Zamilkłem tu na niemal 10 dni, a tu przecież do wyjazdu na dzień dzisiejszy zostało już tylko równo 2 tygodnie, wpisy powinny pojawiać się codziennie i być codziennie pełne emocji, opisów kolejnych sukcesów i załatwionych spraw. Jak to jednak w życiu bywa, zamiast tego psuje się niemal wszystko co tylko może się zepsuć i los rzuca mi kolejne kłody pod nogi.
W zeszłym tygodniu, po raz kolejny sabotażu wyprawy dokonało oko, po raz czwarty zabierając mi trzy dni z życiorysu. Grudzień, styczeń, luty i teraz marzec – zawsze w okolicach 10 dnia miesiąca robi mi to samo. Za każdym razem jest ciut lżej, jest mniej bólu, ale i tak do niczego się wtedy nie nadaję. Już się cieszę, że i podczas podróży, koło 10 kwietnia też mnie to czeka. Ale cóż, tak teraz najwyraźniej wygląda moje życie i muszę się z tym pogodzić. Po cichu liczę, że to jednak było po raz ostatni, że hiszpańskie słońce i bezstresowe życie zadziałają jak balsam leczniczy i w końcu oko przestanie mnie maltretować. Zabieram ze sobą maści, żele i antybiotyk, ale tego ostatniego będę stosował tylko w ostateczności.

Drugi duży problem to wynajem mieszkania. Chłopaki z Ukrainy jednak się rozmyślili – jeden z nich zdaje się postanowił wracać, a we dwóch już im się to nie opłacało. Fuksem udało mi się przez znajomych znaleźć kolejną zainteresowaną osobę – pani fryzjerka z trójką dzieci. Znów było oglądanie mieszkania i znów były zachwyty, ale miała sobie policzyć czy będzie ją na to stać finansowo. Kilka dni później dała mi znać – że jednak się nie zdecyduje. Trochę już się robiło niewesoło, bo do wyjazdu jakieś kilkanaście dni, a ja nadal nie mam tej sprawy rozwiązanej. Ale – ku mojej uldze – Ukraińcy znów się do mnie odezwali. Pół miliona kolejnych uciekinierów przekroczyło nasze granice, kolejne tysiące wchodzą każdego dnia i chłopaki się gapnęli, że nie za bardzo mogą już wybrzydzać – za chwilę nie będzie nic wolnego, a na pewno nic w sensownych cenach. Mieli nawet w planie wynajmować we dwóch, ale nawet udało im się bez trudu zwerbować nowego trzeciego. W końcu podpisaliśmy umowę – tyle że nie najmu okazjonalnego, jak początkowo planowałem, bo na to już czasu nie ma – musielibyśmy znaleźć wspólny termin, gdy nie pracuję ja, oni i wolne ma notariusz. A wolałem tego na ostatni dzień przed wyjazdem nie zostawiać. Poszła normalna umowa, ale chłopaki wydają się uczciwi, zapewniali mnie że będą grzecznie płacić, mieszkania nie zniszczą, sąsiadów nie sterroryzują. Jak będzie naprawdę – czas pokaże 😀. Tak czy siak – Rubikon przekroczony, do 31.03.2023 nie mam gdzie mieszkać. Na chwilę obecną, po zapłaceniu raty za mieszkanie i podatku za wynajem (muszę złożyć pismo do Urzędu Skarbowego, płaci się ryczałt 8,5% od kwoty do 20 dnia kolejnego miesiąca), będę miał jeszcze dla siebie coś ponad 500 zł. Czyli o ile nie podniosą w ciągu roku stóp procentowych, nie powinienem do mieszkania dopłacać. Największe finansowe zmartwienie zostaje zneutralizowane.

A skoro już przy finansach, to kolejny efekt wojny w Ukrainie, który już odczuwamy to spadek wartości złotówki i wzrost ceny za paliwa. Obie te sprawy bardzo niekorzystnie wpływają na mój budżet wyprawy. Kurs złotówki już się co prawda uspokaja, ale gdy doszedł do tych 5 zł ze 1 Euro, to de facto traciłem ponad 10% zgromadzonych do tej pory środków ot tak, za nic. Paliwo za to bezpośrednio przekłada się na ceny transportu – i to zarówno lotów, jak i komunikacji naziemnej w odwiedzanych przeze mnie krajach, a jak rosną ceny paliwa, to za jakiś czas rosną ceny wszystkiego. Ale – ponownie – na to wpływu nie mam, mogę się więc tylko z tym pogodzić i próbować odnaleźć w tej rzeczywistości.

Dobra, to teraz dla odmiany sprawy, które mi się jako tako udały. Karta Revoluta przyszła już po 3 dniach (straszyli że 2 tygodnie), doładowanie darmowych 50 zł też już jest. Wydałem je na roczną subskrypcję Couchsurfingu (akurat 49,90 zł). To strona/aplikacja do darmowych noclegów u obcych ludzi po całym świecie. Bawiłem się w to trochę gdy mieszkałem w Irlandii – przyjmowaliśmy tam gości – wpadli do nas Amerykanie, Brazylijczycy i Włoszka. Idea jest taka, że każdy z użytkowników ma swój profil – ze zdjęciem, opisem i komentarzami z poprzednich odwiedzin – można więc grać bezpiecznie i przyjmować tylko osoby które dostały plusika od innych albo iść na żywioł i brać do siebie totalnych nieznajomych. Wizyta jest darmowa, ale można się umówić na jakąś formę rewanżu -np. w postaci ugotowania regionalnego obiadu swoim gospodarzom. Na moim profilu od razu zaznaczyłem, że gotować nie umiem, ale mogę pomóc z grami albo opowiedzieć ich historię 😀 Działa to tak, że sprawdza się kto może cię przyjąć w danym mieście (na dzień dzisiejszy taki Szczecin ma 7000 gospodarzy, Sevilla 14.000), potem wysyła do któregoś z nich zapytanie. I jeśli temu komuś spodoba się nasz profil, wyraża zgodę. Do 2020 strona była darmowa, covid zmusił ją do wprowadzenia opłaty w wysokości ok. 5 zł miesięcznie i wtedy nastąpił spory odpływ użytkowników, ale powoli odbudowuje swoją bazę. Dodatkowo, mam kilka podobnych stron, za które płacić nie trzeba – z mniejszą bazą gospodarzy.
