Tales of Innocence

Wydania
2007()
2010()
Ogólnie
Jeszcze jeden tytuł z serii Tales of ... oficjalnie wydany tylko w Japonii, a dostępny dla graczy zachodnich dzięki grupce fanów, którzy przetłumaczyli ją na język angielski.
Widok
izometr
Walka
czas rzeczywisty

RECENZJA

O serii Tales można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że ma szczęście do wydań kieszonsolkowych, szczególnie z punktu widzenia zachodniego gracza. Na przenośne konsole ukazała się bowiem oficjalnie po angielsku tylko jedna gra, a były to niestety popłuczyny w postaci marnego, niedbale przetłumaczonego portu Tales of Phantasia na GBA. Poza tą abominacją i spin-offami w postaci serii Tales of the World: Narikiri Dungeon przez długie lata na żadną z przenośnych konsolek Nintendo nie ukazał się żaden tytuł należący do głównej serii. Passę tę przełamała gra Tales of Innocence, wydana w 2007 roku na Nintendo DS. Jest to pierwszy "mothership title" na sprzęt przenośny, zarazem stanowiący ogromny skok jakościowy. Niestety i tym razem nie było nam dane ujrzeć oficjalnego angielskiego wydania. Na szczęście fani nie zawiedli i dzięki grupie Absolute Zero (odpowiedzialnej również za zangielszczenie Tales of Phantasia PSX) w 2010 r. ukazało się kompletne angielskie tłumaczenie. Gdyby nie ono, raczej nie czytalibyście tej recenzji :).

Zacznijmy więc od fabuły. Bohaterem gry jest grzeczny, nieśmiały chłopiec o imieniu Luca. W swoich snach przybiera jednak postać dzielnego generała demonów o imieniu Asura. Gdy pewnego dnia spotyka ściganą przez tajemniczą sektę dziewczynę, odkrywa, że sny te ukazują wydarzenia z dalekiej przeszłości, kiedy oprócz świata śmiertelników (Naraka) istniał świat bogów (Devaloka), oraz że sam jest w te wydarzenia w jakiś sposób uwikłany. Mimo początkowego strachu i niewiedzy co go czeka, opuszcza ciepło domowego ogniska, by zgłębić tajemnicę przeszłości, na swojej drodze spotykając ludzi o podobnej sytuacji. Sama fabuła jest dość ciekawa, ale urok gry tkwi w sympatycznych i różnorodnych postaciach (tu brawa dla tłumaczy, którzy zadbali o należytą charakteryzację dla każdej z nich), dzięki którym nie zabraknie barwnych dialogów i humoru. Podoba mi się w jaki sposób gra przeplata wydarzenia przeszłe z teraźniejszością, co jakiś czas odsłaniając kolejne fragmenty fabuły.

Graficznie jest na czym zawiesić oko, oczywiście jak na możliwości Nintendo DS. Świat przedstawiony jest w pełnym 3D, także podczas walki. Kamera jest wprawdzie ruchoma jedynie na mapie świata, ale osobiście uważam to za plus. Oszczędza to wielu bólów głowy. Modele postaci wyglądają lepiej niż spodziewałbym się po platformie, a gra jedynie z rzadka lekko zwalnia. Walki prezentują się efektownie i początkowo zrobiły na mnie duże wrażenie. Co do oprawy dźwiękowej, też zostałem mile zaskoczony. Parę utworów, w tym intro i jeden z motywów bitewnych, naprawdę zapadło mi w pamięć. Nie jest to może coś pokroju kompozycji Sakuraby, ale słucha się tego przyjemnie. Gra posiada ponadto dość znaczną liczbę kwestii mówionych, które czytają znani seiyuu, m.in. Rikiya Koyama, Norio Wakamoto, Miyuki Sawashiro czy Tomokazu Sugita. Znajome głosy były miłym dodatkiem dla mojego ucha.

