Mimana Iyar Chronicle
Wydania
2009()
2010()
Ogólnie
Action rpg z elementami haremówki. Niczym specjalnym (no może pełnym i dla odmiany fajnie zrobionym angielskim dubbingiem) się nie wyróżniający.
Widok
izometr
Walka
czas rzeczywisty

RECENZJA

Koreańscy producenci nie mają ostatnio szczęścia do swoich gier. Prawie każda produkcja wywodząca się z tego kraju już na starcie dostaje od zachodnich recenzentów niską notę, której dziwnym trafem nie potwierdzają opinie grających w dany tytuł. To prawda, ze większość z nich to remaki sprzed nawet 10-ciu czy 20-stu lat, ale wśród nich często znajdziemy naprawdę ciekawe perełki. Oczywiście opisywana tutaj Mimana do nich nie należy, ale moim zdaniem niesłusznie zbiera tak niskie oceny na wiodących portalach internetowych zajmujących się tematyką gier. Przekopując sieciowe informacje, wygląda na to, że MICh ukazało się pierwotnie na pecetach i miało być (a może jeszcze będzie) zaczątkiem większej sagi. W każdym razie PSP otrzymało kolejnego, kontrowersyjnego pod względem miodności jRPGa.

Nawet osoby nigdy nie mające styczności ze wspomnianym gatunkiem z pewnością uznają, że fabuła jest mało ambitna, żeby nie powiedzieć szczątkowa, coś na wzór pierwszego FF-a. Z drugiej strony czy za wadę mam uznać scenariusz, który od samego początku informuje mnie, żebym nie liczył na wielowątkową opowieść? O dziwo scenariusz mimo braku jakichkolwiek ambicji fabularnych potrafi nawet wciągnąć. Zaczynamy od poznania Craisa, młodego mężczyznę, najemnika, a przy tym nałogowego hazardzistę. Gdyby jednak wiedział, kim jest jego przyszły klient z pewnością tego dnia darowałby sobie partyjkę pokera. Wynajęła go na ochroniarza mała dziewczynka imieniem Sophie poszukująca ośmiu klejnotów stanowiących klucz do tajemniczej Świątyni Wody. Problem jednak stanowi fakt, iż Crais nienawidzi dzieci i wcale tego nie ukrywa. Z chęcią pozbyłby się tego zadania gdyby nie fakt, że zadatek przegrał w karty, więc mowy nie ma o zwrocie pieniędzy, a dodatkowo grozi mu sąd dyscyplinarny miejscowej gildii, do której należy. Chcąc nie chcąc bierze tyłek w troki, klnąc na czym świat stoi wyrusza na poszukiwania jako opiekunka do dziecka. Na tym właściwie powinienem zakończyć temat fabuły, bowiem wątków pobocznych praktycznie brak oprócz kilku zadań zleconych przez Gildię pod koniec gry, a odnalezione kamienie nie prowadzą do żadnych epickich wydarzeń oprócz końca zabawy, która trwa w porywach jakieś 20 godzin. Szczęśliwie, wraz z rozwojem akcji do wspomnianej Sophie dołączą jeszcze trzy inne dziewczyny i to właśnie relacje pomiędzy nimi a głównym bohaterem są motorem napędowym tytułu. Każda z nich chce towarzyszyć nam z dość błahych i śmiesznych powodów. Melrose, jako naukowiec-mag pragnie dokładnie przebadać ciało Craisa nawet, jeśli miałoby to oznaczać sekcję zwłok. Tinon chce zmusić go do małżeństwa, ponieważ ujrzał ją nago, Patty natomiast popadła w długi i szuka okazji by się odkuć. Wszystko to prowadzi do częstych gagów sytuacyjnych oraz ciętych słownych pojedynków. Panienki naprawdę można polubić, co jakiś czas dostajemy również okazję do głębszego poznania jednej z nich, co ma pewien wpływ na zakończenie. Nasz niebieskowłosy młodzian to również dość wyrazista postać, chociaż na początku przez wielu zostanie pewnie znienawidzony. Z drugiej strony Sophie ciągle wierzy, że pod tą całą jego szorstkością kryje się dobre serduszko, mimo tych wszystkich obelg, jakimi ją obdarza. Ogólnie rzecz biorąc, jeśli ktoś lubi haremówki nie powinien się specjalnie zawieść, mimo "prokuratorskiego" wieku niektórych dziewuszek.

