Gorący dzień, pogoda postanowiła zrobić dzieciakom na złość i na pierwszy dzień szkoły znów rozpoczęła grzać jak ma wakacje przystało. Dziś znów rozdzieliliśmy się z Eryką – została rano wsadzona w autobus, który odjechał w kierunku Oświęcimia. Odmówiłem udziału w zwiedzaniu tego miejsca, nie na moje nerwy, wystarczą mi traumy z wizyt w obozach za dzieciaka z wyjazdami ze szkoły. Na dodatek mój gość znalazł japońskiego przewodnika, który miał ją oprowadzać w języku rodzimym, więc byłem tam zupełnie zbędny. Okazało się też, że jest to bardzo popularny kierunek wizyt gości z Japonii – przewodnik przez niemal cały rok ma po dwie pełne grupy swoich krajan dziennie. Na wyjeździe Eryka zakumplowała się z rodaczką i do wieczora, po powrocie, zwiedzały sobie Kraków wspólnie.
A to oznaczało, że znów miałem większość dnia wolnego. I to dnia o pięknej pogodzie. Żal było go nie wykorzystać do jakiejś dłuższej pieszej wyprawy. Jeśli pamiętacie, w lipcu podjąłem próbę przejścia polskiego odcinka Camino, ale poległem jeszcze pod Lublinem. Gdybym pociągnął wtedy kolejny tydzień – dwa, szlak doprowadziłby mnie i do Krakowa. Była więc dziś doskonała okazja, by zobaczyć, co przegapiłem. Ale jako że nadal wmawiam sobie, że kiedyś jeszcze wznowię swoją wędrówkę, to wybrałem wariant wschodni, którym bym i tak z Lublina nie dotarł (w Krakowie zbiegają się dwie albo i trzy nitki szlaków z różnych regionów Polski). Przez Stare Miasto, Wisłę i Podgórze (dzielnicę, którą podczas moich studenckich lat najmniej eksplorowałem) przeszedłem przez calutki Kraków. Wszędzie mijałem setki dzieci i młodzieży w galowych strojach, co roku jedna ze szkół dostaje możliwość obchodzenia rozpoczęcia roku szkolnego na wzgórzu wawelskim – a potem wszystkie klasy idą w paradzie z Wawelu na Rynek Główny – i dziś udało mi się na taką okoliczność załapać. Na południowym brzegu Wisły zaczęły się wzgórza i towarzyszyły mi aż do mety wyprawy – a dotarłem tam, gdzie byłem i wczoraj – do Wieliczki. Trasa bardzo mi się podobała, zupełnie nie znałem tych podkrakowskich miejscowości i wiosek, a szlak został wytyczony z głową – po ścieżkach rowerowych, pieszych, dopiero na wąskich wiejskich trasach po pagórach trzeba było iść poboczem i robiło się niebezpiecznie. Z tym wytyczeniem zresztą też ciut słabo, bo o ile mapa w telefonie pokazywała mi oficjalną drogę, to jest ona w naturze totalnie olana. Na tych 20 km znalazłem tylko trzy strzałki / muszelki – bez ściągawki online nie dałoby rady przejść. A przecież hiszpańskie Camino szedłem pierwszy raz bez map, kierując się przez kilkaset kilometrów tylko oznaczeniami na drzewach, słupach itd. i zgubiłem się wtedy w górach tylko raz. Ale wybaczam, bo widoki wynagradzały – po goleniowskich płaskich łąkach i lasach te zielone pagórki, nawet jeśli gęsto upstrzone nowymi domkami kasiastych ludzi uciekających z tłoku i smogu Krakowa, były miodem na oczy.
Trasa skończyła mi się zaskakująco szybko, bo te 20 km zleciało nie wiedzieć kiedy, wskoczyłem więc w pociąg powrotny i już po Krakowie pyknąłem kolejne 10 km (dzień kończąc z wynikiem 35+ w nogach). Tym razem poszedłem na północ, ku dzielnicom nie historycznym, a mieszkalnym. Miało być nostalgicznie, miałem sobie przypomnieć miejsca, gdzie mieszkałem przez te 7 lat, ale okazało się, że nic a nic nie poznaję. Nowe ulice, nowe linie tramwajowe, mnóstwo nowych budowli, starsze poremontowane i przemalowane, wszędzie ścieżki rowerowe, nowe przejścia nad ulicami – Kraków zmienił się na tyle, że to już inne miasto. Zrobiło mi się mocno dziwnie i chyba przykro. Humor poprawiło mi wyjście z chrześniakiem i jego znajomymi na pizzę, a potem jeszcze wieczorne zwiedzanie Starego Miasta z Eryką i jej japońską ekipą – taki Kraków akurat pamiętam. Rynek zmienił się tylko nieznacznie, powtykane wszędzie Żabki w te stare kamienice trochę kłują w oczy, ale jeszcze do zaakceptowania. No i fakt, że do godz. 22 nie było mi zimno w samej koszuli też podnosił na duchu. Jutro dzień transportowy, więc możliwe że nie będzie znów o czym pisać.

szkoda, że nie załapałeś się na paradę smoków w Krakowie, źle wybrałeś termin :P, w tym roku była 7-8 czerwca