Operation Abyss: New Tokyo Legacy
Tokyo New World Record: Operation Abyss (JAP)
Wydania
2014()
2015()
Ogólnie
Tradycyjny dungeon-crawler z widokiem z oczu w japońskim wydaniu, w świecie znanym z Demon Gaze.
Widok
FPP
Walka
Turówka

RECENZJA

Zawsze zastanawiało mnie, czy obecna przenośna konsolka Sony może doczekać się rozpoznawalnej serii dungeon-crawlerów ze staroświeckim widokiem zza oczu. Posiadacze handhelda Nintendo mają swojego Etriana, więc nam również się należy podobna produkcja. Jakiś rok temu w sprzedaży pojawił się bardzo udany Demon Gaze. Zainteresowanie było wystarczające i twórcy na motywach pierwowzoru stworzyli kolejny projekt, który w chwili pisania tych słów właśnie dorobił się kontynuacji w samej Japonii. Zobaczmy, czym Operation Abyss tak zaimponował tamtejszym graczom.

„Operacja Otchłań”, mimo wspólnego uniwersum z Demon Gaze, nie jest fabularną kontynuacją tejże gry, więc bez żalu można sobie darować nadrabianie zaległości. Scenarzyści przyłożyli się do pracy, której rezultatem jest mroczna, lecz całkiem strawna opowieść z pogranicza sci-fi, horroru i kryminału, przyprawiona troszkę cyberpunkiem. Miejsce akcji to z lekka futurystyczne Tokio, od kilku lat żyjące w strachu przed genetycznie zmutowanymi potworami nazywanymi Variants, które pochodzą z tajemniczego wymiaru – Otchłani (Abyss). Z nimi właśnie walczy tajna organizacja skupiająca nastolatków o odpowiednich predyspozycjach. Sam gracz, zmuszony nieprzyjemnymi okolicznościami, zostaje jej członkiem przypisanym do Dziesiątego Oddziału pod dowództwem Alicji Mifune.

Sprawy szybko się komplikują, bowiem w mieście wybucha seria brutalnych morderstw uczennic, tajemnicza sekta nasila swą działalność i na jaw wychodzą dziwne związki z polityką zagraniczną. Zdołano utrzymać balans historii, unikając sztampy oraz nadmiernego komplikowania intrygi, aczkolwiek mnogość przewijających się organizacji korporacyjno-politycznych wraz z neotechnicznym żargonem wywołują czasem uczucie zagubienia. Co ciekawe, przemycono nawet sporo humorystycznych momentów, bez szkody dla klimatu grozy.

Również w przypadku oprawy wizualnej postanowiono skupić się raczej na solidnym wykonaniu, unikając nadmiernych uproszczeń, ale też rezygnując z fajerwerków graficznych. Wszystko wygląda po prostu dobrze i mimo typowej dla gatunku ascetyczności odwiedzanych labiryntów, wcale się takowej pustki nie odczuwa. Ciężka (ale bez przesady) atmosfera podczas penetracji poszczególnych lokacji została zachowana. Nie pożałowano detali na rezydujących w nich Variantów. Część wprawdzie wygląda dość niewinnie, lecz większość może straszyć po nocach.

Różnorodność tego całego ścierwa również jest całkiem spora, od zwykłej zmutowanej fauny i nieumarłych, poprzez różnorakie robociki, krzyżówki biomechaniczne, na stworach z mitów i książek fantasy kończąc. Zresztą widać duże wpływy powieści autorstwa H. P. Lovecrafta. Popiersia postaci widzianych podczas dialogów i naszych wojaków w menu czy podczas walki także są niczego sobie. Wprawdzie nie obyło się bez delikatnego fanserwisu, aczkolwiek nic nachalnego. Dla równowagi, w kluczowych momentach gra potrafi nam zaserwować obrazki, gdzie krew leje się naprawdę gęsto. Całości przygrywa niepokojąca, ambientowa muzyka. Jeśli chodzi o dubbing, to zaimplementowano miarę dobre angielskie dialogi. Tyle tylko, że brak tu logiki w podkładaniu głosów, bowiem takowe często znikają w połowie danej kwestii dialogowej. Niestety japońska mowa została wycięta.

