Final Fantasy VI (JAP)
Final Fantasy III (USA)
Wydania
1994()
1994()
2003()
Ogólnie
Najlepsza według mnie ze SNES-owskich Fajnali. Ta gra jest po prostu boska :). Na moją ocenę ma zapewne wpływ to, że była to moja pierwsza emulowana gra i pierwszy kontakt z produktem japońskim :). Gra wydana w Japonii z numerkiem 6, w USA z 3 (dla zmylenia ewentualnego przeciwnika;-) i siania zamętu w sercach braci rpg-owej - ale nie udało się! hahahaha!). Dostępne jest również fanowskie tłumaczenie gry na język polski.
Widok
izometr
Walka
fazówka
Podobne
Unlucky Hero

RECENZJA

Final Fantasy to jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek wśród graczy. Przynajmniej tych, którzy nie reagują alergicznie na japońskie role-playe. Doczekała się dwunastu "zwykłych" części, masy rozszerzaczy, rimejków czy innych tytułów jakoś powiązanych z marką. Jednak gdy SE zalewa nas nabijaczami kasy pokroju kompilacji "siódemki", warto sobie przypomnieć o tytule absolutnie klasycznym: Final Fantasy VI. Ulubionej części wielu graczy. W tym moim.

Historia rozpoczyna się, gdy młoda dziewczyna w towarzystwie dwóch sołdatów Złego Imperium szturmuje małe miasteczko w celu zdobycia Espera . Espery są magicznymi istotami, na których z pewnych powodów "tym złym" zależy. Następuje jednak pewne nieoczekiwane wydarzenie... Nie będę dalej spoilerował, wspomnę tylko, że tytuł posiada rewelacyjną fabułę, a szaleńca zwanego Kefką pamięta się latami, o ile nie na zawsze. Do tego jedno z mocniejszych zaskoczeń w grach jakie widziałem (no i świetnie przedstawiona zmiana świata).

A jak wygląda nasza obowiązkowa drużyna, występująca w każdym Finalu? Nie wymienię wszystkich, wszystkich jedynie tych, których najbardziej polubiłem. Mamy tu Edgara - władcę pewnego królestwa walczącego za pomocą... futurystycznej broni (Chainsaw rządzi!), jego brata Sabina używającego sztuk walki (jego zdolność specjalna o nazwie Blitz została wykorzystana w ósemce jako limit Zella), a także Cyana - wojownika mszczącego się za śmierć rodziny i podwładnych. Wszystkie postacie mają własne osobowości i są dosyć zróżnicowane. Do tego każda posiada zdolności specjalne, odpalane odpowiednią komendą. Co ciekawe, w tej części po raz pierwszy pojawiły się Limit Breaki. Zwą się tu Desperation Moves i odpalają się samoczynnie, gdy postać jest w krytycznym stanie. Ale dzieje się to rzaaaadko.

Przejdźmy do mechaniki walk. Mamy tu system turowy. Posiadamy takie komendy jak Attack, Item, Magic, Defend czy Run. Mamy też miejsce na specjalną zdolność danej postaci. Wybranie jej u większości postaci otwiera liczbę dostępnych technik/czarów/broni.

Postacie rozwijają się standardowo jak na JRPG, to znaczy bez naszej ingerencji. Mamy kilka statystyk. Jedyny wpływ na ich rozwój mają pewne kamienie (nie zdradzę jakie, bo mogą zaspoilerowac), dzięki którym uczymy się czarów. Jak ten proces przebiega? Otóż każdy ma w sobie parę czarów. Każdy ma inne konto rozwoju. AP zdobywane w walce są mnożone i zamieniane na procenty. Gdy osiągną setkę, zdobywamy nowy czar dla danej postaci.

Ekwipunek bez rewelacji, ale nie można na niego narzekać. Mamy tu wszelakie bronie, pancerze itp. Ciekawym rozwiązaniem są relikwie. Dają one nam zdolności pokroju biegania czy zamieniają standardową komendę na np. Jump. Warto je kolekcjonować, bo potrafią być bardzo przydatne.

Grafika jak na swoje czasy była dobra, ale i dziś nie razi. Inna rzecz, że na Snesa wychodziły gry ładniejsze, no ale nie można się tu przyczepić. Muzyka zaś to czysty geniusz. Naprawdę to wręcz podręcznikowy przykład świetnego soundtracku. Wszystko jest dopasowane do momentu, dźwięki nigdy nie drażnią...

Podsumujmy - Final Fantasy VI to jedna z najlepszych gier. Nie tylko na Snesa, nie tylko JRPG, ale w ogóle. Ktoś nie wierzy? Niech się przekona grając. Naprawdę mało gier tak było w stanie mnie wciągnąć. Kilkadziesiąt godzin z życia wzięte gwarantowane.