Jeśli chodzi o system, Tales of Innocence nie ma się czego wstydzić. Gra posiada praktycznie wszystko, czego można by się spodziewać po współczesnym Talesie. W walkach, jak zwykle zręcznościowych, sterujemy główną postacią, pozostawiając sterowanie resztą drużyny sztucznej inteligencji. Istnieje oczywiście możliwość przełączania się między nimi w trakcie walki, jak również trzy tryby walki - manualny, pół-automatyczny (domyślny) i automatyczny. Po każdej walce odzyskujemy część punktów TP potrzebnych do używania technik i zaklęć, choć tu akurat gra jest troszkę skąpsza niż pozostałe. Zadając i otrzymując obrażenia ładujemy pasek combo, który po wypełnieniu daje chwilowy wzrost statystyk i dostęp do potężnych ataków zwanych Mystic Artes. Nie zabrakło też systemu gotowania i zdobywania przepisów, pozwalającego na sporządzanie posiłków o różnych efektach dla postaci. Są też skity czyli poboczne rozmówki między postaciami pojawiające się w określonych sytuacjach. Gra ma też kilka rzeczy, których nie widziałem w żadnym innym Talesie. Przede wszystkim widać potwory, które się na nas czają (jak w CT albo Earthbound), co pozwala na unikanie walk, jeśli jesteśmy zniecierpliwieni i dysponujemy szybkimi palcami. Można się też na nie rzucić, co da nam lekki bonus na początku walki. Ten system w połączeniu z opcją automatycznego atakowania wymiernie upraszcza grindowanie. Mniej trafionym pomysłem jest konieczność zbierania monet i przedmiotów po walce, choć trzeba przyznać, że nieco urozmaica to grę. W każdym mieście znajdziemy też kowala, u którego możemy uzdatnić posiadany ekwipunek o dodatkowe atrybuty.

W Tales of Innocence wprowadzono także system gildii, gdzie przyjmujemy zadania, zyskujemy reputację za ich wykonanie i kupujemy różne przydatne przedmioty. Za każdą wygraną bitwę (nie tylko w dungeonach gildii) jesteśmy bowiem nagradzani nie tylko doświadczeniem, ale też punktami Grade, które właśnie możemy spożytkować w gildiach, kupując za nie m.in. wzorce zachowań dla AI pozwalające lepiej dostosować zachowanie postaci (np. uzdrów towarzysza, użyj Apple Gel itd.). Dodatkowym urozmaiceniem jest system stylów, z którymi wiążą się pewne zmiany statystyk, a także perki w rodzaju +25% HP, rzadszych ataków potworów i tym podobnych. Bonusy te możemy dobierać i łączyć jak dusza zapragnie, pod warunkiem że mamy wolne sloty. Grając zbieramy też punkty przyjaźni u poszczególnych postaci. Można je zdobyć wybierając odpowiednie opcje podczas rozmów, a także uzdrawiając lub wskrzeszając postać podczas walki. Ponoć rozkład tych punktów ma wpływ na zakończenie. Ponieważ przeszedłem grę tylko raz, nie byłem w stanie stwierdzić tego osobiście. Na szczęście gra posiada opcję New Game+... choć w nieco oszukanej wersji. Mianowicie, w podstawowym wariancie zachowany jest tylko czas gry. Dodatkowe elementy takie jak doświadczenie, złoto czy punkty Grade przechodzą tylko, jeśli przed końcem gry kupiliśmy w gildii odpowiednie kryształy.

Co do samej rozrywki mam trochę mieszane uczucia. Większość jej sprawiła mi dużo frajdy i grało się świetnie. Czasem musiałem na chwilkę się zatrzymać i nabić kilka poziomów, ale to nic strasznego. Problemy zaczęły się w późniejszej części gry, gdzie trudność była dużo gorzej zrównoważona. W niektórych dungeonach zwykłe walki nagle stawały się śmiertelnym zagrożeniem dla drużyny, a bossowie na końcu danej lokacji okazywali się zadziwiająco łatwi. Ponadto z początku brakowało mi paru znajomych rzeczy typu Holy Bottle, a konieczność zbierania monet po każdej walce miała ten skutek, że sakwa świeciła przez dłuższy czas pustkami. Na szczęście okazało się, że większość tych niedogodności można naprawić za pomocą odpowiedniego perka bądź ustawienia AI. W jednym czy dwóch miejscach porażka w potyczce z trudnym bossem zmusiła mnie do ponownego czytania paru godzin dialogów z powodu złośliwego rozmieszczenia punktów zapisu i to napsuło mi sporo krwi. Prawdopodobnie byłoby mi łatwiej, gdybym wykonywał zadania z gildii i od początku bawił się stylami. Większa część gry była jednak na tyle prosta, że nie czułem się do tego zmuszony... do momentu, kiedy zacząłem nagle ginąć w co drugiej walce. Z tego powodu kilka razy byłem zmuszony odstawić grę, ale ostatecznie ją skończyłem i nie żałuję. Mimo moich narzekań na nierówny poziom trudności, jest to nadal solidna, rozbudowana gra z dynamicznymi, szybkimi walkami i całkiem udaną fabułą. Niewykluczone, że zmierzę się z tym tytułem ponownie. Zdecydowanie polecam grę fanom serii i ze spokojnym wystawiam jej notę 4/5.

Moja ocena: 4/5


Obrazki z gry:

Dodane: 02.03.2011, zmiany: 21.11.2013


Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.