Arc Rise Fantasia
Wydania
2009()
2010()
Ogólnie
Co powstanie z połączenia Luminous Arc z NDS, serii Tales of i Final Fantasy? Ekskluzywny jrpg na Wii o tytule Arc Rise Fantasia!
Widok
izometr
Walka
turówka

RECENZJA

Tytuł tego jednego z niewielu wartych uwagi jRPGów rzucony, jako ochłap posiadaczom konsoli Wii, na pierwszy rzut oka przywodzi na myśl 3 produkcje o wysokiej renomie. Pierwsze nasuwa się dylogia Luminous Arc z handhelda Nintendo DS (studia odpowiedzialne i ogólna kreacja świata), a następnie idą serie: Tales (scenariusz i pewne mechanizmy rozgrywki) oraz Final Fantasy (sporo drobnych, ale zauważalnych elementów). Jak już wspomniałem owo połączenie stworzyło naprawdę ciekawą grę, niepozbawioną oczywiście własnych smaczków. Dlaczego? O ty przeczytacie poniżej.

L'Arc Bright Lagoon nie szykował się na wielką przygodę. Będąc formalnie etatowym legionistą w armii Meridian Empire tak naprawdę pracuje dla wojska za pieniądze, jako najemnik. Mimo swojego gburowatego i wrogiego nastawienia do otaczającego świata utrzymuje przyjacielskie kontakty z Alfem - drugim księciem Imperium. Dyplomacja nie leży w jego naturze, a wszelkie problemy woli rozwiązywać za pomocą ogromnego miecza noszonego na plecach (skąd my to znamy, heh). W każdym razie po jednym z wykonanych zadań wraca sobie na pokładzie statku powietrznego do domu, który nagle zostaje zaatakowany przez smoki (wielbiciele Tales of Destiny się uśmiechają...). Walka z potworami sprowadza go dosłownie na twardy grunt, gdzie również kłopoty nie chcą sobie pójść precz. Z pomocą młodzieńcowi przychodzi Ryfia, która śpiewem likwiduje niebezpieczeństwo. Oczywiście jak to zwykle bywa tego typu pomoc to jedyny przebłysk inteligencji dziewczyny, mającej zamiast mózgu siano w głowie. Całą winę należy jednak zrzucić na permanentną izolację z tego powodu, iż jest ona Divą, czymś rodzaju czarodziejki-pieśniarki (Reyvateil z Ar Tonelico?). W każdym razie całe swoje dotychczasowe życie spędziła zamknięta w klasztorze i dopiero śmiertelne niebezpieczeństwo zmusiło ją do ucieczki z ojczyzny. Jej pojęcie o świecie jest na poziomie kilkuletniego dziecka. Przy okazji zostaje obarczona także pewną misją... Na dalsze losy naszych bohaterów wpływają wydarzenia polityczne, (zamach, dostęp do źródła energii, cele uniwersalistyczne), ale także szeroko wyeksponowany wątek religijny (a właściwe konflikt wyznań). Dosyć szybko dorabiamy się sporej drużyny, która (i tu ciekawostka) po nagłym zwrocie akcji dzieli się na dwa wrogie sobie obozy. Najwięksi przyjaciele stają się rywalami i na odwrót.

To nie wszystko, fabuła wije się zakrętami, często zmuszając przeciwne sobie drużyny do współpracy. Osobnik, który wcześniej był bossem do pokonania nagle z niechęcią musi wspierać L'Arca, po czym znów odchodzi itd, itp. A wszystko rozchodzi się o tzw. Rogresy, potężne istotny przypominające fajnalowskie summony/ eidolony będące na celowniku obu frakcji. Wszystkie oczywiście robią to w imię jednego z dwóch bogów w zbożnym celu ratowania świata. Całemu zamieszaniu przygląda się też trzecia siła mająca naprawdę złe zamiary. Bohaterowie sprawiają wrażenie jakby zostali wykreowani przez różne osoby mające odmienne koncepcje. Dostaliśmy archetypiczne postacie jak chociażby L'Arc (mruk, ale o złotym sercu), Ryfia (głupiutka dziewucha-mag) bądź Rastan (twardziel pokroju Aurona). Bardziej wyraziście prezentują się natomiast "małoletnia" Cecile (pamięta ktoś Anise z TotA?), Serge (złodziejaszek) lub tchórzliwy Niko (posługujący się bronią palną dla odmiany). Pozostali jak Leslie, Adele czy Alf to jakby "mieszanki" wspomnianych koncepcji. W sumie wszyscy jednak znakomicie spełniają swoją rolę i każdego można na swój sposób polubić lub przynajmniej zrozumieć. Klimat opowieści mieści się w granicach tzw. techno-średniowiecza. Generalnie panują nadal stosunki feudalne, ale dla klas wyższych dostępna jest wysokorozwinięta technika (jak choćby statki powietrzne pachnące nieco Star Wars) ze szczyptą mistycyzmu. O dziwo wszystko to współgra idealnie i zapewniam że historia wciąga, potrafi zauroczyć i nie spuszcza z tonu aż do samego końca. Ciągle coś się dzieje. Jedyna wada to zbyt krótki czas zabawy i brak wątków pobocznych. Dodatkowe zadania dostaniemy wprawdzie w Gildii, lecz do przebiegu wydarzeń nic nie wnoszą. Największa zaleta to natomiast humor sytuacyjny w wykonaniu Ryfii i Cecile oraz, paradoksalnie, kalka serii Tales of...

