Crimsongem Saga
Astonishia Story 2 (KOR)
Garnet Chronicle (JAP)
Wydania
2008()
2008()
2008()
Ogólnie
Kontynuacja koreańskiego hitu z zapomnianej już chyba konsolki Game Park 32. Angielska wersja wydana zdaje się tylko w Australii, a tłumeczenie pozostawia sporo do życzenia...
Widok
izometr
Walka
turówka

RECENZJA

Trochę zrzędzenia na dobry początek...

Wiele rzeczy można powiedzieć o dzisiejszym rynku gier komputerowych, ale jedno na pewno, prawdziwe jRPG odchodzą już w zapomnienie. Popatrzmy chociażby na jedną z najsłynniejszych serii reprezentujących ów gatunek - Final Fantasy. Co się z nim stało przez te wszystkie lata? Nie wiem jak wy, ale dla mnie, najbardziej lubianą rzeczą w jRPGach był turowy system walk (chyba ze względu na prostotę), a co jak co, w najnowszych odsłonach FF praktycznie już tego nie uświadczamy. W ogóle premier takich prawdziwych, rasowych japońskich erpegów to powoli robi się jak na lekarstwo. Sam się muszę przyznać, że ostatnią grą z tego gatunku była chyba pierwsza część Legend of Heroes (na drugą poluję od dawna, chyba niedługo uda mi się dostać ją w swoje łapki)... Pomijam oczywiście nieznany mi rynek gier na Nintendo DS, może na niego wychodzą jeszcze jakieś *dobre* jRPGi, ale na inne konsole (nie wspomne o PC, tutaj ten gatunek moim zdaniem został pogrzebany lata temu) jest ich coraz mniej. Ale nie powiem, czasami zdarzy się jakaś firma która pomyśli mniej więcej tak: "hmm... a może by tak stworzyć jakiegoś typowego jRPGa?". Tak postąpili pewnie twórcy opisywanej dzisiaj gry. Czy udało im się stworzyć coś na co chociaż warto rzucić okiem? Dowiecie się czytając dalszą część recenzji.

Coś na początek - fabuła...
Fabuła w Crimsongem Saga jest dosyć dziwna, żeby nie powiedzieć że kuleje na całej linii. Sam początek jest już w moim mniemaniu zniechęcający, mianowicie: nasz bohater Killian budzi się na ostrym kacu, okazuje się że zaspał na początek pewnej uroczystości, szybko przebiera się, wypija kilka łyków zimnej wody (w jego stanie jest to obowiązkowe) i pędzi do akademii. Czy tak zaczyna się fabuła prawdziwej gry? Nie sądzę... Ale dobra, nie będę wam dalej spoilerował, chcę jak najszybciej przejść do następnej kategorii, gdyż fabuła jest w tej grze największą bolączką. Dlaczego? Gdyż opiera się mniej więcej na lataniu z miejsca na miejsce i popychaniu dosłownie o milimetr wskaźnika przybliżającego nas do końca. Czasami jest tak irytująca, że mamy ochotę wyłączyć grę i puścić sobie jakąś telenowelę. Spytacie pewnie, dlaczego? Dlatego że twórcy chcieli by gra zabrała nam z życia jak najwięcej godzin, a zrobili to dając chore zadania, które musimy wykonać by w ogóle trafić do innej lokacji (wspomniane wcześniej latanie z miejsca na miejsce). Nie rozumiem co oni sobie wyobrażali robiąc takie buble w scenariuszu.

