Eiyuden Chronicle: Hundred Heroes

Wydania
2024( Steam)
Ogólnie
Duchowy spadkobierca serii Suikoden, sfinansowany przez kickstarterową zbiórkę. Ponad setka postaci do zebrania, nostalgiczna podróż do gier sprzed 30 lat.
Widok
izometr
Walka
turówka
Recenzje
Thane
Autor: Thane
16.10.2026

O Great Captain of the Watch

Allraan to kontynent, na którym równowaga sił opiera się na kruchych sojuszach i rywalizacji o wpływy. W potęgę rośnie Galdean Empire — mocarstwo skupiające się na rozwoju Rune-Lenses, czyli swego rodzaju katalizatorów pozwalających używać magii.

Naprzeciw niemu stoi League of Nations, sojusz zbudowany wokół trzech głównych potęg: Monarchy of Norristar, Kingdom of Euchrisse oraz Kingdom of Kenan. Do porozumienia należą również mniejsze państwa i terytoria, wśród nich Grum County. Poszczególne kraje mają jednak własne ambicje, a ich historia pełna jest sporów, które nie zniknęły tylko dlatego, że pojawiło się nowe zagrożenie.

Historia rozpoczyna się, gdy wspólna ekspedycja przedstawicieli Imperium i League of Nations wyrusza na poszukiwanie pradawnego artefaktu. To właśnie tam Nowa, nasz bohater, poznaje Seigna Keslinga, utalentowanego oficera reprezentującego Galdean Empire. Spotkanie dwóch młodych ludzi oczywiście nabiera znaczenia wykraczającego poza zwykłą wojskową misję.

Scenariusz nie jest odkrywczy ani w teorii, ani w praktyce, niestety. To dość klasyczna opowieść o drodze od zera do bohatera. Uciśniona mniejszość jednoczy się w obliczu zagrożenia i staje do walki ze wspólnym wrogiem. A do tego intrygi, zdrady, polityka, rozstania i powroty. Zwroty akcji są bardzo przewidywalne. Na szczęście przy odrobinie dbałości o szczegóły, a tego tu nie brakuje, takie podejście ma jedną zaletę – zawsze działa. Gorzej lub lepiej, ale jednak.

Wow. Thanks. I'm gonna be untangling that mess for years.

Kluczowym elementem są tu postacie. Ich liczba, ale również jakość. Nowa jest typowym, dobrodusznym wtrącaczem w nie swoje sprawy i ani on, ani gra nie próbują tego ukrywać. Pozostali bohaterowie są różni, ale każdy jest jakiś.

Dość szybko przyjdzie nam zarządzać zamkiem oraz gromadzić własną armię i sprzymierzeńców. Do naszej sprawy będą dołączać różne osobistości. Większość z nich może brać udział w walce, choć nie wszyscy. Ci pozostali prowadzą sklepy, pomagają w zbieraniu zasobów lub okazjonalnie wspierają nas podczas potyczek. Łącznie postaci jest 120. Każda ma swój charakter i głębszą lub płytszą historię. Są charakterystyczne i często nie boją się czerpać garściami z klasyki, a odniesień do anime, gier i komiksów nie brakuje. Czy tylko mi od razu pojawili się przed oczami Sailor Moon, Mój sąsiad Totoro czy Blade? Warto też wspomnieć, że każda postać ma nagrane własne kwestie dialogowe i komentarze podczas walki. Wyszło to świetnie: jest humor, a do tego od razu wiadomo, kto mówi, co przy takiej liczbie bohaterów jest nie lada sztuką. Wzajemne relacje i powiązania między postaciami wypadają bardzo dobrze, często czuć prawdziwą chemię i to właśnie te momenty najbardziej ciągnęły całość do przodu.