Strona wizualna gry sprawia ogólnie pozytywne wrażenie, lecz wykorzystuje chyba ledwo połowę możliwości konsoli Wii, która sama w sobie pod względem grafiki nie jest w stanie nas niczym zaskoczyć. Szczerze mówiąc dokonując niewielkich cięć tytuł bez problemu hulałby na GameCube czy PlayStation 2. Z drugiej strony spece od oprawy postarali się byśmy specjalnie nie narzekali. Plenery aż mienią się kolorami (aczkolwiek z dominacją zieleni), znakomicie budując klimat na pozór sielankowego świata. Gorzej jest jednak z jaskiniami, lochami czy innymi podziemiami zrobionymi na jedno kopyto. Inna sprawia, że wieczny mrok nigdy nie pozwala na kontemplację otoczenia, więc ostatecznie można to przeboleć. Sylwetki postaci, NPCów oraz przeciwników wykonano za to w dość wysokiej rozdzielczości, dobrze oteksturowano i obdarowano sporą ilością detali, przez co naprawdę przyciągają oko. W połączeniu z rozległymi, często podzielonymi na kilka dzielnic unikalnymi osiedlami oraz miastami żywcem wyciągniętych z baśni czy legend jak choćby największa metropolia - Diamant - odnosimy wrażenie jakbyśmy oglądali film animowany. Dodatkowo są to naprawdę tętniące życiem lokacje, a liczba zamieszkujących je NPCów zawstydza nawet najnowsze produkcje pod tym względem. Wracając do obszarów, które gracze będą eksplorować. Nie są specjalnie długie ani zbytnio rozgałęzione, zresztą potwierdzają to odpowiednie mapy, o ile je znajdziemy. Jak ktoś grał w FFX wie, czego się spodziewać. Kamera również pozostaje nieruchoma, za wyjątkiem ślicznie zaprojektowanej Mapy Świata, gdzie w pewnym zakresie da radę modyfikować jej położenie. Gdyby tak wyglądała Mapa Świata w każdym Talesie byłbym wniebowzięty. Niestety, chociaż świat wygląda na olbrzymi, miejsc do odwiedzenia dostaliśmy stosunkowo niewiele, brak jest także ukrytych sekretów, a jedynymi dodatkowymi obiektami są porozrzucane tu i ówdzie gospody, gdzie regenerujemy za darmo stan zdrowia. Animacje podczas walki są płynne, chociaż proste ataki specjalnie lub zaklęcia niczym wizualnie nie zaskakują, to już bardziej skomplikowane akcje bądź efekty towarzyszące przywoływanych Rogresów wgniatają w fotel. W trakcie zabawy trafiają się rozmówki w 3D na silniku gry, lecz większość przedstawiona została w znany nam sposób wykorzystując dwuwymiarowe popiersia oraz (nawet szczegółowe) statyczne obrazki w tle. Menusy utrzymane w błękitnej (wodnej) tonacji również spełniają swoje zadanie, choć zakładek mogłoby być ciut mniej.

Za kwestię udźwiękowienia odpowiada Yasunori Mitsuda (znany chociażby z Xenogears). Ze swojej pracy wywiązał się dobrze, aczkolwiek niczym specjalnie nie zaskoczył. Oprócz energetycznego utworu odgrywanego podczas walk z bossami nic więcej specjalnie nie utkwiło mi w pamięci. Dominująca melodia to typowe instrumentalne plimkanie, podczas walki nabierająca nieco tempa. Nawet przyjemne, ale nic szczególnego. Oczywiście w zależności od sytuacji pojawiają się także inne czasem mocniejsze brzmienia, których także można posłuchać bez bólu w uszach. Dubbing w normie tj. wszystkie wydarzenia fabularne są mówione, lecz nic ponadto. Do pracy aktorów również się nie przyczepię, ale naprawdę charakterystyczne głosy mają jedynie Niko i Cecile. Ogólnie rzecz biorąc nie ma co narzekać, choć wielu liczyło pewnie na więcej.