Na drugą nóżkę - grafika i muzyka...
Przejdę pierw do kwestii dźwięku i powiem od razu (w dodatku bez ogródek): po 10 minutach gry miałem już dosyć słuchania jakiegokolwiek odgłosu z niej. Muzyka jest praktycznie taka sama przez całą rozgrywkę. O, nie wiem czy wspomniałem wam, że gra miała swoją premierę w Japonii, i wiecie co? Nasi żółci bracia mieli voice-acting, niestety my chyba nie zasłużyliśmy i trzeba się zadowolić dosłownie ostatkami, mam na myśli to, że jedyne kwestie jakie wypowiadają nasi bohaterowie to charakterystyczne Ahhh! Ughhh! Ohhhh!, które w dodatku KOMPLETNIE nie pasują do żadnej z postaci. Ale przejdźmy do jednej z lepszych rzeczy w tej grze, mam tu na myśli grafikę. Jedna z niewielu rzeczy zrobionych naprawdę porządnie. Nie mamy tu może jakiś super efektów na miarę Crysisa, co wychodzi na plus takiej grze, zamiast tego autorzy zaserwowali nam przecudną, po części ręcznie rysowaną grafikę oraz wspaniałe artworki postaci (szczególnie płci pięknej). Ale ale, skoro nawet zdarzyło mi się powiedzieć że jest to jedna z rzeczy zrobionych w tej grze naprawdę porządnie, nie znaczy że nie obyło się bez wad. Przede wszystkim, wszelkie wybuchy, efekty zaklęć itd. mają w sobie ciut za dużą dawkę pikseliozy (tutaj mówią o walkach). W takim np. Final Fantasy II który także nie miał grafiki 3D, efekty były na bardzo wysokim poziomie :).

I jeszcze jeden i... trzeci raz! - gameplay...
No i kurczę, od czego by tu zacząć. Jak czytaliście, zacząłem od nawijania o japońskich erpegach, dlaczego? Gdyż co jak co, CS jest przesiąknięty jRPGówym miodem do granic możliwości: turowe walki, liniowa fabuła itd. Zacznę najpierw od bitew, skoro japońsko to logiczne że mamy tutaj turowe walki (bardzo przypominające te z FFX, nawet na górze mamy tabelkę w której pokazane jest kto kiedy ma swoją turę), więc wiadomo: Atak, Magia, Przedmioty, Ucieczka. Tego pierwszego nie muszę objaśniać. Magic/Skills - są one podzielone na różne kategorie: ofensywne, leczące, ataki specjalne i drużynowe (gdyż są umiejętności do których użycia potrzebni są wszyscy członkowie drużyny). Items, wiadomo. Escape - za to gra zasługuje na nagrodę, za najbardziej irytujący system ucieczek w historii. Wyobraźcie sobie, naprawdę jest źle, przeciwnik wygrywa, chcecie uciec, wybieracie odpowiednią opcję i... jest losowanie, bodajże dwa pola czerwone, cztery żółte. Gdy uda się wylosować pierwszy - ucieczka, gdy nie, tracimy turę. Dodam że pola obracają się tak szybko że nie sposób trafić, jedyne na co możemy liczyć to szczęście. Inną, może nie irytującą rzeczą, lecz według mnie kompletnie nie pasującą do gry są różnego rodzaju wyrażenia i zwroty, używane w internecie, mam tu na myśli teksty typu: WOOT, OMG, ROFTL. Pasują do codziennego życia, nie do gry. Jak już jestem przy tym, kolejną żałosną rzeczą w tłumaczeniu są wszelkiej maści literówki, błędy interpunkcyjne, a nawet braki dużych liter na początku zdania. Przepraszam bardzo, ale to już z deka przegięcie.

Coś na koniec...
Po Crimsongem Saga mam skrajnie mieszane uczucia, wierzcie mi. Z jednej strony, bardzo udany i miodny system gry, który coraz rzadziej możemy zobaczyć w nowych grach. Właśnie takiej gry szukałem od dawna. Lecz z drugiej strony mamy okropny dźwięk, denną fabułę i po prostu żałosne tłumaczenie... Ale, jednak nie wiem czemu, muszę wam polecić tą grę, mimo tych wszystkich bubli, CS ma coś, co naprawdę przykleja do konsoli i nie pozwala się od niej oderwać :).

Moja ocena: 3-/5


Autor: 3


RECENZJA

Czego wymaga gracz od wciągającej gry RPG? Czy jest przemyślana wielowątkowa fabuła? Czy kapitalny system walki? Czy może postacie? Grafika, muzyka? Gdy siadam do recenzji jakiejś gry, zawsze chociaż jeden z tych elementów nie jest wykonany tak jakbym sobie tego życzyła. I przykładowo w opisywanym dziś przeze mnie tytule historia jest do bólu przewidywalna, walki to oklepane turówki, a grafika stylem przypomina dokonania na Super Nintendo. A jednak ma w sobie coś to nie pozwala się oderwać. Jedno magiczne słówko: grywalność.

