Alien Syndrome
Wydania
2007()
Ogólnie
Konwersja arcardowego hitu sprzed 20 lat. Dodano elementy rpg, ale i tak wyszła ciężkostrawna kaszanka.
Widok
izometr
Walka
czas rzeczywisty

RECENZJA

Prolog...
Gra multiplatformowa będąca zarazem remake'm tytułu sprzed grubo dwudziestu lat, czy coś takiego może się w ogóle udać? Niby trudno powiedzieć, ale po tym jak zbadałem kwestię i okazało się, że wersja ze stacjonarki (czyli Wii) trzyma poziom z PSP, to mimo wszystko zaryzykuję stwierdzenie, że to się raczej udać nie może. Ale cofnijmy się na początku do roku 1987, wtedy oto Sega wydała swoją grę arcade Alien Syndrome. Był to prosty tytuł z gatunku Gun&Run. Dawał nam do wyboru dwie postacie, osiem poziomów do przejścia (na końcu każdego strażnik) oraz hordy kosmitów do rozwalenia. Co zostało w mocno odświeżonej wersji z 2007 roku? Niewiele, rozgrywka uległa zmianie wprowadzając RPG (mamy poziomy, ekwipunek, skille itp.), jedną tylko postać (za to ze zmiennymi klasami) i piętnastoma niesamowicie nudnymi poziomami.

Rozdział I - Fabuła...
OK. Włączam Alien Syndrome, pokazują mi się animacje, w których przedstawiani są twórcy, ujdzie. Po obejrzeniu wszystkich wita mnie niesamowicie brzydzkie menu, myślę sobie, to tylko menu, kłuje w oczy bo kłuje ale za dużo w nim czasu nie spędzę. Od razu przeszedłem do opcji nowej gry, wpisałem imię i musiałem wybrać klasę mojej postaci. Było ich pięć: Tank (najwyższy współczynnik siły, za to najniższy obrony); Sharpshooter (strzelec, czyli celność przede wszystkim); Demolitions Expert (silna i z dobrym okiem postać specjalizująca się w materiałach wybuchowych); Firebug (celność i wytrzymałość ponad resztę, specjalność - miotacze ognia); Seal (najwyższy współczynnik wytrzymałości ponad resztę klas, za to słaby, niecelny i mało zwinny). Z wyglądu wszytkie klasy różnią się tylko kolorem, zaś jak tak pograłem dłużej doszedłem do wniosku że i w samej walce nie ma pomiędzy nimi jakiejś znaczącej różnicy. Ale idźmy dalej, klasa wybrana (Expert demolki ;), wszystkie pomniejsze rzeczy też (czyli czy chcemy grać w singlu czy w multi oraz poziom trudności), więc czas na grę na poważnie. Od razu wita nas intro, jest to po prostu swoisty pokaz slajdów (dodam że owe slajdy mają okropną kreskę), w którym poznajemy główną bohaterkę Alien Syndrome - brązowowłosą Aileen Harding. Zostaje ona wysłana na misję, po tygodniu od jej rozpoczęcia w kierunku jej statku zmierza inny, jak okazuje się potem został on zaatakowany przez obcych. Tak oto rozpoczyna się nasza oklepana do bólu w innych, lepszych grach fabuła :).

Rozdział II - Grafika oraz dźwięki...
Jeśli chodzi o stronę wizualną, gra leży i kwiczy, tyle wam powiem. Grafika jest brzydka, małoszczegółowa, lokacje są puste, potwory wyglądają jak jakieś gluty, tylko wszelkie wybuchy i tego podobne rzeczy jako jedyne trzymają jeszcze jako-taki poziom. Wspominałem o brzydkim menu startowym, podczas gry nie jest wiele lepiej. Muzyka jest istną kpiną, jakieś brzęczenia, trzaski, co to ma być? Po jakiś dwóch minutach już nie mogłem jej słuchać, zresztą tak samo jak jakichkolwiek wybuchów, które zawsze brzmiały tak samo. Nawet Aileen jak chodzi to wydaje odgłosy jak stado słoni (rozumiem mogła przytyć, ale są granice :P). Jedynie na plus jeśli chodzi o dźwięki zasługuje Voice-Acting którego co jak co w grze trochę jest :).

Rozdział III - Gameplay...
Sama rogrywka w Alien Syndrome, jak to przystało na hack'n'slash jest banalna. Idziemy, rozwalamy przeciwnika, zabieramy z niego przedmioty (walutę, broń, zbroję i co jeszcze się tam znajdzie), zabijamy kolejnego, zdobywamy poziom, przydzielamy punkty do statystyk i do skilli (które są odpowiedzialne za to jaki ekwipunek będziemy mogli założyć na naszą postać), czyli jak widać większych rewolucji nie ma. Oczywiście w plecaku mamy podział na broń, zbroje oraz itemki zużywalne (wszelkiej maści potiony itd). Dano nawet w grze coś na wzór craftingu, lecz jest on co najmniej dziwny i kompletnie niezrozumiały. Muszę się przyznać, że kończąc grę nie wiedziałem jak go używać :P. Wrócmy może jeszcze na chwilę do przeciwników. Ich różnorodność powala, bowiem zdarzały się poziomy w których były aż 2 (słownie: dwa) rodzaje. Powalająca liczba, czyż nie? Nie wliczam w to oczywiście bossów, z którymi walczymy pod koniec każdej misji, lecz praktycznie każdy z nich z wyglądu nie różni się za bardzo od poprzedniego. Gdzieś wyczytałem, że łącznie potwórów jest 100 rodzaji, ale to chyba w wersji na Wii, bo na PSP na pewno nie ma ich aż tylu.

Epilog...
Na koniec powiem tyle, dobrze że najpierw zagrałem w Dungeon Siege: Throne of Agony, a dopiero potem w Alien Syndrome, bo moje zdanie o hack'n'slash'ach na PSP byłoby zupełnie inne. A tak wiem, że jak się ktoś się postara to stworzy w miarę dobrą grę, w którą będzie się grać z przyjemnością. Oczywiście nie mówię tego o AS, gdyż jest ono kompletnym crapem, no ale czego się spodziewać po grze multiplatformowej?

Plusy:
+ nie musimy w nią grać;

Minusy:
- grafika i dźwięki;
- puste lokacje;
- "różnorodność" przeciwników;

Grafika: 2/5
Dźwięki: 3/5
Grywalność: 2/5
Ocena ogólna: 2-/5


Autor: 2


Obrazki z gry:
Kadr z intro :-). Houston, mamy problem! Wybieramy klasę naszej postaci. Mała pani, duży gun. To chyba choroba popromienna. Rozwinięte współczynniki. Ekwipunek.

Dodane: 03.01.2009, zmiany: 21.11.2013



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.