Tales of Symphonia: Dawn of The New World
Tales of Symphonia: Ratatosk no Kishi (JAP)
Wydania
2008()
2008()
Ogólnie
Bezpośrednia kontynuacja ToS z GameCube, której ukończenie jest raczej wymagane dla czerpania pełnej przyjmeności fabularnej z gry. Poza tym - walki i mechanika, jak to w tej serii bywa, choć według Astarella jest to najgorsza część sagi.
Widok
izometr
Walka
czas rzeczywisty

RECENZJA

Dwa lata minęło odkąd Wybrana przywróciła jedność światu, a problem Desian został ostatecznie rozwiązany. Niestety, owo zjednoczenie zamiast przynieść korzyści stało się przekleństwem. Tethe'allanie (elfy) oraz Sylvaranti (ludzie) wcześniej żyjący raczej w separacji na dwóch różnych kontynentach nagle zaczęli dzielić wspólną przestrzeń życiową. Elfy jako bardziej rozwinięta technicznie nacja zaczęły coraz bardziej dominować nad barbarzyńskimi w ich mniemaniu ludźmi przy nieskrywanym wsparciu kościoła bogini Martel, którego oddziały surowo karzą wioski za najmniejsze nieposłuszeństwo. W odpowiedzi na falę prześladowań powstaje tzw. Front Wyzwolenia Sylvaranti, odpowiadający przemocą na przemoc. Jakby tego było mało klimat również oszalał. Rzeki i jeziora zaczęły wysychać, pustynie pokryły się śniegiem, a w wielu miejscach wzmogła się aktywność wiatru. Coraz częstsze trzęsienia ziemi nie pozostawiają złudzeń, co do przyszłości...

Początek rozgrywki raczy nas widokiem płonącej Palmacosty. W tym czasie poznajemy też głównego bohatera o swojsko brzmiącym imieniu Emil, którego rodzice zostali zamordowani osobiście przez samego Lloyda Irviga, a on sam zmuszony jest uciekać do wioski Luin, gdzie mieszka jego ciotka. Mija pół roku. Dalsza rodzina chłopca i postali mieszkańcy nadal nie wierzą w to, co przeszedł oraz widział, a przy tym ciągle traktują go jak popychadło bądź dopust boży, oskarżając o wszystkie nieszczęścia jakie zaczęły dotykać Luin. Jego życie zmienia się, gdy na swojej napotyka Richtera (Kratosa), a także tajemniczą dziewczynę - Martę. Emil w wyniku zbiegu różnych wydarzeń zawiera również pakt z jednym z Centurionów - istot będących w dużym uproszczeniu uosobieniem sił natury. Teraz do jego zadań oprócz zemsty na mordercy należy za wszelką cenę ochrona niewiasty, by mogła zrealizować swój cel tj. przebudzić Ratatoska, powszechnie acz według niej niesłusznie uważanego za Króla Demonów i Wszelkiego Zła. Podobno to jedyne remedium na problemy świata i w tym celu należy odnaleźć pozostałe Centuriony. Nie będzie pewnie zaskoczeniem, iż Martę chcą dostać w swoje ręce wszystkie mające coś do powiedzenia organizacje i stowarzyszenia. Ogólnie rzecz biorąc opowieść jest nawet wciągająca, lecz przy tym niesamowicie wtórna, a w wielu miejscach po prostu infantylna. Obowiązkowo jak na bezpośredniego sequela przystało należy znać fabułę pierwszej Tales of Symphonia wydanej jeszcze za czasów GameCube'a, bez tego nie ma mowy o czerpaniu przyjemności z grania. Wątpliwe jednak, by ktokolwiek mocno polubił głównych bohaterów. To typowa parka nastolatków charakterystycznych raczej dla jRPGów tworzonych na Nintendo DS z buzującymi hormonami. Dziewczyna ciągle usiłuje usidlić młodzieńca, a ten oczywiście nie wie, o co chodzi. Prowadzi to do częstych scenek pełnych humoru, lecz niestety z czasem nużących. Szczęśliwie pojawiające się wraz z rozwojem scenariusza postacie z poprzedniej części ratują nieco sytuację. Na plus zapisać należy także obecność trzech zakończeń oraz pewnej ilości zadań pobocznych.

Oprawa wizualna nie należy do udanych, bardzo przypomina tą obecną w wiekowym już praktycznie Tales of the Abyss wydanym na konsolę PlayStation 2. To prawda, iż nie należy wymagać od Wii cudów, lecz w tym wypadku Namco naprawdę poszło po najmniejszej linii oporu, implementując po prostu sprawdzone już koncepcje. Jedynie menusy zostały zaprojektowane od nowa, a ich krój jest typowy dla gier wychodzących na konsole firmy Nintendo. Są też jednak dobre strony. Postacie oraz tła wykonano w wyższej rozdzielczości aniżeli w przypadku TotA, a wnętrza niektórych budynków są naprawdę szczegółowe i śliczne. Potwory podczas walki również prezentują się nieźle, chociaż efekty czarów wraz ze słynnym unisono mogły zostać lepiej zaprojektowane. Odwiedzane lokacje zachowały klimat poprzedniej odsłony, lecz brak ciepłych barw wywołuje uczucie pewnego przygnębienia. Pomimo obecności "trójwymiaru" nie mamy żadnej kontroli nad kamerą pokazującą widok przeważnie w rzucie izometrycznym. Odnosząc się jeszcze raz do pierwszego ToS, należy stwierdzić, że rzeczywiście grafika uległa poważnym zmianom, lecz to kwestia dyskusyjna czy aby na lepsze. Oprawa dźwiękowa nie wyróżnia się niczym specjalnym, nadal tworzą ją utwory typowe dla całej serii. Nie licząc kilku tandetnych melodii jakby rodem z karnawału reszta to kawałek dobrej roboty kompozytorskiej, aczkolwiek niezapadającej w pamięć. Należy także docenić sporą ilość dubbingu, chociaż głosy same w sobie, zwłaszcza głównych bohaterów ,zrażą pewnie do nich wielu graczy. Oczywiście żadna to wina aktorów, że np. Marta ciągle piszczy jak dziewica przed obrzędem defloracji, tylko osób, które dbały o profil tejże postaci.

