Chyba najgorsza noc podczas całej podróży, choć w tej kwestii konkurencja jest całkiem zacięta 😜. Było chyba jeszcze zimniej niż pod kołem podbiegunowym, nie mogłem długo zasnąć, potem często się budziłem, mata mi od mojego chuchania zwilgotniała i zaczęła kropelkować, pogryzły mnie mrówki, w brzuchu burczało z głodu, a jakby tego było mało, rano nie do końca zdążyłem dolecieć za potrzebą do najbliższego krzaczka. Słowem, chyba sięgnąłem dna i chyba dla takich momentów głównie się podróżuje, aczkolwiek detali technicznych wam litościwie daruję, zostawiając je waszej wyobraźni 😜. Oszacowałem straty, ogarnąłem co się dało ogarnąć, poleżałem dłuższą chwilę napawając się swoją porażką i upodleniem, poranne pakowanie przez to mocno się przeciągnęło, dając mrówkom szanse na kolejne ataki, ale w końcu ruszyłem. Głodny, zmęczony i niewyspany – oczywiste było, że daleko nie dojdę. Kiedy więc na mojej drodze pojawił się przystanek, a według wywieszonego rozkładu jeden z trzech autobusów miał się pojawić za pięć minut – uznałem to za znak. Autobus spóźnił się kilka minut i to nawet dobrze, bo zdążyłem ściągnąć apkę do biletów i właściwy bilet zakupić – na styk, przy wsiadaniu trzeba było dać zeskanować kod z apki, kierowca ich nie sprzedawał. Uff.
Podjechałem tylko 15 km – wcześniej przetuptując te 4 km do przystanku – tyle dzieliło mnie od cywilizacji i ratunku. Od razu poszedłem na pizzę – umyłem łapki (i nie tylko 😂) i pożarłem jedzonko – i tak sobie liczę, że poprzedni ciepły posiłek był na północy Finlandii, czyli ponad tydzień temu – więc miałem prawo być wycieńczony. Miałem już siły, by zrobić ostatnie 7 km dziś – do kolejnego odkrycia z UWO – kamieni z wydartymi na nich rysunkami sprzed 4000 lat. Czy warto było iść do nich te prawie 100 km w trzy dni? No pewnie – rysunki superowe, aczkolwiek dotarłem tylko do najważniejszego głazu – jest ich tu jeszcze kilka + prehistoryczne miejsca pochówku. Rysunki zostały wypełnione farbą, by lepiej je było widać i przedstawiają różne scenki – łodzie, polowania, bitwy, całującą się parę, gościa na byku, gościa w hełmie z rogami (czyli jednak przodkowie wikingów takie nosili!), sporo jest też tajemniczych kropek, nad których znaczeniem naukowcy i archeologowie głowią się do dziś. Byłem zbyt zmęczony, by rozgryźć ten problem, może uda się następnym razem, jak się przyłożę.

Przez ostatnią noc obraziłem się trochę na Skandynawię i zatęskniłem za ciepełkiem. Wiem, że przyjechałem tu uciec od upałów, jakie dręczyły Europę Południową (30-40 stopni), ale jednak spanie w sierpniu w zimowej czapce to drobne przegięcie. Wsiadłem więc w kolejny autobus, który zawiezie mnie do Kopenhagi (a więc osiemnasty kraj i szesnasta stolica na trasie), skąd planuję złapać nocny pociąg albo dwa w kierunku niemieckiej granicy. Czyli na zwiedzanie duńskiej stolicy będę miał jakieś 2 nocne godzinki – powinno wystarczyć? 😜 Niemiecki bilet na wszystkie lokalne pociągi na cały sierpień za 9 euro mam już kupiony, wiec tam będę mógł komunikacyjnie wyszaleć się do oporu. Tymczasem jednak czeka mnie długa podróż i zapewne nieprzespana noc, ale przynajmniej w ciepełku i z dostępem do kibelka, więc i tak lepiej niż ostatnia! Trochę się też oszukałem, bo jak porównywałem ceny biletów busem i pociągiem, pociąg wygrywał, ale jak się wziąłem za kupowanie biletu, to jednak nie – raz, że apka pokazywała mi mocno nieaktualną cenę, a dwa, że nie pokazywała, że oba pociągi chcą też miejscówek, których ceny mimo że niewielkie (5 euro każda), to jednak i tak w sumie robią różnicę. No nic, tym bardziej z tej skandynawskiej drożyzny trzeba uciekać!
