnie do konsoli na naprawdę dłuuugi czas, grało mi się świetne. Szkoda tylko, że twórcy nie zadbali o ciut lepszą grafikę, ale wszystkiego jak widać mieć nie można. :) Mam nadzieję że na soniaku zawita mi jeszcze niejeden tak dobry tRPG.

Plusy:
+ ŚWIETNY voice acting;
+ bardzo przyjemna rozgrywka;
+ dosyć długa;

Minusy:
- grafika...

Grafika: 1/5
Dźwięki: 5+/5
Grywalność: 5+/5
Ocena ogólna: 4-/5


Autor: 4

2 4.0

Obrazki z gry:
Pogaduszki przerywnikowe. Obrazki ma się rozumieć kradzione. Faktycznie jako żywo przypomina to wersję z PS2. Choć na polu walki jakby więcej dekoracji. Pingwiny to gwarantowany sposób na uśmiech gracza. Zwłaszcza te wybuchające. Współczynnikowo jest zawodowo.

Dodane: 14.11.2009, zmiany: 21.11.2013



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.