Zasady rozgrywki są takie same jak w innych, tradycyjnych dungeonówkach FPP. Gracz dostaje pod opiekę lub tworzy sobie maksymalnie sześcioosobową drużynę bohaterów, z którą przemierza trójwymiarowe, labiryntowe lokacje. Do wyboru jest 10 klas postaci, w większości obupłciowe. Na początku gry decydujemy czy podczas rekrutacji będziemy korzystać z gotowych szablonów bądź też sami stworzymy naszych podwładnych od podstaw decydując nawet o ich wyglądzie czy osobowości. Style sylwetek znacznie się różnią w zależności od wyboru trybu gry

Akcję posuwamy do przodu wykonując zlecone zadania fabularne i poboczne wymagające eksploracji terenu, poszukiwań ludzi a ostatecznie ubicia jakiegoś zbyt wyrywnego niemilca. Jak zwykle lochy pełne są różnorakich pułapek, tajnych przejść czy innych fizycznych/łamigłówkowych przeszkód, więc posiadanie w drużynie specjalisty, który się tym wszystkim zajmie jest konieczne. W trakcie zwiedzania z pomocą przychodzi funkcja auto-pilota umożliwiającego wyznaczenie marszruty po odkrytych już obszarach. Ponadto dzięki funkcji sieciowej da radę pozostawić innym graczom wiadomości bądź przeczytać takowe od nich.

Szkoda tylko, że nie zaimplementowano do spółki z auto-pilotem automatycznych walk, bo te są dość powolne. Do starcia staje maksymalnie sześciu bohaterów, ugrupowanych w dwóch liniach. Na przedzie przeważnie stoją szermierze, z tyłu najczęściej magowie i jednostki wsparcia. Dwuwymiarowe sylwetki wrogów wyskakują znikąd, często całymi stadami. Bój przebiega w prostym trybie turowym, dana postać może zaatakować, bronić się, użyć czaru/umiejętności albo uciec. Po wypełnieniu paska „Unity” uzyskujemy dostęp do umiejętności specjalnych. Walcząc nabijamy kolejny wskaźnik - im jego poziom wyższy, tym silniejszych przeciwników napotykamy. Ogólnie maszkary stanowią dość ciężki orzech do zgryzienia, zwłaszcza że ranne chowają się za plecami zdrowych towarzyszy, więc rozbicie całej grupy trwa długo. W każdym razie poziom trudności został ustawiony dość wysoko.

Bohaterowie, a dokładniej ich Blood Codes (coś jak Profesje) rozwijają się poprzez zdobywane punkty doświadczenia. Sam awans można też wykupić za „walutę” obecną w grze, czyli punkty rozwoju (Grow Points, GP). Niestety nie następuje on automatycznie, a dopiero po odpoczynku w klinice. Punkty GP oraz zdobyte w lochach materiały powalają pobawić się również w tworzenie przedmiotów - środków leczących, ekwipunku itp. Niestety całą koncepcję psuje niewygodny interfejs oraz drobna czcionka. Wszystkie zależności podane są zbyt zawile, co irytuje i przeszkadza.

Mimo problemów z dubbingiem oraz interfejsem, mamy tutaj do czynienia z interesująca i solidnie wykonaną produkcją. Wprawdzie nie uświadczymy w niej nowych pomysłów, ale wielbiciele gatunku powinni być usatysfakcjonowani.


Plusy:
+ Uniwersum co w Demon Gaze
+ Klimat
+ Spore możliwości kreacji bohaterów
+ Wymagająca rozgrywka
+ Oprawa wizualna może się podobać mimo prostoty

Minusy:
- Mało wygodne menu
- Okrojony dubbing
- Powolne starcia
- Brak nowych pomysłów

Ocena: 7/10

 

Tą recenzję pierwotnie opublikowano na WWW.PSSITE.COM. Umieszczam ją tutaj za zgodą i wiedzą władz wspomnianego portalu.


Autor: 4


Obrazki z gry:
Biomechaniczny Aligator. Mimo klimatu grozy fanserwisu nie unikniemy. Jest neko, więc jest dobrze. Do takiej szkoły też chciałbym chodzić. Wygląd postaci w trybie BASIC... ...oraz w trybie CLASSIC, co kto woli. Opis bohatera i współczynniki. Drobniejszej czcionki się nie dało? Mimo uroku, to dungeon-cralwer jakich wiele. Czasem podejmujemy pracę w Sekcji Śledczej. Nie oglądać po obfitym obiedzie. Schematyczna mapa jednego z pięter budynku. Trochę dużo tych obrazków. Lecz skoro PS Vita pozwala robić screeny to poszalejemy. Na zakończenie spotkanie z przyszłą przełożoną... ...oraz pocztówka z miasta.

Dodane: 07.06.2015, zmiany: 07.06.2015


Komentarze:

Osoba odpowiedzialna za UI w tej było nie było świetnej grze powinna zostać ukrzyżowana.


[nerka99 @ 10.08.2017, 06:21]


Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.