Sama rozgrywka to powrót do korzeni. Typowa, trójwymiarowa mapa świata, po której poruszamy się między miastami i innymi lokacjami, ale poza podziemiami niewiele jest tu do zwiedzania. Fabuła blokuje dostęp do dalszych zakątków, co oczywiście zmienia się z czasem. Podziemia trzymają się oldschoolowego schematu. Nie są to co prawda katusze na miarę Phynal czy The Great Crystal, ale nie grzeszą oryginalnością i bywa, że się dłużą. Miasta i wsie wypadają już dużo lepiej.

Listen to the whispers of justice!
What does it even mean?

Wrogowie atakują nas w losowych momentach, a walka odbywa się w turach i może w niej brać udział sześć postaci jednocześnie. Dodatkowo jest miejsce dla bohatera wspierającego, który może zapewnić nam buffa, zwiększyć szybkość ruchu itp. Postacie wykonują swoje ruchy w kolejności zależnej od współczynnika szybkości, więc mamy wpływ na to, kto pierwszy zaatakuje. Na początku przeciwnicy biją mocno i niewielu naszych jest w stanie przyjąć więcej niż kilka strzałów, później oczywiście się to zmienia. Chętnie eksperymentowałem ze wszystkimi postaciami, ale szybko zauważyłem spore różnice w potencjale bojowym i zmontowałem skład, który towarzyszył mi praktycznie do końca gry. Niektóre postacie wręcz odlatują w kosmos w stosunku do innych – na ciebie patrzę, chłopczyku przebrany za dziewczynkę. Są też specjalne ataki łączone, w których bierze udział po kilka postaci, ale moim zdaniem szybko stają się bezużyteczne. W późniejszych fazach gry trzy osobne ataki dają lepszy efekt niż jeden wspólny, który zużywa kolejkę wszystkich uczestników.

Oprócz rozbudowy zamku, zbierania zasobów, gromadzenia pokaźnej ilości przedmiotów i samych walk czekają nas, kochane lub nienawidzone, minigry. Wyścigi statków piaskowych na czas, łowienie ryb, karcianka, pojedynki kulinarne, gra w bączki – czyli Beigoma – oraz wyścigi Jajostopych. Stopojajów. Eggfootów. Możemy też je hodować w celu stworzenia idealnego czempiona. Warta uwagi jest swego rodzaju wróżbiarska encyklopedia, w której możemy zgłębić historie i powiązania postaci. Czytałem całość z zainteresowaniem. Na szczególną pochwałę zasługuje teatr, w którym możemy obsadzić naszych bohaterów w różnych sztukach. Co więcej, aktorzy głosowi różnicują sposób odgrywania ról zgodnie z osobowością postaci — jedni grają na serio, inni brzmią, jakby woleli być teraz gdzieś indziej. Jest jeszcze jedna minigra. Określenie „maxigra” byłoby odpowiedniejsze, gdyż chodzi o regularne bitwy pomiędzy większymi oddziałami. Tu mam mieszane uczucia. O ile za pierwszym razem byłem ciekaw, jak się to potoczy, tak przy drugim przejściu chciałem mieć to jak najszybciej za sobą.

Here comes LEEENE!

Wbrew pozorom rozgrywka wciąga, zwłaszcza chęć zdobycia kolejnych poke… postaci. Sam przeszedłem grę dwa razy – za pierwszym zabrakło mi jednej postaci, co ku mojemu zaskoczeniu drastycznie wpływa na pewien fabularny moment. Wszystkie wyekspiłem do 99 poziomu, zdobyłem wszystkie bączki do Beigomy, rozbudowałem zamek do maksimum, wygrałem wszystkie pojedynki kulinarne i ukończyłem Hero’s Trial Ground. Wszystko to robiłem z przyjemnością.

Graficznie również jest to klasyka. Lokacje są trójwymiarowe, ale niemal wszystkie postacie to tradycyjne sprite’y. Bardzo ładne, trzeba dodać. Tutaj naprawdę widać masę pracy twórców, a całość sprawia wrażenie starannie wykonanych, ręcznie rysowanych ilustracji. Poszczególne animacje nie składają się z wielu klatek, ale nadrabiają szczegółowością – powiewają włosy i peleryny, a część ruchów przygotowano specjalnie na wyjątkowe okazje. Fabularne pojedynki to prawdziwa uczta dla oczu, jeśli ktoś lubi te klimaty lub pamięta czasy NES/PSX. Miasta prezentują się przyjemnie dla oka, podziemia trochę gorzej. Nie ma tu może nic wybitnego, ale nie brakuje atmosfery.

