Vay
Wydania
1994()
1994()
Ogólnie
Vay to standartowy rolplejek z widokiem z góry i turowymi walkami, trochę podobny do Dragon Questów, ale wykorzystujący całe dobrodziejstwo cedeka. Biorąc pod uwagę tylko środowisko Segi CD oraz odrzucając zręcznościówki wraz z japończykami to konkurencja dla Vaya jest bardzo uboga. Właściwie tylko Lunary, a Vay wcale nie jest gorszy.
Widok
z góry
Walka
turowa

RECENZJA

Vay to nazwa zbroi, tak zaawansowanej i potężnej, że pięciu czarowników musiało zebrać jej moc i uwięzić w pięciu orbach. Zbroja "przybyła" z kosmosu i w obawie przed jej niszczycielską mocą zapieczętowano ją, by nikt z ludzi nie mógł jej użyć do niecnych celów. Czemu jej nie zniszczono? Ano za około 1000 lat, czyli w momencie rozpoczęcia gry, jej moc będzie mocno przydatna i to w celu uratowania świata. Jedno z imperiów, zwane Danek, zduplikowało kosmiczną technologię i stworzyło setki "zbrojowników" by zniszczyć świat. Jedyną nadzieją jest książę Sandor (czyli nasz bohater), który musi zjednoczyć moce uwięzione w orbach i użyć zbroi. Nie wiadomo, czy tytułowa zbroja uwolni świat czy go zniszczy, ale Sandor ma jeszcze jeden powód. Porwano mu narzeczoną w czasie ceremoni ślubnej, a to wymaga natychmiastowej interwencji.

Tyle można wywiedzieć się z sekwencji full motion video, które nie oszałamiają ilością kolorów ani liczbą klatek na sekundę, ale Sega to nie Playstation, więc narzekać nie można. Za to dźwięk nagrany jako Audio CD robi pozytywne wrażenie. Żadne tam starowiejskie smuty, tylko nowoczesne, melodyjne rytmy łatwo wpadające w ucho.

Grę zaczynamy samotnie, Sandorem, ale wkrótce dołączą do nas nowe postacie (maksymalne czterech w drużynie). Każda z nich ma własne czary i używa osobnego ekwipunku tzn. każda broń i zbroja może być przeznaczona dla odpowiedniej postaci. Czarami posługuje się każda postać, ale ich ilość jest różna. Wojownicy mają po kilka czarów, a czarodzeje po kilkanaście. Czary dostajemy wraz z odpowiednim levelem.

Rozgrywka najbardziej przypomina tę z Dragon Quest. Oczywiście nie ma tutaj tego głupkowatego interfesju. Widok walki też jest taki sam. Gra nie jest super rozbudowana i nie ma jakichś ekstra questów czy wesołych miasteczek. Na końcu nie zdobywamy statku powietrznego, by polatać sobie po całym świecie. Ta gierka ta raczej liniowy rolplejek, ale to nie znaczy, że jest zła. Jest zaskakująco dobra. Nie trzeba też bardzo nabijać leveli, czego bardzo nie lubię. Jak kogoś nudzą walki to można sobie włączyć automat. W sumie ta gra jest tak typowa, że nie ma o czym pisać. Kto grał już w podobne produkcje to wie o co biega. Ten, kto nie grał i tak sięgnie po bardziej znane tytuły.

Grafika jest bardzo dobra. Trzeba wspomnieć, że Sega nie słynie z możliwości graficznych i nie dorównuje Super Nintendo, więc bez uśmieszków. Ekwipunek jest tekstowy jak w większości tego typu gier. O dźwięku już napisałem. Mimo swojej przeciętności to gra nie nudzi. Nie ma co narzekać. W dziale Sega CD nie ma żadnej konkurencji. W Lunary grałem na PSXie, a zręcznościówki mnie nie interesują. Tej gry nie można pominąć.

Moja ocena: 4/5


Autor: 4


Obrazki z gry:
Szybkie wprowadzenie: zbroja, atak... Szybkie wprowadzenie: zbroja, atak... ...ślub, narzeczona. ...ślub, narzeczona. Zaczynamy po ataku./ Zaczynamy po ataku./ Nasz ekwipunek/ Nasz ekwipunek/ A po takiej chodzimy./ A po takiej chodzimy./ Dilerka zbrojami. Dilerka zbrojami. Te stworki są dość typowe. Te stworki są dość typowe.

Dodane: 05.05.2006, zmiany: 21.11.2013



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.