Notatki sporządzane na bieżąco, ale wrzucam zbiorczo, żeby nie robić tylu krótkich nudnych wpisów o pracy.
28.06.2021
Trochę się zaniedbałem z pisaniem, ale już nadrabiam i się tłumaczę. Zmieniłem punkt w którym sprzedaję losy – z takiego, w którym przez calutki dzień miałem 3 klientów na taki, w którym klient pogania klienta – nie mam już czasu na nic poza pracą w pracy 😀. Oczywiście nie wiadomo, jak długo w nim zostanę, ale jeśli udałoby mi się w nim popracować przez calutki lipiec, to miałbym utarg, a co za tym idzie prowizję taką, że byłby pierwszy solidny filar wyjazdowy. Trzymam kciuki, żeby im się coś nie odwidziało i mnie po tygodniu albo dwóch nie przenieśli znów na jakieś bezludzie. Ale – jak wspomniałem, koniec z siedzeniem na lapku przez cały dzień, teraz już go nawet ze sobą nie zabieram, bo nie ma czasu go nawet odpalić. Od lipca planuję grzecznie pracować przez 10, a może i 12 godzin (zobaczymy jak to będzie z ludziskami wieczorową porą), od poniedziałku do soboty. A jeśli to będzie miało sens, to i z 5 godzin w niedzielę. Maraton masakryczny, ale jeśli wygeneruje mi to te 5-7 tysiaków, to miesiąc się mogę przemęczyć. Potem dostaję zmienniczkę, więc czasu na pracę, ale i zarobku będzie o połowę mniej. Jestem ostrożnie optymistyczny, ale jak mnie wyrolują i kasa przejdzie koło nosa, to nie będę mocno zdziwiony 😀.
Nadal mam matę od kumpeli i nadal ją testuję – rozłożyłem ją sobie w mieszkanku tym razem i co wieczór zasypiam na podłodze. Jeszcze ani razu nie dospałem do samego rana, w którymś momencie zawsze budzę sie (rekord to 4:30) i wlokę do łóżka, ale postępy są 😀. Coraz mniejszy dyskomfort, coraz bardziej się do tego legowiska przyzwyczajam.
29.06.2021
Z weselszych spraw. Przyszła dziś do mnie baba popłakać sobie. No dobra, może nie jest to za wesołe, ale widocznie jestem złym człowiekiem. Babka przyszła bo chciała mi opowiedzieć o swoich nieszczęściach – nic nie kupowała. Najwyraźniej punkty lotto prowadzą też działalność psychiatryczno – spowiedniczą. Jej mąż tego ranka wlazł na krzesło, przewiesił pasek przez żyrandol i się powiesił. Ale usłyszała szuranie, wpadła tam i go odcięła. Ale nie była wtedy pewna, czy go odratowała, bo zabrali go w stanie krytycznym do szpitala. Babka trochę popłakała i zaczęła dalszy ciąg zwierzeń – że w zasadzie to ona nie wie, czy chce żeby on jednak wyżył, bo dzień wcześniej ganiał ją po chałupie z nożem i groził, że wyrzuci ją przez balkon. I ogólnie był jakiś dziwny. A miesiąc wcześniej pochowała swoją siostrę, która utonęła w lesie – i jak mi się zwierzyła – też podejrzewa swojego mężą, że to on ją utopił. Trudne sprawy na całego. Aha, a moje złe serce przejawiło się tym, że w myślach zastanawiałem się, którą zdrapkę jej po tej spowiedzi zaproponować i akurat jedna pasowała – Nie Czas Umierać (z Bondem 007). Wiem, jestem złym, złym człowiekiem.
06.07.2021
Znów na trochę tu zamilkłem, ale też i wymówkę mam dobrą – praca. Dziś byłem dziewiąty dzień z rzędu w pracy, nie pamiętam już kiedy ostatnio tyle pod rząd jechałem, nie pamiętam też, kiedy ostatni raz pracowałem w niedzielę – chyba z 9 lat temu. A to jeszcze nie koniec, jutro i kto wie jak długo jeszcze znów tam idę. Zobaczymy, jaki mi wyjdzie rekord. I to są takie uczciwe dni pracy, poniedziałek – piątek po 11 godzin, sobota 9 godzin i niedziela 5 godzin. Ale i tak trzeba wtedy wstać, ogarnąć się i być reprezentacyjnym. „Trochę” męczące. Po 11 godzinach pracy niewiele czasu zostaje na cokolwiek innego. Gdybym nie miał wizji, że zarabiam sobie na wyjazd, to pewnie bym tak spokojnie do tego nie podchodził. I nadal może się okazać, że to wszystko na darmo, bo za tydzień stracę ten dobry punkt i resztę miesiąca przesiedzę nic nie zarabiając 😀. Ale nie uprzedzajmy faktów, póki co trzymam się wersji że to ma sens. I trenuję swoją wytrzymałość – to też mi się przyda podczas podróży – np. próbując nie usnąć w jakimś niebezpiecznym miejscu na dworcu w Indiach, czy nudząc się czekając na stopa na preriach Argentyny. Uznajmy to za trening 😀.