Na tle chwalonych wcześniej dialogów, którym śmiało dałbym maksymalną notę, reszta oprawy dźwiękowej prezentuje się przeciętnie. Wszystkie fabularne i ważne rozmowy są udźwiękowione, co zdecydowanie działa na korzyść gry. Muzyka spełnia swoje zadanie, podobnie jak efekty dźwiękowe, i chyba na tym koniec. Zapamiętałem tylko piękne „Flags of Brave”. Moim bezsprzecznym faworytem jest natomiast wrzask największej szczęściary pod słońcem, gdy używa swoich bolasów.

Na koniec wspomnę, że niektóre wątki pozostawiają niedosyt. Zdarza się, że gra sugeruje istnienie głębszej historii lub relacji, po czym nie daje nam jednoznacznej odpowiedzi. Nie każde niedopowiedzenie musi być wadą, ale tutaj czasem trudno stwierdzić, czy mamy do czynienia z celową tajemnicą, czy po prostu z wątkiem, którego nie rozwinięto do końca. Mimo to bawiłem się bardzo dobrze. Historia jakich wiele, ale emocjonalnie daje radę. Fanom JRPG polecam z czystym sumieniem. Pozostałym również. Zwłaszcza jeśli chcą posmakować tego, jak klasyczna formuła nadal może działać, o ile ma odpowiednio mocne postacie i wystarczająco dużo rzeczy, które chce się robić.

Moja ocena: 8/10


JRK
Autor: JRK
05.06.2026

Dawno dawno temu, bo ponad 30 lat wstecz, na pierwszym Playstation ukazała się gra, która nieźle namieszała w historii erpegów (aczkolwiek nie od razu, potrzeba było kilku lat, zanim świat dojrzał by ją w pełni docenić). Pierwszy Suikoden, bo o nim mowa, graficznie nie powalał, mechanicznie był typowym jrpgiem, ale miał jeden ciekawy wyróżnik - w przeciwieństwie do całości konkurencji, gdzie członków drużyny było kilku, tu postaci do zrekrutowania było ponad setkę. I ich poszukiwanie i kolekcjonowanie, a potem testowanie zdolności bojowych w drużynie było główną osią zabawy. Gra doczekała się kilku lepszych lub gorszych kontynuacji (patrzę na Ciebie, Suikodenie IV), ale w którymś momencie twórcy stwierdzili, że produkowanie gier z tak ogromną ilością bohaterów jest nieopłacalne i przez kilkanaście lat nie dostaliśmy w tym podgatunku nic nowego. I byłby to koniec suikodenowania, gdyby nie twórca pierwszych części, który stwierdził, że świat byłby zbyt smutnym miejscem bez nowej odsłony. Co prawda nie miał praw autorskich do oryginalnego tytułu, ale miał wiedzę, doświadczenie i dostęp do internetu, gdzie znalazł grono nostalgicznie nastawionych i co ważniejsze - kasiastych fanów serii. Na rzucone hasło o zbiórce kasy na nową grę odzew był natychmiastowy - wymagane fundusze uzbierały się w zaledwie kilka godzin od startu, do końca zbiórki wpadło coś ponad 4 mln dolców - co wtedy było trzecim najlepszym wynikiem w historii. Potem trzeba było poczekać kilka lat i w końcu dostaliśmy grę z jeszcze trudniejszym do zapamiętania tytułem niż oryginał: Eiyuden Chronicle: Hundred Heroes. Czy warto było czekać i czy magia serii wróciła?

