Angielskie święta

Dziś stuknęło mi równo 9 miesięcy odkąd wyruszyłem w podróż, a wczoraj 275 dni, więc zanim wstukam kolejną mocno leniwą aktualizację, garść obrazkowych podsumowań:

Święta, święta i po świętach. W moim wykonaniu w wersji brytyjskiej. Aczkolwiek kumpel, u którego się zatrzymałem, ich nie obchodził, więc miałem ich taką bardzo spokojną wersję – bez szału sprzątania, zakupów i gotowania. Anglicy Wigilii nie obchodzą, to zdaje się polska specjalność – tu najważniejszy jest właściwy dzień narodzin Jezusa, a nie jak u nas dzień przed. Z okazji Wigilii wybraliśmy się do pobliskiego pubu – chciałem zobaczyć takie typowo brytyjskie miejsce i nie rozczarowałem się. Było wszystko – świąteczne dekoracje, mnóstwo ludzi, hałas, zgiełk i nawet pieski w środku. To była moja pierwsza Wigilia z piwem jako głównym daniem na wigilijnym stole 😜.

Dni mijają mi tu na odpoczynku – rano i wieczorem wyprowadzam pieska na spacer, starając się codziennie trafić w nowe rejony – i nawet prawie codziennie udaje mi się dodatkowo trafić w okienko pogodowe, aczkolwiek dziś leje już okrutnie. Angielskie widoczki wiejsko-podmiejskie jeszcze mi się nie znudziły – jak na zimową porę nadal jest tu dość zielono – zasługa sporej ilości deszczów i temperatur, które poniżej zera raczej nie spadają.

Odkrycia #183 – #184

W drugi dzień świąt, po tygodniu suszenia kumplowi głowy, w końcu złamałem go psychicznie i skusił się na wyjście z domu. Pojechaliśmy na wycieczkę, zobaczyć kolejne kamienie z mojej listy odkryć UWO – Stonehenge. Pogoda akurat była całkiem ładna i na ten sam pomysł zwiedzania wpadło dużo lokalsów – parking przed polami był niemal cały zapchany. Kasa i kolejka do wejścia stały już jakieś 2 km od samego Stonehenge – do kamieni można dojechać busikiem albo iść. Wybraliśmy wariant pieszy. Cena wejściówki była mocno zaporowa – 30 funtów – ale pamiętałem z początków tego bloga, że kumpel dotarł prawie pod same kamienie za darmo i postanowiłem powtórzyć jego manewr. Okazało się to raczej proste – kamienie Stonehenge otoczone są trzema szeregami płotów – i bilet upoważnia do podejścia do ogrodzenia nr 1, nie można podejść na odległość dotyku. Oszczędzając te 150 zł straciłem więc widok z jakichś 20-30 metrów, co w moim odczuciu jest mocno przesadzoną ceną. Zdjęcia i tak udało się porobić, babka z ochrony sama pokazała gdzie iść, żeby mieć najlepszy widok bez płacenia😜. Heh, typy z ochrony piramid w Egipcie usiłują cię orżnąć na kasę, w UK pomagają orżnąć ochraniany zabytek 😜. Stonehenge zrobiło na mnie dobre wrażenie, było wyższe niż to jakoś na filmach/zdjęciach widziałem i mimo że w Turcji byłem w podobnym, tyle że większym i ponad 2 razy starszym miejscu, to i tak jakiś dreszczyk obcowania z historią (5000 lat temu to budowali) i znanym miejscem po plecach przechodził.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Popularne
Domi

Opuszczasz się tu ostatnio!

sirPaul

Happy New Year 2023
ps nie dało się zrobic zdjęcia bez tego płotu? 😛 na tapetę by było