Jestem w Egipcie już kilkanaście dni, rozzuchwaliłem się więc na tyle, by dziś zaryzykować szaloną wyprawę na pustynię bez przygotowanego wcześniej planu podróży, na zasadzie „zobaczy się po drodze”. Moim celem było kolejne starożytne miasto i dawna stolica Egiptu – Memfis. Problem polegał na tym, że ruiny te leżały ciut daleko – ładnych kilkadziesiąt kilometrów od Kairu i nie było tam bezpośrednich połączeń. Były oczywiście organizowane wycieczki, ale wydawanie 20 euro niekoniecznie mi się uśmiechało. Wybrałem więc przygodę i drogę w ciemno 😜.
No dobra, tak do końca może nie w ciemno, bo mapki w telefonie miałem, a nazw pobliskich miejscowości nauczyłem się na pamięć – i to się przydało. Zacząłem od najłatwiejszego – wyjechałem z miasta tyle ile się dało metrem. Przy końcowej stacji metra znalazłem postój busików i wybrałem ten, którego kierowca namiętnie krzyczał nazwę miasta, które brzmiało jak jedno z tych, których się nauczyłem 😜. Gościu zainkasował 5 funtów (czyli prawie złotówkę) i ruszyliśmy na południe – i tak jechaliśmy jakieś 45 minut – tym razem nikt się nie dosiadał, wszyscy jechaliśmy w to samo miejsce. Czyli kierowca zarobił na tej niemal godzinnej jeździe prawie 10 zł. Muszą mieć naprawdę tanią benzynę, skoro taki biznes mu się opłaca…
Byłem jakieś 5 km od celu, ruszyłem więc dalej pieszo. I faktycznie, już po godzince drogi przez kolejne bardzo ruchliwe i hałaśliwe miasteczko, dotarłem do muzeum Memfis – teren wykopalisk był ogrodzony, a przez płot było widać sporo budowli i ruin, ale głównie morza trzcin i duże ilości palm. Postanowiłem jednak nie wchodzić do środka, tylko ruszyć dalej, ku pustyni, gdzie Memfis miało swoją nekropolię – i co równie istotne – gdzie czaiło się kolejne odkrycie UWO – pochyła piramida. Trasa prowadziła kolejne kilka kilometrów przez egipskie wioski – znów pełne zieleni, ciszy i palm. I niestety – tak jak wszędzie tu – śmieci. Ale chyba podobnie jak mieszkańcy nauczyłem się już je ignorować, teraz zwracam już tylko uwagę na piękno przyrody. Teren nekropolii to kilka (widziałem cztery, ale nie wszędzie dotarłem) bardzo starych piramid. Ta „moja” dostępna jest dla zwiedzających dopiero od dwóch lat – wcześniej były tu tereny wojskowe, potem ją remontowali. A ponieważ jest to nowe i trudno dostępne, prawie nikt tu nie zagląda. Na dodatek to naprawdę jest na pustyni, odległości między piramidami są spore, bo jakieś 5 km i wygląda to fantastycznie. A najważniejsze – nie ma tu biznesu – nikt nic nie sprzedaje, nikt nie wciska wielbłąda, tylko ja, pustynia i piramidy. Coś pięknego, tak to ja mógłbym zwiedzać cały Egipt 😍. Piramidy tu postanowione i te trochę bardziej na północ, w Sakkarze, gdzie już nie dotarłem, są najstarsze w Egipcie – i widać po nich jak faraoni uczyli się je stawiać – schodkowe, potem kombinowane, ta „moja” jest pochyła, bo w połowie zmienia się kąt nachylenia. Kilka się też zawaliło, uległo erozji – ale były to eksperymenty potrzebne, by dojść do wniosku, że najlepsze piramidy to te budowane pod kątem 43 stopni. I przy okazji oznacza to też, że kosmici w tym palców (macek?) nie maczali – oni by chyba nie potrzebowali tylu nieudanych prób i eksperymentów ze swoją zaawansowaną technologią – to jednak byli ludzie ze zbyt dużą ilością wolnego czasu i mocy przerobowej 😜.

U mnie jednak właśnie czas był problemem. Cała piesza część wyprawy zajęła mi w sumie ponad 30 km, a dni o tej porze roku złośliwie krótkie, więc musiałem się streszczać. Odpuściłem wchodzenie do środka piramid (w cenie biletu – 12 zł było wszystko – w Gizie bilet na wszystko to jakieś 200 zł), odpuściłem też muzeum Memfis i kolejne kilka piramid na północy. W lecie dzień byłby dłuższy, ale wtedy pogoda by była zbyt brutalna na przedzieranie się przez pustynię, więc miejsce raczej tylko dla turystów zorganizowanych albo zmotoryzowanych – takich pieszych szaleńców jak ja pewnie mają niewielu 😜. Mimo wszystko było warto, poziom szczęścia był dziś mocno wysoki – i mimo że już tyle dni jestem w trasie i tyle widziałem, wciąż udaje mi się przeżyć coś nowego i ekscytującego. I oby jak najdłużej! Powrotny bus znów złapałem bardzo łatwo – i był nawet tańszy, bo 4,5 funta. W sumie transport zamiast 20 euro wyszedł mi ciut powyżej 4 zł i był to kolejny powód do dobrego humoru 😝.

Te zdjęcia z palmami kradnę na tapetę! 🫣