Zostawiam za sobą drugie pod względem poziomu zanieczyszczeń miasto świata (Kair musi się jeszcze postarać, żeby przegonić indyjskie Delhi) i jadę na północ – do portowego miasta Alexandria. A to oznacza powrót nad Morze Śródziemne! Nawet udało mi się przed zachodem słońca nad to morze zdążyć, ale dużo więcej się dziś nic nie wydarzyło, więc tyle co wrzucam te kilka zdjęć. I w sumie spoko, bo przyda mi się taki dzień odpoczynku, jako że ostatnie kilka dni dzień w dzień tłukłem minimum 20 km.

Tak tylko na szybko o pierwszym wrażeniu – Alexandria wydaje się jeszcze bardziej wyluzowana niż Kair – poza propozycją taksówki zaraz na dworcu (i miała tam sens, bo trochę za obrzeżami jest i pieszo stamtąd tylko wariaci jak ja do miasta idą), nikt mnie nie zaczepiał nawet marnym „hello”. Chyba nie mają tu zbyt dużej styczności z turystami i naciąganie mnie nie stanowi dla nikogo źródła dochodu. Oby!
