Banknoty, parasolki i pech

Kolejny miesiąc w podróży zaczynam niezbyt szczęśliwie. Pogoda, która w Korei była dla mnie przez te dwa tygodnie bardzo łaskawa, w końcu się zbiesiła i dziś od rana było zimno (marne +16 stopni) i co gorsza – padało – na zmianę mżawka i ulewa. Ale mimo iż prywatny pokój i bardzo wygodne łóżko mocno kusiły do zostania w hostelu, to ostatnie koreańskie odkrycia UWO wzywały i wygrały. Odziałem się w bluzę i ruszyłem za miasto. Trasa nie była zbyt długa – raptem 5 km w jedną stronę, ale w tych warunkach meteorologicznych nie sprawiała żadnej przyjemności. Na dodatek w połowie drogi moja kupiona jeszcze na Gran Canarii parasolka wydała w końcu ostatni oddech i musiałem wstąpić do lokalnej Żabki po nowy parasol.

Do muzeum dotarłem bez problemów – w Gangneung znajduje się najstarszy koreański zachowany zespół budynków mieszkalnych – stawiali go, gdy u nas trwała naparzanka pod Grunwaldem – czyli te domki mają ponad 600 lat – niesamowity wynik jak na papierowo – drewniane produkcje 😱. Posiadłość była w rękach bardzo wpływowej rodziny (jej potomkowie żyją do dziś!) – najbardziej znani jej członkowie to największa koreańska malarka i największy kujon – jej syn, który w państwowych egzaminach zdobył największą w historii kraju liczbę punktów, dziewięć razy pod rząd będąc najlepszym w całej Korei. Zapewniło mu to posady rządowe i szacun na dzielni po dziś dzień. Zarówno matka, jak i syn widnieją dziś na dwóch różnych koreańskich banknotach – jedyna taka sytuacja w całej historii papierowych pieniędzy na całym świecie. Spacer po posiadłości mimo deszczu bardzo przyjemny, terenu mieli sporo, ładna lokalizacja, mnóstwo sosen i bambusów. Jako bonus na terenie trzy muzea – zwyczajne, z garnkami i wykopaliskami z tych terenów, rodzinne (inni członkowie rodu nie aż tak sławni, ale też coś tam działali jako pisarze, malarze itp.) i Muzeum Pieniądza – najciekawsze. Dużo interaktywnych zabaw – projektowanie własnych banknotów, gierki zręcznościowe, wyciskanie monet, w fotobudce można dodać swoje zdjęcie, które potem może się wyświetlać na ścianach muzeum na banknocie o wymiarach 3 metry na metr – moje się załapało – w końcu zawisłem w jakimś muzeum, docenili mnie! Zdjęcie wyświetlane jest też w sali kinowej, jakieś animacje obrazów, wirtualny spacer po posiadłości w przeszłości i w końcu banknoty – w tym momencie porzuciłem wszelki wstyd i wylazłem przed innych zwiedzających siedzących grzecznie na fotelach pstrykać fotki 😝. Coś jak w kinie na filmie ze sobą samym wyjść na podest przed fotelami i pstrykać sobie selfiaki z ekranem – przypał, ale co poradzić. Dobrze, że przynajmniej brawa nikt mi nie bił 😝.

Odkrycia #291 – #292

Mój dobry humor nie trwał długo, bo przy wyjściu z muzeum okazało się, że ktoś mi podpierdzielił moją nową parasolkę, którą trzeba było zostawić w stojaku. Bolało tym bardziej, że znów mocniej padało. A do miasta i sklepu były jakieś 2 km. Nie było wyjścia, w samej bluzie (kurtki nie brałem) ruszyłem przez deszcz. Dobił mnie jeszcze na odchodnym strażnik od biletów, który pożegnał mnie słowem „spasiba” – zostałem wzięty za Rosjanina 😭. Przy okazji – jest tu ich sporo – mnóstwo sklepów ma nazwy i opisy bukwami, więc chyba dlatego odróżniają Europejczyków wschodnich od zachodnich – ja tam nadal mam problem z odróżnieniem Koreańczyka od Chińczyka… W połowie drogi, gdy deszcz nagle zaatakował ze zdwojoną siłą, udało mi się w ostatniej chwili schować pod daszkiem przystanku autobusowego – wyrósł w środku niczego, wokół pola ryżowe i budowy nowych bloków. I stał się cud – ławka na tym przystanku okazała się być podgrzewana. Była wręcz gorąca – mogłem ogrzać moje zmoknięte kości, a po położeniu się na niej, nawet szybko wysuszyć bluzę i spodenki. I pewnie zostałbym tam już na zawsze, ale po jakimś czasie przestało padać, więc musiałem wykorzystać tę okazję, by dotruchtać do miasta. W tym samym sklepie co poprzednio kupiłem kolejną parasolkę i… kilometr dalej pękła mi w niej jakaś część. Poziom załamania 100/100. Trzecia parasolka tego samego dnia. Zacisnąłem zęby, wróciłem (pod górkę!) do sklepu, gdzie pan bez większych ceregieli zgodził się przyjąć reklamację. Tyle że nie miał już tych fajnych parasolek, więc dostałem gorszą (choć droższą!). Czwarta tego dnia parasolka póki co nadal jest ze mną.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Popularne
sirPaul

ten z pomnika wygląda na jakiegoś Konfucjusza 🙂 a ten z gierki jak sędzia Di 🙂 swoją drogą mógłbyś już tłumaczyć te na napisy na pomnikach żebyśmy wiedzieli co na nich jest 😛 a w muzeum to nie chcieli Ci zwiedzający robić zdjęć jako eksponatowi?