No bo jeśli gra zaczyna się pobudką skacowanego bohatera, który przez balangę prawie spóźnia się na "zakończenie roku szkolnego", to czy można się spodziewać czegoś epickiego i wielowątkowego? Fabuła opisywanej Crimsongem Saga jest z pewnością jedną z najbardziej irytujących i niedopracowanych opowieści. I przykładowo. Bohaterowie przybywają do pustynnego miasteczka, żeby porozmawiać z obłąkanym mnichem. Ten mówi, żebyśmy wrócili wieczorem. No to ochoczo zmierzamy do Inn. Tam okazuje się że babcia prowadząca karczmę zachorowała i jej wnuczka prosi nas o zdobycie magicznej wody. No... po prostu masakra. Twórcy wymyślali naprawdę dziwne powody dla popchania "fabuły" do przodu.

Dobrze chociaż, że system walki jest całkiem sympatyczny. Jest to typowa turówka z tak innowacyjnymi opcjami jak atak, użycie umiejętności, przedmiotu czy też ucieczka :). Jednak walki nawet po dłuższym graniu nie irytują, a co więcej - wciągają! Bardzo fajnym patentem jest wykupywanie skilli. Dla każdej postaci mamy osobne drzewko umiejętności. W walkach zdobywamy SP, które wydatkujemy właśnie na skille. By zdobyć jakąś umiejętność musimy ją odkryć i dopiero po tym wykupić. Poza tym są one na tyle fajnie poukładane, że można się domyślić jakie właściwości może mieć następny nieodkryty skill.

Boli jednak trochę, że jeśli potwory zaskoczą nas podczas walki (monsterki swobodnie sobie biegają) to bardzo prawdopodobne jest to, że wykoszą nam całą drużynę jednym ciosem. Natomiast jeśli my zaskoczymy potworka to również jednym ciosem potrafimy mu zrobić z czaszki posypkę na ciasto. To spowodowało, że najczęściej kryłam się z daleka od potworków i gdy tylko odwróciły się plecami, atakowałam. Same dungeony też potrafią napsuć krwi. Bo jeśli np. nie wciśniemy dźwigni w odpowiedniej kolejności (wziętej z kosmosu) to możemy biegać w kółko przez kilka godzin zastanawiając się co zrobiliśmy źle.

Grafika jest całkiem ładna. Ręczne rysowane tło, ładnie animowane postaci (szczególnie animacja biustu podczas walki-pozdro Orius ;)), bardzo ładne efekty skilli sprawiają, że na tej płaszczyźnie nie ma się raczej czego przyczepić. Nooo w sumie można by się tylko się przyczepić sporadycznego przenikania obiektów. O muzyce nie mogę wiele napisać. Co oznacza że gdzieś tam sobie leci i nawet się jej nie zauważa.

I teraz to co pogrążyło ten tytuł w moich oczach i chociaż gra się w nią świetnie to ocenę dostanie relatywnie niską. W wersji oryginalnej praktycznie każda kwestia była czytana świetnymi głosami. W angielskiej wersji nie dość, że pozbawiono nas oryginalnego voice acting to jeszcze nie dostaliśmy nic w zamian, więc przez całą grę głosy usłyszymy tylko podczas okrzyków w walkach. Drugą sprawą jest skopane tłumaczenie. Literówki, źle skadrowany text, brak podziału na małe i duże litery. Straszne. I co dziwne postacie bardzo często używają zwrotów typu „Lol, woot, OMG!” Hm...

Gra miejscami bardzo irytuje, jednak po wyłączeniu konsoli w przypływie złości, zaraz sięgałam po nią ponownie. Reasumując - gra warta świeczki, ale tylko dla odpornych :).

Plusy:
+ grafika
+ system skilli

Minusy:
- dziwna fabuła
- błędy w tłumaczeniu
Ocena 3/5


Autor: 3

2 3.0

Obrazki z gry:
Grafika bardzo przyjemna dla oka. Nawet mimo tego, że byłem dla obrazków bezlitosny i pociachałem ich jakość. Koreańczycy to najbardziej katolicki z azjatyckich narodów. Turowe walki. Ja tu walczę, a połowa drużyny śpi w najlepsze... Podpakowana postać Desty. O nawet ekwipuneczek ładny się znalazł!

Dodane: 17.11.2008, zmiany: 21.11.2013


Komentarze:

Grałem podczas pobytu w szpitalu - ogólnie mi się podobała.


[Gość @ 30.11.2017, 23:42]


Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.