Witch and the Hundred Knight 2 (The)
Majo to Hyakkihei 2 (JAP)
Wydania
2017()
2018()
Ogólnie
Kontynuacja całkiem zjadliwego i wypełnionego czarnym humorem hack’n’slasha sprzed kilku lat z młodą wiedźmą o niewybrednym języku. Chelka to wprawdzie nie Metallia, ale od jej słownictwa i tak uszy więdną. Niestety tytuł jedynie dla ograniczonego grona graczy, których nie rażą dosadne gagi.
Widok
izometr 3d
Walka
akcja

RECENZJA

Witch and the Hundred Knight 2 jest sequelem mocno obrazoburczego hack’n’slashowego tytułu sprzed kilku lat z nową opryskliwą wiedźmą w roli głównej. Czy kolejne dzieło panów z NIS dorównało sprośnym i sadystycznym humorem nieznającej żadnego tabu poprzedniczce?

Pierwsze Witch and the Hundred Knight nie było niczym niezwykłym. Ot, kolejna produkcja łącząca w sobie elementy budżetowego jRPG-a i hack’n’slasha dla wiernych fanów studia Nippon Ichi Software, odpowiedzialnych za Disgaea'ę i inne utrzymane w podobnym klimacie tytuły. Z drugiej strony barwna protagonistka i niewybredny humor pozwoliły spędzić z grą sporo miłych chwil, a przynajmniej dobrze się pośmiać. Jeśli coś działa, to się tego nie naprawia, więc sequel tej bajki dla dorosłych nie wnosi wiele nowych rozwiązań, nie licząc rzecz jasna pokręconej, niezważającej na żadne świętości nowej fabuły.

Scenariusz nie stanowi kontynuacji poprzedniej opowieści, tylko bazując na jej motywach, i obraca się wokół perypetii dwóch sióstr – starszej Amalie i młodziutkiej Milm. Ta druga zostaje zainfekowana magiczną chorobą, która może zmienić ją w groźną wiedźmę. Amalie wraz siostrzyczką opuszczają więc rodzinną wioskę w nadziei znalezienia lekarstwa, lecz bieg wydarzeń sprawia, że Milm ostatecznie i tak staje się wredną małą wiedźmą o imieniu Chelka, chcącą nagiąć świat do swojej woli. Wcielamy się ponownie w rolę Hundred Knighta – maskotki wykonanej na modłę postaci, którą kierowaliśmy w pierwszej odsłonie, ożywającej wraz z przebudzeniem się Chelki. Tym razem jednak nasz Rycerzyk, zależnie od zawirowań fabularnych, służy zarówno Amalie, jak i wiedźmie. Pierwsza wciąż stara się uratować Milm, natomiast druga, perfidnie bawiąc się jej naiwnością i uczuciami, chce stać się jeszcze bardziej potężna, a przy okazji opanować również cały świat. A może jednak odkryje w sobie choć trochę empatii?

Jak już wspomniałem wcześniej, scenariusz przygotowano z myślą o wielbicielach czarnego humoru i nie należy szukać w nim głębi. Chociaż to przy perypetiach wiedźmy Metalli bawiłem się lepiej, w części drugiej również znalazłem wiele okazji do salw śmiechu. Zasługa w tym dziwacznych i w większości świrniętych bohaterów jak chociażby kruk Huginnmunnin czy polująca na wiedźmy lolitka Zophie z trumiennym młotem, którzy w normalnym jRPG-u pewnie by irytowali, lecz tutaj spełniają swoją komiczną rolę. W każdym razie, gdy podejdziemy do fabuły nazbyt poważnie, to nas ona odrzuci, lecz jeśli dialogi w grze weźmiemy z przymrużeniem oka, będziemy mieli sporo uciechy – o ile rzecz jasna nie rażą Was żarty knajpianego poziomu, bowiem taki był zamiar twórców.

Sama rozgrywka natomiast nie uległa większym zmianom. Wciąż przemierzamy świat naszą pokraczną istotką spalającą kalorie jako paliwo, niszcząc po drodze wszystkie stwory stojące nam na drodze oraz walcząc z fabularnymi bossami – całkiem przyjemny, chociaż prosty hack’n’slash w izometrycznym rzucie 3D bez zbędnych udziwnień jak w dawnych pecetowych przedstawicielach tego gatunku. Wciąż możemy nosić przy sobie aż pięć rodzajów oręża, co ma znaczenie, bowiem przeciwnicy bywają wrażliwi na jeden rodzaj obrażeń, lecz odporni na inny. Trzeba więc z głową zarządzać posiadanym asortymentem, w czym pomagają wymienne maski (facets) dające nam różnorodne umiejętności, pod które podpinamy broń. Jedne oblicza są nastawione na zadawanie ran kłutych, inne – ciosów obalających, jeszcze inne pozwalają zadawać obrażenia magiczne i tak dalej. Mimo to jedyną zauważalną zmianą w systemie walki jest atak specjalny, zwany tutaj Depletura, wysysający z wrogów kalorie i punkty AP potrzebne naszym aktywnym zdolnościom.

