Budzik zadzwonił o 7 rano i wyrwał mnie ze snu tak gwałtownie, że nie bardzo wiedziałem o co chodzi 😂. A chodziło o to, że chciałem się załapać na pierwsze na trasie uczciwe hotelowe śniadanie w formie szwedzkiego stołu. I było warto! Jajka na twardo, parówki, tyle ciast do wyboru jak w kurorcie w Egipcie, mleczko, sok ananasowy – aż dziwne że mnie jakieś rozwolnienie nie złapało, bo rzuciłem się na to wszystko i mieszałem na całego 😂. I niczego nie żałuję! Zrobiłbym to raz jeszcze (i zrobię, bo zostaję tu na kolejną noc 🤪). Zaraz po śniadaniu, a już bez sił przez przejedzenie, ruszyłem na przystanek autobusowy – moim celem był kurs do odległego o zaledwie 20 km kolejnego, już dziewiątego państwa podczas tej wyprawy.
San Marino, bo o nim mowa to twór wielce ciekawy. Najmniejsze państwo świata (Watykan i Nauru czasem się wpychają ma podium, ale zależy jak się liczy), ciut ponad 30 tysięcy ludzi, najwyższy wskaźnik dochodu na głowę. Państwo założone 1700 lat temu przez chrześcijan chroniących się w górach przed religijnymi prześladowaniami ze strony Rzymu. Przy okazji najstarsza republika świata, przez większą część istnienia faktycznie niepodległa. Kilka razy wchłaniana przez Państwo Kościelne i uwalniana, ostatnia armia wysłana przez papieża jakieś 500 lat temu wróciła i poinformowała go, że zgubiła się w mgle i celu nie znalazła. I na polecenie, że mają tam wrócić i spróbować jeszcze raz odpowiedzieli zapewne, że znów się zgubią we mgle, bo papież ostatecznie odpuścił 😜. Napoleon też uszanował niepodległość San Marino i wizualizuję to sobie tak, że wojska francuskie twierdziły, że mają problem ideologiczny z atakowaniem republiki, skoro walczą ze starym ładem i obalają monarchie Europy. Napoleon na to, czy aby nie chodzi im o niechęć do wspinania się na niemal 700 metrową prawie pionową skałę w pełnym słońcu i pod obstrzałem kilku fortów? Na co oni, że nie nie, tylko względy ideologiczne, a w ogóle, o jakaś mgła czy coś się robi. I tak państwo przetrwało. W I wojnie światowej wybrali neutralność i tylko 10 wolontariuszy walczyło po stronie Włoch. II wojna jeszcze ciekawsza, bo mimo kolaboracji z Mussolinim, też ogłosili neutralność, ale Alianci stwierdzili że im nie wierzą i ich i tak zmombardowali prewencyjnie, zabijając kilkadziesiąt osób. Po upadku Mussoliniego, gdy Hitler przejął Włochy, na terenie San Marino przez 3 dni toczyły się walki, gdy obie strony olały neutralność kraju i zrobiły sobie tu linię frontu. Po wojnie San Marino miało pierwszy na świecie demokratycznie wybrany komunistyczny rząd, który kierował republiką przez ładnych kilkanaście lat. W kwietniu tego roku z kolei na najwyższe stanowisko kraju został wybrany pierwszy raz w historii nowożytnej świata otwarcie przyznający się do swojej orientacji homoseksualista.
Ale dość historii, co można w San Marino zobaczyć? Całe państwo to jedna większa górka ze starym miastem i kilkoma zameczkami / wieżami – stolica państwa i kilka wiosek u dołu (no dobra, w tych „wioskach” mieszka więcej ludzi niż w stolicy 😂). Zwiedza się właśnie stare miasto – widoki na okolicę z każdej strony wzgórza – cudne. Nawet podczas takiej jak dziś, niekoniecznie słonecznej pogody. Góry, wioski, pola uprawne – a biorąc pod uwagę, że San Marino góruje nad całą okolicę, jest na co z góry popatrzeć. I miałem zamiar spędzić tam więcej czasu, ale bardzo szybko dorwało mnie jakieś dziwne zmęczenie i zapakowałem się w autobus powrotny, w którym niemal natychmiast usnąłem. W Rimini też w hotelu mnie zagoniło do łóżka. Sytuacja wyjaśniła się szybko – kiedy się obudziłem – padało. Zmiana ciśnienia przymuliła mnie i uśpiła.
Mimo deszczu, który zresztą bardzo szybko przeszedł w zaledwie kropienie, wybrałem się na spacer po Rimini. Kiedyś to było najbardziej obciachowe miasteczko wypoczynkowe Włoch, ale chyba mu się poprawiło -ba, wręcz podobało mi się. Możliwe, że dlatego że jest jeszcze przed sezonem, więc ludzi jeszcze nie tak dużo (ilość leżaków na plaży ciągnacej się kilkanaście kilometrów sugeruje, że jakiś miliard plażowiczów się tu pomieści), możliwe że dlatego że brak Rosjan, którzy umiłowali sobie to miasto (wszędzie na sklepach napisy po rosyjsku to standard), ważne że jest czysto, schludnie, uliczki ładne, deptaki, chodniki, ścieżki rowerowe, zacienione alejki – słowem jak nie Włochy 😜. Szedłem sobie brzegiem morza przez jakieś 5 km, woda ciepła jak zupa, słońce przez deszcz za chmurą, pogoda dla mnie do kąpieli idealna 😍. Ale się po raz kolejny nie wykąpałem – kąpielówki to jedyna część garderoby, którą od 88 dni taszczę w plecaku, ani razu nie używając.