Nie będę was trzymał w niepewności i od razu napiszę - w moim odczuciu - tak. Dostaliśmy to, co było obiecane - nowego Suikodena w odświeżonej wersji godnej lat 20 XXI wieku. Trzon rozgrywki pozostał bez zmian - samotny bohater, który od skromnych początków musi stawić czoła przeważającym siłom wroga, zebrać sojuszników i zmienić historię, wygrywając wydawałoby się z góry skazaną na przegraną wojnę. Postaci do uzbierania jest tym razem coś koło 120, w drużynie możemy mieć 6 (plus jedna wspierająca zdolnościami), więc kombinacji i zabawy testowaniem różnych składów nie zabraknie. Mamy postaci walczące tylko z pierwszego rzędu, większe postaci które zajmują dwa miejsca, niektórzy dostają ataki specjalne jeśli w drużynie znajduje się ktoś inny (lub nawet więcej niż jedna postać), jest więc sporo zabawy z odkrywaniem tych wszystkich strategii i moja taktyka wybieranie bohaterów z najfajniejszymi mordkami nie zawsze wychodziła mi na dobre :). Na niektóre misje mamy też część drużyny narzuconą fabularnie (ale można trochę to obejść, bo jest taka jakby ławeczka rezerwowych, która nie walczy, ale z nami łazi i tam można obowiązkową postać posadzić, a do bitwy wystawić kogoś innego), czasem któraś postać jest niedostępna. Jak to w serii bywa, znalezienie wszystkich sojuszników nie jest obowiązkowe, ale wiadomo, "gotta catch them all" jest silnym zaklęciem i sądząc po steamowych osiągnięciach za zgromadzenie kompletu postaci, spora część grających nie odpuszcza i szuka do skutku. A czasem jest to dość trudne - nie wiem, czy bez solucji bym sobie poradził (a przynajmniej bez przeznaczenia na poszukiwania kolejnych kilkudziesięciu godzin). Jak to w serii bywa, w którymś momencie fabularnie dostajemy bazę (w tym przypadku zamek) i bawimy się w jego rozbudowę. Część zrekrutowanych bohaterów zostanie w nim na stałe - nie będą walczyć, tylko pełnić funkcje hmm stacjonarne? Będą to sklepikarze, zbieracze, kucharze, kowale, farmerzy itp. Ale żeby nie było nam smutno - można ich zgarnąć do drużyny na pozycję wsparcia (typu znajdziemy więcej drewna, będzie lecieć z wrogów więcej pieniążków, czy żarcie będzie miało lepsze buffy).

A jak to wygląda? Bardzo fajnie. Piękne rysowane tła, dużo detali i równie fajnie animowane duszki postaci, mocno inspirowane SNESową prehistorią. Styl mocno mi podpasował i zagrał wszystkie odpowiednie nutki nostalgii na mojej duszy :). Chyba wszystkie dialogi w grze mają też podłożone głosy, co przy tak dużej ilości postaci jest sporym osiągnięciem. Muzyki co prawda już nie pamiętam, ale zapewne w niczym mi nie przeszkadzała :D. Fabularnie - nic oryginalnego, typowa suikodenowa opowieść o złym imperium najeżdżającym sąsiada i garstce rebeliantów walczących o niepodległość. Jest kilka miłych momentów ocierających się o epickość, ale na wzruszenia, łzy rozpaczy, czy inne tego typu atrakcje nie ma co się nastawiać. Postaci za to są sympatyczne, dialogi nie wywołują krindżu, mimo sporej ilości bohaterów każdy w jakiś sposób się wyróżnia i jest łatwy do zapamiętania, nie zlewają się w nierozpoznawalną masę mięsą armatniego :). A skoro o armatach mowa - jak to w Suikodenach bywa, poza zwykłymi walkami (turówki, całkiem spoko, choć walki z bossami potrafią się ciągnąć w nieskończoność) dostajemy kilka bitew armii, które prowadzone są na nieco innych zasadach - niezbyt mi przypadły do gustu, ale fakt że zwykle jesteśmy w nich w mocno niekorzystnej sytuacji taktycznej ma w sumie uzasadnienie fabularne - jesteśmy zdecydowanie underdogiem w tej wojnie.