Wizualnie gra niespecjalnie daje sobie radę, nie wiem czy oprawa celowo została stylizowana na retro, czy po prostu pierwowzór tak wyglądał. W trybie eksploracji ładne, dwuwymiarowe sprite'y (bohater, podwładna, bądź NPC), chociaż jakby jeszcze z ery Snesa, poruszają się po trójwymiarowym otoczeniu (kamera stała). Podczas walki podobnie jak w starych Talesach koncepcja ulega zmianie na 2D. Niestety zróżnicowanie lokacji jest niewielkie, zarówno pod względem typu jak i szczegółów w nich zawartych. Świat gry porasta w 99% las i tego typu widoki dominują. Pozostały procent to jaskinie i ruiny. Nawet jedyne dwa miasta gry rażą pustkami w zabudowie, chociaż wnętrza budynków zostały jakby lepiej wykonane. Ekrany bitewne na pierwszy rzut oka sprawiają miłe wrażenie ze ślicznymi figurkami postaci. Niestety, gdy pojawia się podsumowanie potyczki miałkość oprawy wychodzi na jaw w postaci nagłego rozpikselizowania bohaterów, co z pewności do przyjemnych widoków nie należy. Animacja ruchów również mogłaby być płynniejsza niż te kilka klatek. Kilka rodzajów planszy bitewnych także nie napawa optymizmem. Dobrze, że przynajmniej postarano się o różnorodnych przeciwników. Jeśli chodzi o dźwięk to w uszy wpadają jedynie dwa motywy: instrumentalny podczas eksploracji i nieco bardziej energetyczny podczas bitew. Niestety nie pamiętam już czy tylko tyle ich było, czy pozostałe po prostu nie zwróciły mojej uwagi. Do udanych natomiast można zaliczyć częsty i znakomicie wykonany dubbing. Każdy członek drużyny posiada charakterystyczny dla siebie głos, lecz Melrose bije wszystkich na głowę swoim entuzjazmem oraz zadziornością. Dialogi mówione usłyszymy nawet podczas rozmów całkiem trywialnych bądź podpowiedzi do rozgrywki. Cóż, czasem to, co dobre przychodzi z niespodziewanej strony.

Bitwy na pierwszy rzut oka przywodzą na myśl serię Tales. Niestety po kilku starciach czar pryska, wprawdzie nadal są przyjemne, ale technicznie zbliżone raczej do gier akcji czy hack&slash'y. Poziom trudności należy do w miarę niskiego, jednak bardzo częsty, dosłownie co kilka kroków występujący encouter rating potrafi zirytować. W boju bierze udział czwórka postaci z pięciu możliwych, więc wybór praktycznie żaden. W każdym razie sterując Craisem najczęściej naciskany tylko przycisk ataku biegając od jednej maszkary do drugiej, rzadko posiłkując się magią aktywowaną podobnie jak arty w Talesach. Z ilością zaklęć jednak trochę przesadzono, bo właściwie nie ma jak ani potrzeby zagospodarowania ich wszystkich. Co ciekawe gracz jest w stanie razić mieczem nawet kilku przeciwników naraz, jeśli odpowiednio podejdą pod nóż. W razie potrzeby przełączamy się na którąś z dziewczyn bądź ustawimy im odpowiednią taktykę, szkoda tylko, że posunięcie to niewiele zmienia, bowiem panny nadal działają jak chcą. Z drugiej strony starcia są naprawdę dynamiczne oraz dają sporo frajdy. Zawodzi natomiast opcja ucieczki. Po wybraniu tego polecenia musi upłynąć pewien okres by zostało wykonane, więc szybciej wychodzi ubić wroga niż brać nogi za pas.

Odnośnie elementów RPG rozgrywka jest do bólu tradycyjna. Zdobywamy punkty doświadczenia, poziomy, zaklęcia, kupujemy nowy ekwipunek. Co do wspominanych poziomów, to mogą one osiągnąć obłędne wartości jak na tak krótką zabawę i niski stopień trudności. Siedemdziesiąty level to nic nadzwyczajnego, chociaż by pokonać ostatniego bossa wystarczy nawet pięćdziesiąty. Do posiadanej broni można dołożyć odpowiedni żywioł, kupując w sklepie kamienie z nim zaklęte. Niestety da radę tylko jeden, ale esencję co jakiś czas wymieniamy na mocniejszą. Irytującymi lokacjami w grze są jaskinie. Niby niezbyt rozległe, ale niesamowicie poskręcane, więc ciężko znaleźć odpowiednią ścieżkę. Na szczęście na początkach i końcach umieszczone zostały punkty przywracania życia ratując nas od ciężkiej frustracji w razie znalezienia opiekuna danej miejscówki. Stan rozgrywki zapisujemy w dowolnym momencie.

Dziwna sprawa, ale mimo siermiężnego wykonania Mimana Iyar Chronicle naprawdę potrafi przyciągnąć, ani się obejrzeć a dwadzieścia godzin mija jak trzask z bicza. W zabawie może przeszkadzać wiele rzeczy, lecz wiedziony jakimś przymusem gracz brnie coraz głębiej w opowieść aż do nagłego końca. Pewnie gdyby nie panienki już dawno bym o tytule zapomniał. Mimo wszystko eksperyment gdzie próbowano połączyć Legend of Heroes (Sora no Kiseki) z serią Tales należy uznać za nieudany. Z drugiej strony PSP doczekało się o wiele gorszych gier RPG, przy których MICh wygląda na solidną pozycję. Ostatecznie, jeśli gdzieś znajdziemy ten tytuł za rozsądną (groszową) cenę można się skusić. Z pewnością nie jest to gniot jak chcą tego niektóre portale internetowe.

Moja ocena: 6/10


Autor: 3


Obrazki z gry:
Obrazki kradzione z sieci. Stąd od patrzenia na niektóre mogą boleć oczy. Jakieś takie rozmazane, czy co? Prokurator już na pana czeka... I pseudo-talesowa walka. Levele jak widać lecą jak szalone. I łubudu! Obczajanie zakrzaczonych współczynników.

Dodane: 21.01.2011, zmiany: 21.11.2013



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.