Odwrót z Peloponezu

W Polsce podobno już jesień, ale w Grecji nadal fala upałów i nie zapowiada się, by miało wyluzować. A to nawet nie skończył się jeszcze maj! Niestety, musiałem opuścić Korynt i Peloponez, bo spóźniłem się z zarezerwowaniem kolejnej nocy i ktoś mnie ubiegł, a dowolne inne miejsca na półwyspie z jakiegoś powodu (weekend?) nagle podwyższyły ceny trzykrotnie. Nie było wyjścia, musiałem wykonać odwrót do Aten. Z bólem serca, bo południe miało dla mnie przygotowanych jeszcze kilka fajnych odkryć.

W Atenach od razu poczłapałem do hostelu i tak jak stałem padłem do łóżka i momentalnie usnąłem. Ponownie na miasto wynurzyłem się dopiero po godz. 18, więc w dzisiejszym dniu za wiele nie osiągnąłem – ale widać organizm potrzebował takiej przerwy, skoro sobie jej zażyczył.

Za dużo z tego powodu nie mam więc do opisania, poza kilkoma spostrzeżeniami z krótkiego spaceru. Tym razem nocuję w samym sercu Aten, koło Akropolu, turystycznych uliczek, ale zaraz obok zaczynają się też te bardziej szemrane dzielnice, pełne imigrantów. Wiedziałem, że jestem w podejrzanym miejscu, gdy wzdłuż tej samej ulicy trzy sklepy pod rząd miały szyldy 'Delikatesy Orzel’, 'Polski Optyk’ i trzeciego nie zapamiętałem, ale to była księgarnia. Wszędzie ci imigranci ze swoim własnym językiem, nieszanujący faktu, że są w obcym kraju, czujący się jak u siebie. I najwidoczniej mający tylu klientów, że mogą sobie pozwolić na olanie posiadania greckich napisów informacyjnych. Czy to jeszcze jest Grecja, czy już polska kolonia, ja się pytam 😜.

Zajrzałem też do cerkwi, gdzie akurat odprawiano jakieś nabożeństwa, brodaty pop (mają tu popów czy inaczej swoich księży nazywają, tak właściwie?) miał ołtarz schowany za małymi drzwiczkami i wychodził stamtąd od czasu do czasu coś odśpiewać do wiernych, którzy żegnali się wtedy bardzo zamaszyście, oddając na koniec głęboki pokłon. Zawsze jakaś religijna ciekawostka. Potem skusiłem się na kolejny obiad na mieście (drugi dzień pod rząd, mój budżet gorzko zapłakał na taką rozrzutność, ale stwierdziłem, że wypada odzyskać trochę sił) – tym razem spróbowałem innego lokalnego dania – bakłażana z mięskiem w środku. Dobre. A teraz czeka mnie ciężki orzech do rozgryzienia, bo muszę zaplanować kolejny etap podróży – czas chyba uciekać z Grecji i kierować się ku mojemu plecakowi w Paryżu – gdybym miał tu ze sobą namiot, byłoby dużo łatwiej – noce, w których temperatura nie spada poniżej 20 stopni są do campingów wręcz stworzone.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Popularne
Inline Feedbacks
View all comments