Diabły i gierkowe skarby

Po powrocie do hostelu okazało się, że mój pokój jest czteroosobowy i nie ma okien. Na szczęście współmieszkańcy okazali się wyjątkowo ciekawi – starszy Japończyk, młoda Czeszka i młody Hindus. Przegadaliśmy chyba z pięć godzin i o 1 nad ranem niemal siłą postanowiliśmy jednak pospać 😜. Japończyk pierwszy raz odwiedza Europę, wszystko go dziwi i zaskakuje – skala poparcia dla Ukrainy w innych krajach europejskich, fakt, że języki ukraiński i rosyjski są tak podobne, niewielkie odległości, jakie trzeba pokonać, by odwiedzić kolejny europejski kraj – słowem to, co dla nas jest oczywiste. Zazdroszczę mu i mam nadzieję, że kiedyś też trafię w egzotyczne miejsce, gdzie też będę na każdym kroku się zadziwiał. Czeszka z kolei kupiła bilet za 272 euro na jeżdżenie pociągami przez 2 miesiące po Europie. Musi tylko ewentualnie dokupować miejscówki. Pomysł super – zwłaszcza w Skandynawii zwróci się jej już po kilku przejazdach, a zjechała już na nim i tak drogi kraj jak Szwajcarię -szkoda, że sam o tym nie pomyślałem, choć z drugiej strony to tylko 2 miesiące, więc kupowałbym już drugi taki bilet – a jednak mniej na przejazdy wydałem… Chyba?

W nocy obudziły mnie krople padające na twarz – byłem widać mocno zamroczony, bo pomyślałem „o, deszcz pada” i próbowałem wrócić do spania. Potem „ej, ale jak to, namiot mi przecieka?” i w końcu przyszło olśnienie „ale ja nie śpię w namiocie!”. Hindus z łóżka nade mną, jak się okazało, zasnął z otwartą butelka wody mineralnej, wylała mu się na materac i zaczęła przeciekać i do mnie. Zmieniłem poduszkę na drugą stronę i kąpało mi koło nóg, wróciłem do spania 😜.

Skandynawia jest świetna do zwiedzania, ale ma jeden feler – jest przerażająco droga. Dlatego z bolącym sercem, ale skracam moją wizytę w Szwecji – to mój ostatni dzień tutaj. W autobus (wyjazd stopem ze Sztokholmu jest niemal niemożliwy, same autostrady między jeziorami, a miasto ciągnie się i ciągnie) wsiadam dopiero o 22:15, więc miałem jeszcze cały dzień na zwiedzanie miasta. Zacząłem od kolejnego odkrycia z UWO – Biblii Szatana. Dzieło to trzymają w Bibliotece Narodowej i po porażkach w Madrycie i Paryżu byłem sceptycznie nastawiony. A tu niespodzianka – Biblia dostępna jest dla odwiedzających, na dodatek wstęp jest za darmo! Biblioteka bardzo nowoczesna, prawie cała pod ziemią, księga w osobnej salce/skarbcu. Powstała w Czechach około 1200 roku, jest ręcznie pisana, zdobiona, z kilkoma rysunkami – w tym wielkiego na pół strony (a księga ma prawie metr długości – to największy rękopis średniowiecza wymiarowo) diabła – stąd jej nazwa. Legenda głosi, że mnich napisał ją w jedną noc dzięki umowie z szatanem właśnie – ceną było wstawienie jego ryciny. Badania wykazały, że faktycznie pisał ją jeden autor, ale zajęło mu to ponad 20 lat pracy dzień w dzień, od świtu do nocy. 500 lat temu Szwedzi na wyjazdowych wystepach (potop i te sprawy) w Europie, dotarli też do Pragi i tam złupili to dzieło, które od tej pory leżakuje w Sztokholmie. Obok gabloty z biblią jest ekran z zeskanowaną całością – można ją tam „kartkować” strona po stronie albo skakać do ciekawszych momentów. Można w bibliotece wystawiać skarby? Można, wstydźcie się, Hiszpanie i Francuzi!

Odkrycie #97

Resztę dnia spędziłem na spacerze. Był trudniejszy niż wczoraj, bo z pełnym plecakiem – w sumie znów wpadło mi 25 km. Tym razem ruszyłem w stronę wysp z parkami i terenami zielonymi. Miejsce fantastyczne i ogromne – kilka muzeów, dużo lasów, łąk i pól, były nawet sarenki i koniki. A także wesołe miasteczko, stare samochody, stare łodzie, genialny królewski okręt Vasa, który zatonął minuty po wodowaniu i po wyciągnięciu został przerobiony na muzeum – zachowało się na nim 98% wszystkiego – tyle, że bilet był za drogi, więc popatrzyłem z zewnątrz i z daleka. Znalazłem też najstarszy szwedzki cmentarz dla zwierzaków, gdzie do dziś chowane są nie tylko koty, psy, czy konie, ale również żółwie, króliki i papużki. Wygląda to przerażająco, w środku lasu nagrobki, świeczki, a nawet… krzyże. Na grobach żółwi. I o ile upiorów wikingów się nie bałem i na ich kurhanach spałem, to na nocleg koło tych zwierzaków nie namówicie mnie za nic 😱.

W sklepie z gierkami znalazłem też prawdziwy skarb – piękne pudełkowe wydanie Uncharted Waters II z konsoli SNES sprzed 30 lat. Dla niezorientowanych – UWO, o którym wciąż wspominam i którego śladem odkryć podążam, to właśnie online wersja tamtej gry. Sprzedawca doskonale wiedział, jaki rarytas posiada i podał cenę prawie 800 zł, czyli zdecydowanie poza moim budżetem. Pozwolił jednak potrzymać w rękach i nawet zrobić zdjęcia, więc i tak radość ma ogromna 😜.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Popularne
Inline Feedbacks
View all comments