Ciężką sprawą do opisania są kwestie odnośnie walki. Nie oznacza to oczywiście, iż jest ciężka w opanowaniu, aczkolwiek na pewno dość złożona. Zacznijmy od tego jak do niej dochodzi. Szczęśliwie potencjalnych przeciwników widzimy, a ich różnorodność jest nawet spora. Gdy podejdziemy zbyt blisko zaczynają nas gonić, ich ominięcie nie należy do karkołomnych zadań, niemniej zależy to od tego gdzie się znajdujemy. Walka generalnie odbywa się w trybie turowym, maksymalnie biorą w niej udział 3osoby, nad którymi mamy pełną kontrolę i często tzw. sojusznik działający na własną rękę. Walcząca drużyna posiada wspólną pulę Punktów Akcji/ Umiejętności (Action/ Ability Points. AP), każda czynność (atak, magia, umiejętności specjalne, użycie przedmiotu) zużywa pewne ich ilości, ale zaoszczędzone przechodzą na następną turę. W gestii gracza tylko leży, czy wszystkie AP zużyje na jedną postać lub jakoś obdzieli całą drużynę. W zależności od tego może otrzymać różnorakie bonusy np. dodatkowy potężny cios, bądź nadprogramowy atak całym składem na wszystkich przeciwników. Popuszczono fantazji odnośnie ataków specjalnych, lecz ogranicza mnie czas i miejsce by o wszystkim napisać. Część związana została z posiadaną bronią, część z innymi czynnościami. Podstawowymi cegiełkami są te nazywane Excel Arte, a aktywujemy je podczas potyczki odpowiednim poleceniem zużywając na to część zgromadzonej puli punktów SP. Symbolizowane one są przez specjalny pasek wypełniający się w zależności od tego jak nam idzie. Jeśli wszystkie postacie podczas jednej kolejki wyprowadzą swoje Excel Arte wówczas na późniejszych etapach gry aktywowane zostaje mega combo nazywane tu Trinity Force. L'Arc dodatkowo przywołuje także wspomniane już po raz kolejny Rogresy. Z magią na pozór sprawa jest prostsza. Przy każdym zaklęciu znajdziemy liczbę punktów MP oznaczającą ile razy można go jeszcze użyć. W zależności od siły inkantacje podzielone zostały na 3 poziomy. Ten sam słabszy żywioł użyty dwa razy pod rząd bądź przez dwójkę walczących (tyczy się to także wrogów) daje jeden mocniejszy czar. Dwa przeciwstawne żywioły dla odmiany się niwelują. Dodatkowo wszyscy przeciwnicy posiadają odporność na jeden oraz słaby punkt odnośnie innego i to trzeba bezlitośnie wykorzystywać. Pomniejsi adwersarze nie stanowią większego problemu, lecz wygarbowanie skóry bossom wymaga czegoś więcej niźli wysokiego poziomu czy mocnego ekwipunku. Wydanie odpowiednich rozkazów sprawy jeszcze nie załatwia, nasi wojacy muszą jeszcze podejść do wrażej grupy, więc w międzyczasie zostaną z pewnością zaatakowani. Kto pierwszy wyciągnie oręż pokazują specjalne karty na dole ekranu. Niektóre niespodzianki wroga mają działanie obszarowe, da rady temu przeciwdziałać rozpraszając team poleceniem Move. Bój przebiega zwykle bardzo dynamicznie, więc nuda nam raczej nie grozi. Niestety wydawanie poleceń to dość sporo klikania, ale w specjalnym menu ustawiamy odpowiedni schemat, dzięki czemu możemy wejść w wir walki tylko jednym przyciskiem.