Moja ocena: 10/10


Autor: 5


RECENZJA

W lipcu 1942r. 6. Armia feldmarszałka Friedricha von Paulusa przerywając obroną Rosjan dotarła do zachodnich przedmieść Stalingradu - "miasta Stalina" bronionego ze względów ideologicznych, a ze względów prestiżowych atakowane. Rozpoczeła się jedna najważniejszych i najkrwawszych bitew frontu wschodniego, w której Wehrmacht doznał druzgoczącej klęski. Do niewoli radzieckiej dostało się ok. 98 tys. żołnierzy, w tym feldmarszałek Friedrich von Paulus [jedyny feldmarszałek w historii armii niemieckiej, wzięty do niewoli]. Zdaniem niezależnych szwajcarskich historyków dramatyczne wydarzenia z "kotła stalingradzkiego" nie miały żadnego związku z grą Final Fantasy VI. ;-)

Każdy system ma swój fenomen - serię lub też pojedynczy tytuł, który budzi zachwyt i podziw wśród gawiedzi - N64 ma Legend of Zelda, Saturn posiada Panzer Dragon Saga, a SNES opisywany przeze mnie Final Fantasy VI. Fabuła jest niezmiernie interesująca - otóż kiedyś ludzie ośmielili się zapragnąć mocy potężnych magicznych istot [Esperów], co w efekcie wywołało wielką wojnę, która mogła doprowadzić do zagłady świata. Esperzy [czy może Espery] aby nie doprowadzić do armagedonu opuszczają ziemski "wymiar" zabierając ze sobą magię... po upływie wielu lat ludzie zapomnieli o mocy Esperów, którą zdążyła zastąpić technologia.
Lecz magia nie znika na dobre - ludzie posiadający pewne wrodzone "talenty" trafiają w ręce technokraty Kefki, który dokonując u nich małych genetycznych modyfikacji zwiększających ich magiczny potencjał dołącza do swojej prywatnej armii.

FFVI na tle innych fajnalów wyróżnia się specyficznie złożonym scenariuszem, w którym bardzo wiele wątków dotyczy postaci, które dołączają się do naszej drużyny. Sam scenariusz jest niesamowicie rozbudowany, dopracowany i zakręcony [zdaje sobie sprawę że ten z Teranigmy posiada świeże podejście do tematu ale przy fajnalu bawiłem się lepiej] i co ciekawe nie wyróżnia żadnego NPC. Postacie, które dołączają do Terry posiadają swoje własne niezwykle rozbudowane i przy tym wciągająco-ciekawe historie i mówiąc szczerze po dwukrotnym ukończeniu gry nadal nie mogę dać jednoznacznej odpowiedzi na pytanie - ''kto jest głównym bohaterem gry".

Wszystkich postaci jest 14 [w tym 3 ukryte] i poznawanie w trakcie naszych podróży ich historii czy odkrywanie sekretów sprawi że staną się one nam bliższe, a to wpływa znacząco na komfort grania. Każda z postaci należy do innej klasy i posiada inne zdolności specjalne - talent magiczny, , możliwość powtórzenia ataku przeciwnika lub też nauczenie się go [działa na bossów! ;)] albo okradanie ich z kosztowności ;) - te przykłady to tylko czubek góry lodowej - jest tego znacznie, znacznie więcej. To zróżnicowanie wśród klas i duża liczba postaci daje ogromne pole do popisu przy tworzeniu naszego Wunder Team... [choć ja wybierając postacie do aktywnej drużyny kierowałem się raczej sympatią niż pragmatyzmem ;)].

Fajnal nie byłby fajnalem gdyby zabrakło Summonów [a także Cida, Wedga, Biggsa, Moogle, Chocobosów - syćko tu jest ;)] i tak w VI mamy kryształy Magicite, które nie tylko pozwalają w czasie walki przywołać Espera ,a postaci je noszącej uczyć się zaklęć zawartych w krysztale, ale też czasem dają jakieś bonusy do statystyk.

Walka to typowa fajnalowa fazówka i ci co przygodę z ostateczną fantazją zaczeli od części VII poczują się tutaj jak w domu [choć trochę kłopotu może sprawić przystosowanie się do specyficznych ataków naszych podopiecznych]. Statystyki jak i ekwipunek są odpowiednio rozbudowane i czytelnie wykonane [w stylu fajnolowym oczywiście - kto raz zagrał w tabelkach się nie pogubi].

Graficznie gra przegrywa z takimi tytułami jak Chrono Triger czy Star Ocean, lecz widać w niej wysoki kunszt programistów [trochę płocho z animacją ataków przeciwników jak i naszych ludzi ale można się przyzwyczaić] i mogę się założyć że parę "miejscówek" zostanie wam w pamięci ;). Muzyka od początku do końca trzyma wysoki poziom i świetnie buduje klimat... ale to przecież fajnal i inaczej być nie mogło ;) Pan Nobou Uematsu wie za co forsę bierze ;) i stworzył małe [biorę pod uwagę pojemność nośnika] dzieło sztuki, które na długo zostanie w mojej pamięci. Gra obfituje w wiele niezwykle dramatycznych scen, których powagę podkreśla muzyka pana Uematsu [scena w której Celes zrzucą się ze skarpy do morza... cudo po prostu ;)].

Gra jest moją ulubioną częścią sagi [tak, tak osławiona VII czy przepiękna VIII u mnie stoją niżej] i dla kogoś kto nie zetknął się jeszcze z fenomenem serii z kurczakiem w tle [a są jeszcze jacyś ? ;)] lub zaczął i skończył na VII będzie stanowiła iście królewską ucztę [jeżeli przymknie oko na oprawę wizualną... ale dla wzrokowców jest jeszcze wersja z PSX okraszona dużą ilością wspaniałych animacji].

Moja ocena: 10/10


Autor: 5

2 5.0

Obrazki z gry:
Napisy końcowe i obecny w każdej części FF statek powietrzny. Hmm, co to za dziwny, zbliżający się szum? Choć burza (śnieżna) huczy wokół nas... Jeden z głównych bohaterów tej opowieści. Final Fantasy VI (JAP) (SNES)

Dodane: 17.05.2002, zmiany: 21.11.2013



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.