E.V.O.: Search for Eden
Wydania
1993()
Ogólnie
Połączenie platformówki z rpg - do tego wszystkiego dołożony bardzo ciekawy pomysł z ewolucją naszej postaci (ryba-płaz-gad-ssak).
Widok
boczny
Walka
zręcznościówka

RECENZJA

Nie miałem pojęcia, że gra taka jak E.V.O.: Search for Eden może w ogóle istnieć. Akurat przeglądałem jedną z wielu stron poświęconych jRPG i natknąłem się na ten tytuł. Elementy mojego ulubionego gatunku wymieszane z platformówką, a do tego wszystkiego ewolucja? Od dawna czekałem na coś takiego. Musiałem w to zagrać! Czym prędzej zdobyłem i odpaliłem EVO, a moim oczom ukazał się jeden z nadziwniejszych oraz najbardziej oryginalnych produktów wydanych na Super Nintendo.

E.V.O.: Search for Eden nie posiada fabuły jako takiej. Ziemia daje nam życie jako mała ryba, którą obowiązują dwie zasady - zdobywanie pożywienia za wszelką cenę i ciągła ewolucja, bo jedynie organizmy stale zmieniające się są w stanie przeżyć. Rozgrywka została podzielona na pięć rozdziałów obejmujących różne okresy historii Ziemi. Cel mamy jeden - ewoluować i stać się najpotężniejszą istotą w każdym z nich. Maleńka rybka z czasem stanie się płazem, następnie gadem, a na koniec ssakiem.

Rozgrywka w niczym nie odbiega od typowych platformówek. Poruszamy się w prawo lub w lewo, pozbywamy się przeciwników bądź im uciekamy (czyli w praktyce po prostu przeskakujemy) i przechodzimy do kolejnego etapu. Co jakiś czas mierzymy się z bossem. Pod tym względem EVO prezentuje się zresztą skromnie - wszystkie etapy są monotonne (brak jakichkolwiek urozmaiceń), krótkie, a ich przejście polega na dojściu lub doskakaniu po półkach skalnych do końca ekranu. Największą zaletą gry są za to oryginalne elementy RPG. To właśnie one sprawiają, że warto się tym tytułem w ogóle zainteresować.

Tradycyjne punkty doświadczenia zastąpione zostały punktami ewolucji (EVO Points, czyli po prostu EP). Zdobywamy je zjadając mięso zabitych przeciwników (których jest cała masa: ośmiornice, ryby, ogromne pszczoły, płazy, dinozaury, jaszczuroludzie, ptaki i cała gama przeróżnych ssaków, na czele z Yeti). Każda ofiara naszych mniej lub bardziej rozwiniętych szczęk zostawia po sobie wielki kawał mięsa, który należy jak najszybciej skonsumować. Im silniejszy przeciwnik, tym więcej punktów ewolucji przynoszą jego pozostałości. Posiłki dodatkowo regenerują punkty życia (odzyskiwane również przez zjadanie np. roślin, krabów oraz owadów).
EP służą oczywiście do ewoluowania, czyli w praktyce udoskonalania różnych części ciała naszego zwierzaka. Te różnią się w zależności od rozdziału. Inne modyfikacje dostępne są dla ryby, inne zaś dla ssaka. Całość można jednak uogólnić.
Ulepszone szczęki wpływają na siłę ataku, rogi umożliwiają taranowanie innych kreatur (niestety dość szybko ulegają zniszczeniu), tułów zwiększa ilość punktów życia oraz obronę, płetwa poprawia umiejętność skoku oraz, podobnie jak ogon, zwinność, a czasem również ilość punktów życia. Tył głowy ma najróżniejsze zastosowania - może wpływać w zasadzie na każdy parametr w zależności od dokonanego wyboru. Ja osobiście zawsze decydowałem się na dodatkową siłę ataku. Wydłużona szyja zwiększa zasięg naszych szczęk, ale uniemożliwia dosięgnięcie pożywienia znajdującego się tuż przy powierzchni ziemi. Obowiązuje też zasada, że większe ciało jest co prawda bardziej żywotne i wytrzymalsze na ciosy, ale też zdecydowanie wolniejsze i mniej zwrotne od mniejszego.
W całej grze dokonać można około setki najróżniejszych ewolucji. Najciekawiej przygotowane wydają się ssaki. Wybieramy na przykład spośród szczęk myszy, kota, psa, dzika, królika, konia, hipopotama oraz nosorożca, a na tyle głowy umieścić możemy poroże jelenia, łosia, owcy lub byka. Nie inaczej jest z rybami, płazami czy gadami - wybieramy ciało gładkie, pokryte łuskami, cętkowane lub nawet opancerzone, decydujemy się na szczęki roślinożernego dinosaura lub tyranosaura, ogon węża lub ogon z kolcami.
Niestety, w grze należy kierować się zasadą: najdroższe (kosztujące najwięcej EP) modyfikacje są zarazem najlepsze, bo tylko z ich pomocą pokonamy najsilniejsze zwierzęta oraz bossów. Bycie małym i zwinnym nie przynosi absolutnie żadnych korzyści. Sukces w EVO sprowadza się do jak najskuteczniejszego zabijania innych zwierząt - nie ma tu czasu na kombinowanie, wykorzystywanie różnych dróg ewolucji, tworzenie chociażby małego, ale sprytnego i dzięki temu zabójczego zwierzątka. W grze tkwi więc niewykorzystany potencjał.

