Wakacje od wakacji

Zamilkłem tu na dwa dni, ale wbrew waszym przypuszczeniom nie zginąłem marnie gdzieś pod jakimś mostem, ale zrobiłem sobie przerwę od podróżowania, a tym samym pisania. A było to tak:

W Atenach trafiłem do wydawałoby się porządniejszego schroniska niż poprzednim razem – miałem przynajmniej osobne łóżko 😂. Niestety, miejsce było w samym sercu turystycznej dzielnicy przy samym Akropolu, a to oznaczało hałas z knajp pod oknem do białego rana. A zamknąć okna się nie dało, bo od razu można się było udusić. Snu tejże nocy więc prawie wcale nie zaznałem. Kiedy więc rano dostałem informację z Koryntu (miejsce, gdzie spałem poprzednio, ale musiałem opuścić, bo zostało całe zarezerwowane), że sytuacja się zmieniła i jednak miejsce jest – długo się wahałem i zaklepałem sobie tam spanko od razu na 3 noce. A potem już tylko powrót pociągiem na Peloponez, jeszcze po drodze szybka wizyta na ateńskim targu mięsnym (straszna mordownia, takich warunków sanitarno-higienicznych nie widziałem od czasów PRL na filmach – goście w białych fartuchach, zakrwawionych, każdy obowiązkowo z papieroskiem w zębach, mięso wiszące obok bez chłodzenia, smród jakby to wszystko zgniło albo było padliną z pobocza drogi, głowy kurczaków rzucane kotom czającym się setkami zaraz za wyjściem – do obejrzenia coś pięknego, ale w życiu bym tam nic nie kupił) i byłem na starych korynckich śmieciach. Dwa kolejne dni spędziłem na regeneracji sił – oglądając po 20 godzin na dobę Netfliksa (3 sezony Stranger Things i tyle czwartego, ile wyszło to chyba dobry wynik?). Przy okazji zaleczyłem sobie rozciętą stopę i dziś wyglądała już bardzo dobrze.

Dziś w sumie też było w planie leżakowanie, ale los postanowił jednak inaczej. Po tym jak przez dwie doby siedziałem w pokoju oglądając tv, inni goście uznali, że jestem osobą zarządzającą, zwłaszcza że nie ma tu recepcji i wszystko załatwia się przez internet. Każdemu nowemu pokazywałem więc gdzie co i jak, skąd brać pościel, gdzie światło w kibelku, które łóżka mogą wybrać – w sumie fakt, robiłem za obsługę 😂. Jeden z tych nowo przybyłych okazał się Niemcem. Spytał skąd jestem i kiedy usłyszał, że z Polski, ucieszył się, bo jak powiedział grał ostatnio bardzo dużo w polski mod do niemieckiej gry i nawet kilka zwrotów z niej się nauczył mówić. Zaintrygowało mnie to, ale próbował mnie zbyć, mówiąc, że pewnie nie znam, bo gra sprzed 20 lat i poza Niemcami nieznana. W końcu jednak wydusił z siebie jej tytuł – Gothic 2 😂. Bardzo się zdziwił, gdy uświadomiłem go, że cała seria ma w Polsce status kultowy i każdy szanujący się gracz przynajmniej o niej słyszał. Zeszło nam więc na gry i gość okazał się maniakiem RPG, MMORPG i żeby było śmieszniej – EU4. Gdyby do tego słyszał jeszcze o UWO (a nie słyszał), to można by uznać, że spotkałem samego siebie 😂. Nie było wyjścia, zakumplowaliśmy się.

Odkrycie #55 – #56

Mój nowy kumpel wyskoczył sobie do Grecji na tygodniowe mini-wakacje i właśnie je kończył, ale został mu jeszcze jeden dzień. I – co ważniejsze – w przeciwieństwie do mnie stać go było na wynajęcie auta. I – co równie ważne – po wysłuchaniu mojej historii o zdobywaniu odkryć z gierki, bardzo się do tego pomysłu zapalił i zgodził przeznaczyć tenże ostatni dzień na dowiezienie mnie do tych trudniej dostępnych, gdzie komunikacją publiczną bym nie dotarł (i z których ominięciem już się psychicznie pogodziłem).

I tak oto ruszyliśmy dziś rano z Koryntu na wschód Peloponezu, kierując się ku kolejnym ruinom. Na pierwszy ogień poszedł Epidarius – kiedyś medyczne serce antycznego świata, ze świątynią specjalizującą się w kształceniu lekarzy. Poza standardowymi stosami kamieni i kolumn (tu dominowały doryckie) zachował się tu genialny antyczny teatr z super akustyką. Mimo że ogromny i wysoki, nawet z najdalszych rzędów doskonale słychać co artysta na scenie mówi – testowaliśmy to rzucając monetę na marmur (było słychać!), a potem nawet śpiewaliśmy i dostaliśmy brawa od innych zwiedzających (sam bym się tak pewnie nie wydurniał, w towarzystwie jednak człowiek bardziej skłonny do robienia z siebie scenek 😜). Dodatkowo miejsce położenia teatru – genialne – w tle góry i jeśli widok na scenie się znudzi, można pojechać wzrokiem wyżej i oglądać widoczki 😜.

Drugie odkrycie to kolejne miasto kultury mykeńskiej – Tiryns, znów sprzed 3500 lat i znów z ogromnymi murami, tworzonymi przez cyklopów. Tu nawet lepiej niż w Mykenach, bo kilka kilometrów od morza, więc widoczki jeszcze lepsze. A na dodatek całe ruiny były tylko nasze – tu autokary z turystami czemuś nie docierają tak hurtowo. A też jest na liście UNESCO. UWO raz jeszcze wysłało mnie w mało popularne miejsce, gdzie inaczej bym nigdy nie dotarł. Kumpel też był zresztą strasznie zadowolony z obu miejscówek, bo też nie miał ich nawet w planie, a właśnie dla takich widoków przyjechał do Grecji.

Ostatni punkt programu to już nie odkrycie z UWO, ale głupio było olać, skoro byliśmy już tak blisko – nadmorskie miasteczko Nafplion. Bardzo urokliwe, z genialnymi fortyfikacjami na klifach (wspiąłem się tylko na te niższe, wysoki zamek był ZA wysoko 😜). Forty były poprawiane przez kolejnych zdobywców – Greków, Rzymian, Bizancjum, Francuzów (połowa Grecji była przez jakiś czas w połowie zajęta przez krzyżowców), Wenecjan i Ottomanów. Widoczki – ponownie – pierwsza klasa – czysta woda i góry to połączenie gwarantujące radość dla oczu. Potem jeszcze grecki obiad i nadszedł czas pożegnania – na mnie czekał autobus do Koryntu, kumpel przed odlotem zostawał nad morzem jeszcze do oporu popływać. Ale jak wrócę z wyprawy, mamy zagrać razem w jakiegoś MMORPG 😜.

A morał z tej historii jest taki, że trzeba grać w rpg, bo takie doświadczenie może się przydać w najmniej spodziewanym momencie w życiu 😛.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Popularne
Inline Feedbacks
View all comments
sirPaul

znaczy grał w Kroniki Myrtany 🙂 zacny mod, a co spiewaliscie? 😛

Magda

Suwlaki też Ci polecałam… A chociaż pochwaliĺeś się znajomością języka niemieckiego? I że masz to po mamusi?

Magda

Rozszyfrowałam kwitnące roślinki. Pierwsza to krzew Callistemon rigidus, po polsku kuflik. Drugą jest pnącze Bugenwilla, którą w naszym języku nazwano kącicierń.