Zanudzania ciąg dalszy. Odnośnie elementów RPG, to dalej w grę wchodzi zdobywanie doświadczenia i awansowanie na kolejne poziomy. Rozgrywka wymaga częstego grindu, lecz kolejne awanse następują zbyt szybko by dopadła nas irytacja. Skok na nowy poziom regeneruje ubytek zdrowia, jeśli do tego doszło. Ekwipunek to broń, zbroja, buty i akcesorium, lecz to oręż jest najważniejszy, ponieważ decyduje o umiejętności bohatera. Broń sama w sobie nic nie dodaje do zadawanych obrażeń, lecz za to posiada kryształy z różnorakimi umiejętnościami zarówno pasywnymi jak również aktywnymi. Możliwe oraz konieczne jest wyjmowanie kryształów ze starej i przenoszenie do nowej broni, ale najczęściej trzeba je dopiero odblokować. Robimy to poprzez jak najczęstsze posługiwanie się danym narzędziem zniszczenia, które zdobywa własne poziomy. Gdy osiągnie trzeci bez problemu można wyjąć wszystkie umiejętności oprócz tych przypisanych na stałe. Rzecz jasna każdy oręż ma ograniczoną pojemność, więc należy dobierać mądrze, bo wszystkiego nie wciśniemy. Gdy całkowicie wypełnimy jego specjalną siatkę, co przypomina zabawę w Tetris, uaktywniamy zdolność przeznaczoną tylko dla niego. W pewnych sytuacjach posiadanie odpowiedniego ekwipunku to sprawa życia i śmierci. Odnośnie magii kształtujemy ją dowolnie u wszystkich bohaterów. Każdy ma specjalną Kulę, gdzie może umieszczać esencje z żywiołami. Trzeba jednak uważać, bo umieszczenie dwóch sobie przeciwnych znacznie obniży skuteczność zaklęć. Umieszczenie we wszystkich wolnych miejscach tego samego żywiołu podnosi skuteczność czarów na nim opartych, ale za to będziemy mieć ich mniej. W specjalnym sklepie możemy usprawniać magię poprzez wykupywanie nowych miejsc na esencje, dodatkowego poziomu dla wybranego żywiołu (max 3) lub powiększanie puli punktów MP danego zaklęcia. Niestety kula posiada swój limit, a każdorazowe grzebanie przy niej go obniża, a gdy zostanie przekroczony zostaje zniszczona i trzeba skorzystać z naprawy za spore pieniądze. Właściwe każde majstrowanie przy czarach pochłania górę pieniędzy, więc należy działać z rozmysłem. Wprawdzie magia pełni rolę służebną, jednak jej całkowite lekceważenie to błąd. Z drugiej strony pieniądze nie będą problemem dla osób kochających wycinać w pień maszkarony.

Wprawdzie opowieść jest liniowa, lecz posiada kilka ciekawych atrakcji. Podobnie jak w Luminous Arc udostępniono Gildię, gdzie podejmiemy się zadania dla pieniędzy bądź jakiegoś przedmiotu. Większość polega właściwie na przyniesieniu pewnej liczby wyznaczonych przedmiotów, (co wymaga wyrżnięcia hord potworów), ale część prowadzi do dodatkowych, wymagających bossów. Wraz z postępami w zabawie uzyskujemy wstęp do kasyna, gdzie w różnych grach dostaniemy szansę wygrania cennych nagród oraz na arenie by przed publiką pochwalić się naszą sprawnością fizyczną. Ciekawym elementem jest kolekcjonowanie strojów, niestety po przebraniu nie widać zmian na głównym ekranie gry, jedynie na sylwetkach w menu bądź podczas specjalnych skitów. Skity to krótkie scenki rodzajowe takie same jak w... a zresztą już wiecie, w jakich produkcjach. Warto też rozmawiać z napotkanymi NPCami, chociaż z uwagi na ich ilość to żmudne zajęcie, lecz procentujące podarkami. Dodatkowe przedmioty znajdziemy też przeszukując zakamarki miast.

Największa wada Arc Rise Fantasia to krótki czas zabawy. Na upartego grę można ukończyć w przeciągu 15 godzin. Dodatkowe zadania wydłuża ją o kolejne pięć. Poza tym mankamentem mamy do czynienia z solidnie wykonaną produkcją znakomicie łączącą elementy rozgrywki wymienionych we wstępie produkcji. Niestety wnosi zbyt niewiele nowego by dać ocenę wyższą, niż +7/10, ale za to uniknięto wielu irytujących wpadek tak trapiących nasz ulubiony gatunek. Dla wielbicieli jRPG i posiadaczy Wii z wiadomych względów pozycja obowiązkowa. Jak ktoś woli istnieje możliwość wykorzystania pada od GC.


Autor: 4


Obrazki z gry:
Arc Rise Fantasia (Wii) Emulacja Wii jest już bardzo zaawansowana. Co zresztą widać po dostarczonych przez Astarella obrazkach. Na dodatek zaklina się, że w grze wygląda to dużo lepiej, a obrazki trochę kłamią. I to kłamią na niekorzyść tytułu. A tu będzie - niech zgadnę - mapa świata Walka! Turówka jakich wiele. Ale przecież lubimy to co znamy :) Wybór akcji podczas walki. Współczynniki też się znajdą.

Dodane: 27.02.2010, zmiany: 21.11.2013



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.