EVO posiada kilka umilających zabawę niespodzianek. Najciekawsze wydają się pozornie niedostępne ciała - syreny oraz człowieka. Do tego dochodzi ukryty poziom w chmurach, dający możliwość poczucia się przez chwilę smokiem. W innym etapie staniemy się zaś na kilka chwil słoniem.

Wrogie zwierzaki zabijamy na trzy sposoby. Naszą główną, najsilniejszą broń stanowią szczęki. Dość szybko dorobimy się rogu, niestety niezbyt pomocnego z powodu zbyt częstego łamania się. Jako ssak otrzymamy dodatkowy oręż - kopyta.
Interesująca, choć opcjonalna i nie wymagana do skończenia gry, jest możliwość latania, zarezerwowana dla gadów, ptaków oraz smoka.

Gra charakteryzuje się niskim poziomem trudności. Czas rozgrywki jest bardzo krótki. Przejście wszystkich pięciu rozdziałów nie powinno zająć więcej niż pięć godzin, co w moich oczach całkowicie dyskredytuje ten tytuł. Problem mogą stanowić jedynie bossowie z mocno przegiętymi King oraz Queen Bee na czele. Ale i na nich istnieje pewien sposób - dokonywanie ewolucji podczas walki, ponieważ wtedy liczba punktów życia odnawia się. Szkopuł w tym, że jest to po prostu niedociągnięcie gry.

Grafika EVO prezentuje się zaskakująco dobrze jak na rok 1992. Przede wszystkim rzuca się w oczy szczegółowe wykonanie naszego głównego zwierzaka. Każda zmiana, której doświadcza, ma swoje potwierdzenie w wyglądzie. Wszelkie ogony, rogi, płetwy czy szczęki zostały wykonane ładnie oraz czytelnie. Trudno się też przyczepić do wyglądu przeciwników. Na czoło stawki zdecydowanie wysuwają się bossowie. Bardzo spodobały mi się również mapy kontynentów, barwne, posiadające sporo szczegółów (widać wyspy, drzewa, góry, jaskinie czy przesuwające się chmury).
Muzyka prezentuje się przeciętnie - nie zapada w pamięć, ale też nie odstrasza.

EVO The Search for Eden to gra stanowiąca połączenie dwóch gatunków. Jako platformówka prezentuje się wyjątkowo słabo, zaś elementów cRPG zawarto w niej zbyt mało. Jednak oryginalny temat i wyjątkowe podejście do rozwoju postaci sprawiają, że trudno się od niej oderwać. Myślę, że EVO można spokojnie polecić fanom jRPG jako swego rodzaju odskocznię od walk z Lavosem w Chrono Triggerze lub łapania Chocobosów w Final Fantasy, ale nie więcej, ponieważ lepszych tytułów na Super Nintendo nie brakuje.

Moja ocena: 5/10


Autor: 3


Obrazki z gry:
Wędrówka przez kontynenty i epoki. Walki typowo platformówkowe. Walki typowo platformówkowe. Ale już współczynniki jak najbardziej erpegowe! Ale już współczynniki jak najbardziej erpegowe! Kolejne zwycięstwo! Kolejne zwycięstwo! Wędrówka przez kontynenty i epoki.

Dodane: 05.09.2007, zmiany: 21.11.2013



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.