Dobra, koniec obijania się, pora zrobić to obiecane podsumowanie wyprawy. Zbierałem się do tego i zbierałem i zebrać nie mogłem. Aż w końcu wpadłem na genialny pomysł – nie będę musiał robić podsumowania, jeśli wyprawa będzie trwać nadal! Długo się nie musiałem zastanawiać, jaki wybrać kierunek. Już po pierwszym zrobionym Camino te kilkanaście lat temu pojawił się w głowie pomysł, by wybrać się do Hiszpanii pieszo z samego domu. Czyli przewędrować całą Europę z plecakiem – spotkałem na trasie kilkadziesiąt takich osób – oczywiście taki Francuz, czy nawet Niemiec mają łatwiej, bo bliżej, ale i z naszej części świata sporo osób wybiera ten tryb wyprawy. Żeby nie było za łatwo, postanowiłem nie startować z miejsca, gdzie teraz mieszkam, czyli z Goleniowa, ale z rodzinnego Chełma. Goleniów byłby za łatwy, bo to niemal zaraz przy niemieckiej granicy, a Chełm wymaga ładnych dodatkowych 2-3 tygodni marszu po naszym pięknym kraju.
Start trochę mi się przesunął, bo ostatnie kilka dni pogoda totalnie się zepsuła, burze, zimno i deszcz zupełnie nie zachęcały do porzucenia ciepłych wnętrz, ale wygląda na to, że już jutro ma kropić tylko przelotnie – więc jeśli jutro rano się obudzę i za oknem nie będzie lało – wyruszam! Zdecydowana większość sprzętu już ze mną wędrowała, musiałem tylko dokupić nowy namiot i śpiwór. Jako że jestem spłukany (kolejny powód, dla którego podróżuję po najbliższej okolicy, a nie rozbijam się gdzieś w Ameryce Południowej 😃), wybrałem najtańsze modele. Czyli najcięższe jakie tylko były. Nie będzie więc łatwo i przyjemnie. Namiot za 95 zł i śpiwór też poniżej 100 zł – w sumie noclegi pod dachem w hostelach zaczynają się właśnie od 100 zł, wiec wydatek zwróci mi się już po jednym noclegu w terenie – w teorii kupowanie namiotu nawet codziennie wyszłoby mi taniej niż spanie po hotelach 😃. Namiot testowo rozłożyłem póki co tylko raz – jest bardziej upierdliwy niż ten poprzedni, nie ma osobnego tropiku, więc gorsza odporność na wodę. Śpiwór za to obiecuje komfort już od +5 stopni – poprzedni był co prawda dużo poręczniejszy i lżejszy, ale dawał tylko +15 i w Skandynawii marzłem niemiłosiernie – a tu na przynajmniej kilka kolejnych nocy prognozują temperatury poniżej 10 stopni, więc mam nadzieję, że taszczenie ciężkiego śpiwora okaże się opłacalne.
Cała przewidywana trasa wynosi około 4.000 km – co szacuję powinno mi zająć przynajmniej 4 miesiące. Trasę wyznaczyłem sobie mocno wstępnie, nie muszę się jej trzymać zbyt kurczowo, jestem pod tym względem mocno elastyczny. Na rozgrzewkę, zanim skręcę we właściwym południowo zachodnim kierunku, testowo zrobię sobie wyprawę po najbliższej w miarę poznanej okolicy – dwudniowy marsz na północ. Jak coś, łatwo będzie wrócić, coś skorygować, czy uzupełnić sprzęt. Czy wyprawa skończy się po dniu, dwóch, trzech, po tygodniu, czy faktycznie uda się przejść całą Europę aż po Atlantyk? Nie mam pojęcia 😃. Sam jestem ciekawy, jak u mnie z kondycją, odpornością na niewygodę, warunki pogodowe, robactwo i konieczność żywienia się w marszu. Tak długiego marszu ze spaniem pod namiotem jeszcze nie robiłem – hiszpańskie Camino się nie liczy, tam były noclegi po schroniskach, w cieple i suchych ciuchach – tutaj takie luksusy nie są gwarantowane. Jeśli też was ciekawi, jak mi się to ułoży, zapraszam do wspólnej wędrówki – poprzez zaglądanie na ten blog. Oby dłużej niż dwa – trzy wpisy. A więc – w drogę!

Po roku prawie nowy wpis, no pięknie. No ale nowa wyprawa się szykuje to można wybaczyć. Plan ambitny powodzenia 🙂 Czasem kusi, żeby też tak rzucić wszystko: pracę, przyzwyczajenia, wygodę, rodzinę i ruszyć w drogę. Ale jednak nieeee 😛