Wybaczcie brak wpisów przez ostatnie naście dni, ale naprawdę nie było o czym. U rodziców jadłem, spałem, jadłem, nadrabiałem zaległości netflixowe (jeden dzień wystarczył), jadłem, znów netflixowałem (tym razem na siłę – ile oni tam mają odmóżdżającego bezwartościowego badziewia 😮 przy którym jednak można stracić kilka dni z życiorysu) i jadłem. Za oknem deszcz, szaro, ponuro, śnieg pojawił się dopiero jakoś przedwczoraj. I pewnie do jutra już cały zamieni się w błoto. Po drodze udało mi się zarazić jakimś paskudztwem, trzy dni przeleżałem w gorączce, przez którą znów rozwaliły mi się oczy (czyli teoria o przyczynach immunologicznych niejako potwierdzona). Co raz jeszcze pokazuje, że najbardziej niebezpieczne miejsce na świecie to rodzinny dom – bezpieczniejszy byłem w tureckich górach, za fińskim kołem podbiegunowym i na egipskich pustyniach. Babcia podszyła mi porwane ciut spodnie i plecak, kupiłem nowe buty (a tak, te brytyjskie nie przetrwały nawet trzech tygodni – tańsze polskie szmaciaki nosiły mnie pół roku, angielskie drożyzny niecały miesiąc), odwiedziłem dentystkę, załatałem złamanego gdzieś po drodze zęba, ostrzygłem się, od szwagra pożyczyłem cieplejszą kurtkę, od taty czapkę (bez sensu kupować, w Goleniowie mam porządne zimowe, tyle że Goleniów daleko i jeszcze nie po drodze), dokupiłem majtek, rękawiczek i skarpetek, trochę sprzętu wypakowałem (materac od trzech miesięcy był zbędnym balastem, sandałki też się póki co nie przydadzą). Czyli chyba dałem jasno do zrozumienia – to nie jest koniec wyprawy 😜.
A właśnie, dziś dzień 300 tej podróży, więc pora na kilka grafik – zmian w stosunku do dnia 275 malutko (raptem doszedł mi Londyn), ale porządek musi być! Zwłaszcza że dzień 325 (optymistycznie zakładając że dotrwam) w grafice mocno namiesza…
Zgadza się – jutro rano plecak wędruje ponownie na plecy, a ja o 8 rano wsiadam w pociąg ku kolejnej przygodzie. Po moim sprzęcie pewnie już zgadliście, że tym razem trzeba będzie stawić czoła zimniejszym klimatom – i macie rację. Póki co jeszcze kart nie odkrywam, ale będzie to najbardziej ekscytująca przygoda z moich dotychczasowych – a przynajmniej na to liczę. Obiecuję nie robić blogowych przestojów – o ile net mi będzie działał, wracamy do codziennego kącika czytelniczego! Trzymajcie kciuki!