W stylu prowadzenia pojedynków nie zaszły zasadnicze zmiany. Jak zwykle 4-osobowa drużyna tłucze na zamkniętej przestrzeni grupę przeciwników wykorzystując do tego oprócz broni konwencjonalnej także artes- umiejętności. Sterujemy w czasie rzeczywistym tylko jedną postacią, z możliwością objęcia kontroli nad inną w każdej chwili. Po napełnieniu paska u dołu ekranu mamy możliwość wykonania potężnego i widowiskowego combo nazywanego tu unisonem. Jego rodzaj zależy od tego ilu oraz którzy z naszych podwładnych będą je wykonywać. Gdy spełnimy odpowiednie warunki to po walce będzie okazja zwerbowania przeciwnika do naszej drużyny. Jej stali członkowie (chyba, że fabuła decyduje inaczej) to Emil i Marta, a o resztę musimy zadbać sami. Puste miejsca zapełnimy wspomnianymi potworkami, bądź tymczasowo charakterami użyczonymi nam przez scenariusz w danym momencie. Owi goście niestety nie otrzymują punktów doświadczenia, a grzebanie w ich ekwipunku jest niemożliwe. Dobrze chociaż, iż zabawa ich skillami leży w naszej gestii. Skille to rodzaj pasywnych umiejętności przyznawanych co kilka poziomów. By były aktywne, należy je wykupić, wydatkując na ten cel punkty SP. Poza tym na rozwój członków drużyny nie mamy już wpływu. Ekwipunek jak zwykle rozbudowany, a przy tym standardowy, a jego elementy zakupimy, znajdziemy lub zsyntezujemy.

Przejdźmy teraz do zbierania potworów. Jest to rzecz jasna dobrowolne, jednak w kilku przypadkach nie da się tego uniknąć. Zdobyć takowego możemy na zakończenie potyczki gdy wszystkie sfery wyświetlane w lewym dolnym rogu ekranu przybiorą kolor tego samego żywiołu, a obiekt naszych pożądań ma go właśnie przypisany. Istoty te jak już wspomniałem wykorzystujemy w formie członków drużyny gdy tylko mamy wakat. Rozwijają się przez punkty doświadczenia, nabywają własne umiejętności, a także ewoluują w lepsze formy. Odpowiednio karmione zwiększają swoje statystyki. Niestety jeśli ktoś marzył o swojego rodzaju pokemonie zawiedzie się. Nie ma miejsc ani zawodów z prawdziwego zdarzenia podczas których własnoręcznie wyhodowane przez nas zwierzaczki pokazałyby na co je stać. O ambicjach kolekcjonerskich należy zapomnieć, slogan "zbierz je wszystkie" nie obowiązuje z uwagi na narzucony limit posiadania chowańców.

W celu zdobycia pieniędzy bądź cennych przedmiotów w Katz Guild podejmujemy dodatkowe zajęcia. To ciekawy, acz szybko nużący element gry. Zadania zbyt często się powtarzają, a liczba nowych lokacji które odwiedzimy nie imponuje. Jednak to dzięki nim zdobędziemy rzadkie materiały wykorzystywane w procesie syntezy. Można ją teraz przeprowadzić w dowolnym sklepie. Inna sprawa, że większość tego, co stworzymy i tak będziemy mogli zakupić/znaleźć w późniejszym czasie. Cała rozgrywka nie jest trudna ani specjalne długa, skraca ją wyraźnie rezygnacja z eksploracyjnej mapy świata. Teraz gdy chcemy udać się do jakiejś lokacji wybieramy ją z listy. Napisy końcowe zobaczymy już po 30 godzinach grania jeśli nie angażowaliśmy się w fabularne questy poboczne. Mimo iż występują momenty, w których konieczne należy wykorzystać dobrodziejstwa Wii Remote najwygodniej grać przy pomocy pada.

Tales of Symphonia: Dawn of The New World stworzone zostało z myślą o graczach znających poprzedniczkę z GameCube'a i którym nie przeszkadza wtórna mechanika gry rodem sprzed 10-ciu lat. Mimo wszystkich wad rozgrywka daje sporo przyjemności, chociaż ukryć się nie da, iż to najgorsza odsłona całej serii. Ocena 7/10, lecz osobom bez znajomości pierwszej ToS odradzam zakup, nawet jeśli są zagorzałymi fanami cyklu.


Autor: 4


Obrazki z gry:
Zdaje się, że emulacja Wii ostro ruszyła do przodu. Obrazki wyglądają na niej po prostu przednie. Łezka wzruszenia się w oku kręci ;-). O, w walce ciut spada FPS. Choć podczas animacji ataków jest już lepiej. Ekwipunek. Wgląd w drużynkę. I owspółczynnikowanie.

Dodane: 16.02.2010, zmiany: 07.12.2013



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.