Podróże są do bani cz.1

Zagrożeniem numer jeden jest oczywiście najgroźniejsza istota zamieszkująca Ziemię – człowiek. Nigdy nie wiadomo, kogo się na swojej drodze spotka – szaleńca, przestępcę, drobnego oszusta, narkomana, fanatyka, czy inne połączenie tych wszystkich uroczych określeń. Z przykrością, ale zawsze na wyjazdach stosuję zasadę ograniczonego zaufania – moje pierwsze założenie jest takie, że każda spotkana osoba będzie próbowała mnie okraść albo oszukać. Staram się więc unikać sytuacji, w których mógłbym być łakomym celem – nie pałętam się sam po ciemnych uliczkach, nie noszę krzykliwych ozdób i nie macham sprzętem elektronicznym. Nie reaguję na zaczepki, staram się ignorować albo grzecznie zbywać nagabywania sprzedawców (niestety nachalne próby sprzedaży wszystkiego to normalka w krajach arabskich). Nie zawsze mi się to udaje – w Maroko miałem mało sympatyczną przygodę, gdy właśnie w ciemnej zapyziałej uliczce po zmroku grupka wyrostków domagała się ode mnie kasy, wyzywając mnie i grożąc mi śmiercią. W teorii mogłem ze dwóch znokautować, ale to by tylko eskalowało całą sytuację, wybrałem więc wariant ucieczki i proszenia o pomoc przypadkowych przechodniów. Ktoś się nade mną ulitował dopiero gdy dotarłem do meczetu i od niechcenia przegonił napastników. Nie zniechęciło mnie to jednak to dalszych wypadów na miasto, tyle że byłem jeszcze ostrożniejszy.

Marakesz, Maroko, maj 2019

Przykłady oszustw i naciągania turystów i obcokrajowców są niesamowicie różnorodne – mi osobiście wielokrotnie próbowano wmówić że się zgubiłem i proponowano pomoc, „ratowano” przed nadjeżdżającym samochodem (a potem domagano się nagrody), nazywano przyjacielem, wręczano jakiś szajs w prezencie, a potem domagano się prezentu zwrotnego (oczywiście w gotówce). I to akurat nie jest domeną tylko krajów arabskich – w Europie kiedyś ktoś wczepił mi w klapę krzyżyk i domagał się kasy, licząc, że go nie będę z siebie zdzierał. W egzotycznych państwach lubią też oszukiwać na banknotach – licząc na niewiedzę w tym zakresie nowoprzybyłych – coś jak wręczanie komuś w Polsce kasy sprzed denominacji. Próbowano mnie też oszukać w miejscach w których nocowałem, wymyślając przepisy o obowiązkowych dopłatach (a np. Włosi lubią ‘zapominać’ w internetowych ofertach o podatku turystycznym, który trzeba dopłacać na miejscu), sprzedawać bilety wejściowe do miejsc, gdzie bilety nie są wymagane, wozić taksówką trzy razy dookoła miasta zanim zostałem dowieziony do celu. Sporo tego, a na pewno codziennie wymyślane są nowe sposoby na oszukanie obcego frajera.

Obraz wysłany przez użytkownika
Marakesz, Maroko, maj 2019

Pomijam już takie akcje, jak porywanie turystów dla okupu, czy mordowanie ich z pobudek religijnych. W Maroko byłem kilka miesięcy po tym, jak dwóm dziewczynom ze Skandynawii, które przyjechały z namiotem i spały w górach Atlas (odwiedziłem dokładnie tą samą mieścinę podczas mojego samotnego wyjazd) lokalni sympatycy Al Quaidy obcięli głowy. Zostali potem schwytani i sami pozbawieni życia w świetle prawa, ale rodzinom zabitych niewiele to pewnie już dało. Takie coś też niestety trzeba wziąć pod uwagę – ale postanowiłem, że nie wystraszy mnie to na tyle, by do końca życia siedzieć grzecznie w domu. Zresztą, dwa razy zostałem napadnięty rabunkowo w Polsce – raz dostałem w twarz kastetem i zaliczyłem nokaut, drugi raz grożono mi nożem i straciłem portfel, więc tak naprawdę z mojej perspektywy 100% napadów wydarzyło się w kraju ojczystym, zagranica jest statystycznie dla mnie bezpieczniejsza.

Marakesz, Maroko, maj 2019
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Popularne
Inline Feedbacks
View all comments