Nie zapomniano również o przywoływaniu żywiołaków zwanych Tochka i poprawiono balans rozgrywki, wyrównując poziom oponentów z naszym oraz wrzucając bardziej wymagających bossów. Dzięki wprowadzonym usprawnieniom walka nie nuży tak jak wcześniej, aczkolwiek nie da się ukryć, że właściwie nadal polega na klepaniu jednego przycisku. Ponadto ważną rolę spełnia alchemia, która już nie jest tylko dodatkiem i od czasu do czasu trzeba będzie trochę nad nią posiedzieć, by skuteczniej wymiatać hordy potworów. RPG-owa część również zyskała na znaczeniu, ponieważ sami decydujemy, na jakie umiejętności wydać punkty zdobyte po awansie na kolejny poziom. Wszystko to sprawia, że chętniej niż w pierwszej części odwiedzamy wypełnione przeciwnikami kolejne krainy.

W oprawie wizualnej zaszły pewne kosmetyczne poprawki na lepsze, ale zasadniczo tytuł działa wciąż na tym samym silniku graficznym jak poprzedniczka, czyli funduje wspomniany już izometryczny widok 3D. Co ciekawe mamy aż trzy opcje wyboru poziomu detali, oczywiście kosztem spadku płynności dającym się zauważyć zwłaszcza na zwykłym PS4. Na szczęście nie są to znaczące spadki i przeszkadzać będą jedynie graczom wrażliwym na te sprawy, aczkolwiek różnice w wyglądzie nie są tak znaczące, by chciało się obowiązkowo wybierać ustawienie Ultra. W każdym razie poziom oprawy graficznej mamy typowy dla budżetowych tytułów NIS, czyli przywodzący raczej na myśl indyka z wyższej półki, co widać zwłaszcza na zbliżeniach.

Stara szkoła pełną gębą, zwłaszcza gdy spojrzy się na klimatyczne obrazkowe przerywniki dialogowe z ładnymi, ale jednak nieruchomymi dwuwymiarowymi sylwetkami postaci. Z drugiej strony wciąż można znaleźć wielbicieli takiego stylu, zwłaszcza że umieszczona wysoko kamera tuszuje niedoróbki, a krew bryzga na prawo i lewo. Nie da się jednak ukryć, że wizualną stronę gry docenią tylko fani serii i w sumie nic dziwnego, bowiem tytuł powstał wyłącznie z myślą o nich. Przyczepiłby się za to do muzyki, która została zmieniona. Wprawdzie obecna zła nie jest, ale poprzednia ścieżka dźwiękowa budowała ciekawą, halloweenową atmosferę, czego mi tutaj zabrakło. Głosy aktorów, zarówno angielskie, jak i japońskie, są raczej na średnim poziomie, choć przewija się kilka postaci, których dialogi mówione brzmią całkiem interesująco.

Nie ma co ukrywać, że Witch and the Hundred Knight 2 to, nawet jak na japońskie warunki, niesamowicie niszowy tytuł, przygotowany dla wąskiej grupy odbiorców, którzy lubią dosadny, czasem głupkowaty czarny humor i nie czują przy tym zażenowania. Z drugiej strony fani z pewnością będą zadowoleni, bowiem otrzymali wszystko, czego chcieli i co pozwala wystawić mi całkiem wysoką ocenę. Dla reszty graczy, którzy nie trawią tego typu atmosfery w grach, tytuł będzie ciężki do przełknięcia, nawet jeśli są zagorzałymi wielbicielami jRPG-ów.


Plusy:

+ Czarny humor
+ Staroszkolna oprawa wizualna
+ Poprawiono kilka błędów poprzedniczki
+ Mimo prostoty rozgrywki gra potrafi wciągnąć

Minusy:

- Tytuł tylko dla wąskiego grona odbiorców
- Sporadycznie praca kamery
- Zaporowa cena
- Muzyka gorsza niż w pierwszej części

Moja ocena: 7/10


Autor: 4


Obrazki z gry:
Witch and the Hundred Knight 2 (The) (Playstation 4) Witch and the Hundred Knight 2 (The) (Playstation 4) Witch and the Hundred Knight 2 (The) (Playstation 4) Witch and the Hundred Knight 2 (The) (Playstation 4) Witch and the Hundred Knight 2 (The) (Playstation 4) Witch and the Hundred Knight 2 (The) (Playstation 4) Witch and the Hundred Knight 2 (The) (Playstation 4) Witch and the Hundred Knight 2 (The) (Playstation 4) Witch and the Hundred Knight 2 (The) (Playstation 4) Witch and the Hundred Knight 2 (The) (Playstation 4)

Dodane: 04.04.2018, zmiany: 05.04.2018



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.