To skoro już narzekam, to znajdźmy jeszcze kilka powodów do tego. Póki nie znajdziemy jednego z bohaterów posługującego się magią teleportacji, czekają nas okrutne ilości biegania po mapie świata, potem jest już luzik, ale te kilka pierwszych godzin wpadania na przeciwników co kilka chwil podczas siódmej wycieczki do pobliskiego miasteczka w celu przespania się, mocno zachwiało moją wiarą w ten tytuł. Nie podeszły mi też wszystkie mini-gierki - a tych jest sporo i są naprawdę rozbudowane - karcianka, bitwy kucharzy, handel, łowienie rybek i najgorsze ze wszystkich - walczące bączki. Ilość czasu i energii, które trzeba poświęcić, by je wszystkie wymaksować wystarczyłyby na ukończenie jakiegoś 'normalnego' erpega :). I tak, nie są to zabawy wymagane, ale oczywiście nagrodą za ich wymęczenie są bohaterowie do zrekrutowania, więc trzeba było zagryźć zęby, otrzeć łzy frustracji i po raz kolejny rzucać tymi durnymi bączkami, mając nadzieję, że tym razem się uda. Pokonało mnie też kilka zagadek logicznych w labiryntach - musiałem ratować się filmikami na YT by zobaczyć, jak przestawiać te wszystkie dźwignie, których skrótów używać - rozumiem coś takiego dla ukrycia jakiegoś bonusowego skarbu, ale dla wymaganego przez fabułę odkrycia ścieżki, trochę przegięli (i nie jest to tylko moje casualowe i rozpuszczone przez lata coraz łatwiejszych gier podejście, ale sądząc po ilości płakania w sieci - zdanie większości). Z mniejszych zastrzeżeń - zabrakło mi jakichś wątków romansowych i trochę rozczarowało podsumowanie na koniec - dostajemy info o dalszych losach wszystkich zrekrutowanych i... tam się nic u nich nie dzieje :). Pozostaje mi optymistycznie zakładać, że to dlatego, że będzie sequel i nie chcieli sobie zamknąć fabularnie furtek. Ostatni zarzut to kwestia DLC - krótkie (godzina - dwie) fabularne rozszerzenia za 40 zł? Skandal. Aczkolwiek, właśnie doczytałem, że to były bonusy na zachętę dla wpłacających na kickstartera, więc musieli je wycenić wysoko, żeby osoby które wsparły produkt w produkcji, nie poczuły się oszukane. Ok, zarzut wycofany :D.

Trochę ponarzekałem, ale te wszystkie minusy tak naprawdę nie psują gry, ot zabierają jej jedno oczko z ogólnej oceny, a osoby które nie posiadają chorobowej potrzeby maksowania wszystkiego i "łapania ich wszystkich" mogą sobie to oczko nawet dodać z powrotem :). To bardzo dobra gra, gwarantująca wiele godzin świetnej zabawy. Godny powrót Suikodena na ekrany naszych komputerów i pozostaje nam tylko czekać na obiecany sequel. Szkoda jedynie, że nie będzie w nim maczać palców wspomniany na początku japoński współtwórca pierwszych odsłon, bo zmarło mu się - i co gorsze - ledwie kilka tygodni przed oficjalną premierą Eiyuden Chronicles, więc nawet tym nie mógł się dostatecznie nacieszyć. I tym optymistcznym akcentem kończymy!

Moja ocena: 4/5

2 4.0

Obrazki z gry:


/obrazki dostarczył JRK i Thane/

Dodane: 05.06.2026, zmiany: 16.10.2026


Komentarze:

Porzuciłem grę w połowie, trochę mnie zmęczyła bo grałem z modem śrubującym mocno poziom trudności, do tego czekały kolejne tytuły do ogrania. Z perspektywy oceniam, że gra świetna i na pewno do niej wrócę. Tytuły dla których ją odstawiłem okazały się słabsze. Często tak jest, że po czasie doceniamy grę ;-)


[Gość @ 18.06.2026, 14:28]

Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?