Dziś w pracy zrobiłem sobie listę tematów, jakimi będę tu mógł spamować i wychodzi na to, że jeszcze trochę wpisów ‘z niczego’ uda mi się wyprodukować 😀. Przytaszczyłem tu też laptopa, więc już nie muszę pisać na karteczce, a potem to wklepywać, mogę tworzyć na bieżąco 🙂. Nie zabrałem za to ładowarki do telefonu, więc za długo dziś na necie nim nie śmigałem (niestety, bateria w nim już niemal nie trzyma, potrzebny mi nowy telefon na wyjazd – ale to materiał na cały osobny wpis, tak tylko dziś napomykam). Padło więc na jakiś łatwy temat, który za dużo researchu internetowego nie wymagał – a mianowicie wybór na czym położyć śpiwór do spania.
Zasadniczo są trzy szkoły (czwartej, dla hardcorów nawet nie biorę pod uwagę – czyli spania na gołej ziemi – 1) Karimata, 2) mata samopompująca się, 3) materac turystyczny. Każdy z tych wyborów ma swoje plusy i swoje minusy i każdy biorę pod uwagę.
Karimata – czyli do niedawna jedyna opcja – rolowany kawałek jakiegoś materiału izolacyjnego. Plusy: lekka, tania i trudna do zniszczenia. Można nią poniewierać, stosować nie tylko w namiocie (w sensie jak się rozłoży na brzegu albo kamiennym podłożu też jej nic nie będzie). Minusy: zajmuje w plecaku dużo miejsca jako że nie da się jej składać, tylko rolować (aczkolwiek można przyczepić na zewnątrz plecaka, z boku na ten przykład – nawet jak się zmoczy, to nic jej nie będzie, choć spać na mokrej raczej nie polecam, oferuje też umiarkowany komfort – spanie na podłodze na karimacie jest ok, ale już na nieco nierównym podłożu – czuć będzie każdy kamyczek i patyczek.
Mata samopompująca się – nowy wynalazek, będący czymś pośrednim między matą a klasycznym dmuchanym materacem – ustrojstwo jest tak zbudowane, że po odkręceniu zaworka pompuje się samo w kilka minut tak do 80%, resztę trzeba dodmuchać – ale nie jest to wypluwanie sobie płuc jak kiedyś przy dmuchaniu przez 15 minut w pływające materace. Po złożeniu zajmuje też mniej miejsca w plecaku niż karimata i daje zdecydowanie większy komfort spania. Minusy: dużo droższa, dużo cięższa (karimata nie waży niemal nic, takie maty zwykle coś koło 1 kg), podatna na zniszczenia (można przebić jak materac i już po niej). Sprawdza się bardziej na sporadyczne wypady niż na całoroczną wędrówkę, nie ma szans że przeżyje kilkadziesiąt noclegów w terenie w stanie nienaruszonym.

Materace – dmuchane, choć często z dodatkową pompką, więc samemu nie trzeba dmuchać. W zasadzie od razu je eliminuje waga – około 3 kg. Nic to, że mega wygodne i śpi się w nich jak na łóżku – za ciężkie, za łatwe do przebicia, za dużo zabierają miejsca. Na wypad samochodem pod namiot – oczywiście najlepsze, ale nie do moich wymagań.
Zostaję więc na rozdrożu – wybór to albo karimata albo mata samopompująca. I jestem rozdarty, bo z jednej strony karimata przemawia do mnie łatwością obsługi i lekkością, ale z drugiej strony mata tym ile zajmuje miejsca (wygoda też do mnie przemawia, nie będę kłamał 😀). Ale boję się, że za szybko bym ją zepsuł. Przydałyby mi się w zasadzie jakieś testy w warunkach bojowych, jeszcze przed wyjazdem. Ewentualnie – zacznę od maty, ale jak mi się rozwali, to zastąpię ją zwykłą karimatą.

