Przez serce Kaszub

W Gdańsku byłem ostatnio jakieś 3-4 tygodnie temu (to jeden z tych zaległych wpisów na blogu, który już teraz jednak pewnie przepadnie na wieki), gdy przyjechałem negocjować z kumplem detale wizyty Eryki. Trochę wtedy, mimo okropnie zimnej i deszczowej pogody, pozwiedzaliśmy, więc dziś nie paliło mi się do ponownego spędzania kilku godzin na Starym Mieście. Eryka została więc tam wyprawiona pod opieką kumpla, który zresztą jako lokals wie o mieście dużo więcej niż ja. A mi ponownie trafił się dzień wolny. I jak to zwykle bywa, nie próżnowałem, tylko zarzuciłem plecak na barki i ruszyłem na pieszą wyprawę.

Jak się dobrze rozejrzeć, to trasy Camino znajdzie się niemal w każdym zakątku Europy, nie mogło ich więc zabraknąć i w tak dużym mieście jak Gdańsk. Namierzyłem najbliższą żółtą muszelkę ze strzałką i ruszyłem tam, gdzie wskazywała. I ze smutkiem muszę przyznać wyższość tego regionu nad Krakowem, bo oznakowanie jest tu fantastyczne – nowe tabliczki na drzewach, słupach, w ilości takiej, że niemal nie trzeba wspierać się mapami w telefonie – wystarczy obserwować otoczenie. Trasa też fajnie puszczona, wiedzie przez łąki, pola, kaszubskie wioski i miasteczka, znajdą się też lasy i jeziora. Pechowo trafiłem tu w okresie, gdy prowadzonych było mnóstwo prac drogowych i kolejowych. Place budowy przecinały mi trasę i zmuszały do nadkładania kilometrów, a po wczorajszej ulewie dodatkowo oznaczały tony błota przyczepiającego się do butów. Z tego powodu w którymś momencie opuściłem oficjalny szlak i poszedłem na skróty – przez leśne ścieżki i trasy rowerowe – odzyskałem pięć kilometrów, a trasy nie wywiodły na manowce i okazały się do przebycia, więc tym razem św. Jakub mnie za kombinowanie nie pokarał (jak już wcześniej kilka razy bywało).

Moją trasę zakończyłem w jednym z miast, które aspiruje do miana stolicy Kaszub – w Kartuzach (inni stawiają na Gdańsk albo Kościerzynę). I tu pojawił się problem, bo mój plan powrotu pociągiem okazał się niemożliwy do wypełnienia – mijane roboty w którymś miejscu całkiem zabarykadowały tory. PKP zorganizowało jednak autobusową komunikację zastępczą. Oczywiście, jak to w takich sytuacjach bywa, totalny chaos, zamieszanie, a na dodatek godzina końca szkoły i setki dzieciaków czekających na transport. Pani w okienku biletowym na moje pytanie o bilet zatrzasnęła mi gwałtownie zasłonkę i machnęła ręką w kierunku agresywnych napisów na ścianach „informacji o PKP nie udzielamy”, kierowca namierzonego w końcu autobusu zastępczego też nie był szczęśliwy, że o coś go pytam, biletów też nie sprzedawał, po moim trzecim podejściu odparł w końcu „kupi pan u konduktora pociągu”, czym kompletnie wybił mnie z rytmu. Moja totalnie zaskoczona mina chyba nieco go udobruchała, bo dodał „siadaj pan i czekaj”. No to siadłem i pojechaliśmy, ale żaden konduktor pociągu się w autobusie nie objawił i dojechałem do końca na gapę. Albo i nie, bo koniec okazał się stacją pociągów w szczerym polu, z dojazdem do niej tylko z jednej strony, gdzie wszyscy rzucili się biegiem do niemal już odjeżdżającego pociągu. Być może dopiero tam się bilet kupowało, bo inaczej wydostać się stąd nie dało. Ale czyżby na pewno? 😄 Zaryzykowałem i ruszyłem przez pola koniczyny ledwo wydeptaną ścieżką – i 3 kilometry później, wciąż brnąc przez zabłocone pola wokół gdańskiego lotniska, dotarłem do granic miasta. Moja caminowa wyprawa zamknęła się wynikiem ponad 30 km.

I nie był to jeszcze koniec dnia, bo po szybkim prysznicu już autem kumpla i z Eryką, pojechaliśmy jeszcze na Westerplatte, które przespacerowaliśmy w promieniach zachodzącego słońca, dokładając kolejne 4+ km do dziennego wyniku. Zajrzeliśmy nad morze, do ruin i warowni, wspięliśmy się na szczyt wzgórza z monumentem i jakimś cudem po tym wszystkim jeszcze mam siły i chęci pisać na blogu, zamiast paść na twarz i zasnąć snem sprawiedliwego 😄.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Popularne
Inline Feedbacks
View all comments
Bolek i Lolek

A teraz którędy droga wiedzie?

GodOfWar

No Panie kochany, pisz coś

Lebowski

Czy będzie ciąg dalszy? Pewnie kiedyś tak 😛

GodOfWar

Panie JRK. Poważny człowiek niby, a wpisów kolejnych nie publikuje…

Lebowski

Ja czekam na podsumowanie wyprawy dookoła świata. Nie wywiniesz się z tego JRK 😛

Morr

Trza na Discorda wbić, bo tam siedzi i pokazuje UWO 😉