Walczący z pająkami

Dni płyną sobie spokojnie, nadal nic się nie dzieje, więc nie ma czego tu relacjonować, można się rozejść, dziękuję za uwagę. 😅 No dobra, coś tam jednak postaram się z siebie wykrzesać. Tym razem do gorąca przyzwyczaiłem się dużo szybciej – organizm jednak tak szybko nie zapomniał – temperatura i wilgotność już mi nic a nic nie przeszkadzają, koszulka nie poci się cała od góry do dołu przy każdej okazji, ale trzeba uczciwie przyznać, że podczas najgorszych upałów po prostu nie wychodzę – nie mam presji, że trzeba zwiedzać, jestem jak lokalsi 😅. Nie mam też pojęcia, jaka pora roku jest teraz – w styczniu mam wrażenie było bardziej gorąco i więcej padało – teraz niby też pada, ale drzewa są zdecydowanie bardziej zielone, uginają się od nowych gałęzi, więc chyba wiosna/lato? Deszcz pada prawie codziennie, często są też burze, ale zwykle nocami. Pół dnia na niebie nie ma ani jednej chmurki i słońce nawala jak oszalałe, potem pojawiają się chmury. Jeśli pada to albo krótko, ale bardzo intensywnie, albo tak symbolicznie, jak dziś – nie opłaca się wyciągać parasolki, deszcz działa orzeźwiająco, a i tak wszystko schnie momentalnie przez wysoką temperaturę. Kilka dni temu dostaliśmy alarm o spodziewanej porządnej ulewie – miało lać z nieba konkretnie przez 12 godzin, ale poszło bokiem. Na Cebu spore straty – wylały rzeki, więc dużo powodzi i podtopień, na mojej małej wyspie rzek nie ma, więc tylko zalało dzieciakom place do koszykówki. Bo kosza tu uwielbiają – grają namiętnie na każdym cokolwiek płaskim kawałku klepiska, do zawieszonej obręczy. Po deszczu ekipa młodzieży ganiała pół dnia z łopatami uklepując sobie nowe boisko i było po sprawie.

Jedyny ból, jaki w związku z deszczami mam, to robaki, które stwierdziły, że na dworze im się już nie podoba i koniecznie chcą zamieszkać ze mną pod dachem. Miałem inwazję mrówek, które ewidentnie postanowiły przeprowadzić mrowisko przez moje okno mimo moskitiery – wdzierały się ich setki, nosiły ze sobą cały dobytek – w tym jakieś inne większe żyjątka – chyba w postaci zapasów jedzenia na później. Podobno mrówki są tu tak cwane, że polują nawet na małe gekony 😱. Pomogło wysmarowanie okna i ich ścieżek specjalną kredą – po dwóch dniach inwazja zakończyła się. Ale tak łatwo nie poszło mi z inwazją wielgachnych pająków. Wcześniej też je widywałem, ale sporadycznie, teraz nie ma prawie dnia, żeby jakiś mnie nie wystraszył. W kuchni, w moim pokoju, co gorsze w kibelku, gdzie nie ma dokąd uciec 😱. Nie ma nic gorszego niż podnieść deskę klozetową i zobaczyć pająka giganta – gdybym i tak nie poszedł tam za potrzebą, to i tak byłbym bliski posikania się ze strachu 😝. I tu już żadne kredy nie pomogą – pająki są podstępne, potrafią się skradać, biegać, skakać i wyskakiwać z niespodziewanego miejsca znienacka. Tej wojny niestety nie wygram 😭. Ale nic to – na Bantayan zostaję już tylko jakiś tydzień i potem zmiana wyspy – ale o tym już w następnym wpisie, zapewne dopiero w lipcu.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Popularne
GodOfWar

Nakarmić pająka kotem!!

sirPaul

za późno, już pewnie Jacek zjedzony przez pająki, bo nie ma wpisów

Gagarin

No właśnie przydałby się nowy wpis co tam w świecie ciekawego, bo w Polsce leje 😛