Final Fantasy VII Remake Intergrade

Wydania
2022( Steam)
2022( Steam)
Ogólnie
Wielki przebój sprzed lat w odświeżonej formie. I rozbity na trzy osobne odsłony. Tu - pierwsza z nich.
Widok
TPP
Walka
Czas rzeczywisty/Quasi-turowa
Recenzje
Thane
Autor: Thane
28.05.2026

W oryginał grałem tak dawno temu, że nie pamiętam co już było a co zostało dodane w rimejku. Podejdę więc do tego starając się unikać patrzenia przez pryzmat pierwowzoru. Final Fantasy VII Remake to gra kompromisów. Zabiera ogromną część wolności i RPG-owości starego FFVII, ale w zamian daje Midgar, którego wcześniej po prostu nie było.

Mako

Dla przypomnienia: główny bohater to Cloud Strife. Jest byłym pracownikiem największej firmy na planecie, Shinra Electric Company. Zarabia na życie wynajmując swoje usługi tym, którzy są gotowi za nie zapłacić. W ten sposób wplątuje się w próbę wysadzenia reaktora przez bandę tzw. eko-terrorystów.

Nie wierzyłem, że rozciągnięcie Midgaru do pełnej gry ma sens. Największą siłą nie jest sama fabuła. Jest nią to, że Midgar przestaje być lokacją z intro, a staje się pełnokrwistym bohaterem. Przerywniki są wyreżyserowane świetnie. To połączenie Hollywood z anime. Regularnie odpala ten charakterystyczny dla JRPG moment, gdy kameralna historia ociera się o metafizykę, by przejść do ratowania świata i pojedynków wykraczających poza zdrowy rozsądek, mieszając to z patosem i specyficznym humorem. To się kocha albo nienawidzi, a Square Enix tutaj nie bierze jeńców - wszystkie heble w górę. Ja lubię ten styl. Historia i jej prowadzenie mnie wciągnęły.

Jak tu opisać postacie, które są wręcz kultowe? Barret wkurzał mnie na początku swoimi tekstami, ale tak samo było w pierwowzorze. Pod skórą twardziela ma jednak dużo serca. Aerith balansuje między urokiem a psychozą. Tifa jest bardziej ludzka i ciepła, a Cloud na naszych oczach powoli pęka pod fasadą chłodnego najemnika. Sephiroth jest zbyt wyidealizowany, ale myślę, że taki był cel. Reszta jest taka jak powinna być.

SOLDIER 1st Class

Graficznie to pierwsza liga. Modele postaci wyglądają świetnie, szczególnie z bliska. Midgar jest piękne w swojej brzydocie — pełne neonów, brudu, reklam i industrialnego syfu. Widać nawet kolory materii osadzonych w broni. Oczywiście nie obyło się bez problemów technicznych. Niektóre obiekty mocno tracą szczegółowość po oddaleniu, nawet przy maksymalnych detalach, a pojedyncze tekstury potrafią przypomnieć, że to jednak nie jest produkcja idealna. Mimo tego całość robi wrażenie, szczególnie dzięki reżyserii scen i oświetleniu. Dźwiękowo to samo, najwyższa półka. Dźwięki menu, pogłosy, echa, spowolnienie czasu – tam gdzie trzeba i ile trzeba. O ile dobrze pamiętam, to prawie wszystkie dialogi są udźwiękowione. Nowe aranżacje znanych motywów mistrza Nobuo Uematsu brzmią rewelacyjnie. Takie Aerith’s Theme sprawia, że kolana mi się uginają. Under the Rotting Pizza swoim genialnym, oddychającym basem wywołuje łezkę nostalgii, by zaraz wprowadzić posmak niepokoju. Geniusz. Mamy więc dobry scenariusz i oglądamy fajny film, który wygląda i brzmi świetnie. Ale ja chcę pograć!

Eksploracja jest liniowa i korytarzowa do bólu. Otwartego świata brak, jak nietrudno się domyślić. Mamy kilka dzielnic i nie zawsze możemy podróżować gdzie chcemy. Albo inaczej - rzadko w ogóle mamy wybór. Podobnie jest z doborem drużyny. Jest kilka chwil, kiedy gra mówi: teraz możesz złapać oddech, zrobić jakieś questy i pobiegać po tych kilku otwartych ulicach. Ciesz się tym, bo zaraz znowu zdecyduję za Ciebie, co będziesz robić i kim! I właściwie tak jest do końca.

ATB

Walka to kolejny eksperyment. Moim zdaniem udany, ale mimo to mi się nie podoba. Odbywa się w czasie rzeczywistym, jest dynamiczna i widowiskowa. Nawet się nie nudzi, ale momentami bardziej frustruje niż daje satysfakcję. Możemy odpalać czary czy umiejętności w locie ze skrótów lub otworzyć klasyczne menu komend, gdzie czas zwalnia. Wtedy czytamy statystyki wroga, wybieramy Cure czy inne Firaga i nasza postać rzuca dany czar… chyba że nie rzuca. Uniki nie dają nietykalności, a po wydaniu komendy i zużyciu paska ATB wróg może nas trzepnąć zanim animacja się skończy i tracimy cenny zasób, nie osiągając nic. Gra wyraźnie premiuje konkretny styl walki i cierpliwe wykorzystywanie okienek.

Każda grywalna postać to zupełnie inne granie. Ma swoją unikalną umiejętność, inaczej się porusza czy robi uniki. Summony odpalają się trochę na modłę FFXV – czyli gra decyduje, kiedy możemy je przywołać. Wtedy dany byt autonomicznie bierze udział w walce, a gdy jego czas w materialnym świecie dobiegnie końca, rzuca potężny czar na pożegnanie. Raz nawet uratowało mi to walkę. Przygrindować prawie się nie da, więc na wrogów, a bossów zwłaszcza, najskuteczniejszą metodą jest ta zaplanowana przez twórców. Zbytniej wolności w rozwiązywaniu problemów siłowych więc nie uświadczymy. Da się, ale zwykle to męczarnia. Postacie zdobywają poziomy, rozwijają statystyki, a materie działają mniej więcej tak jak je zapamiętałem. Inaczej jest z orężem. Broni jest raptem kilka dla każdego bohatera i trzeba je ulepszać na zasadzie drzewka rozwoju. Każda ma też inne zastosowania. Ten system znowu nie jest zły, po prostu mi nie odpowiada. Nie chciało mi się maksować wszystkich.

No ale co Ty chcesz, chłopie? Masz normalne staty, bronie, elementy, materie, summony, czary – marzenie fana FF! Na papierze – owszem. A praktyka swoje. Im dłużej grałem, tym mocniej miałem wrażenie, że twórcy nie chcą, żebym bawił się Midgarem po swojemu. Chcą pokazać mi go dokładnie tak, jak sobie wymyślili. Czy to źle? To pytanie zostawię otwarte.

Seventh Heaven

Znajdą się aktywności poboczne i trochę zadań dodatkowych, potraktowanych z taką samą dbałością o szczegóły co te z wątku głównego. Nie wszystkie porywają, ale robiłem je z przyjemnością. Oczywiście nie ominą nas mini-gierki czy proste zagadki środowiskowe. Twórcy dołożyli wielu starań, aby urozmaicić rozgrywkę mimo tego liniowego schematu. Praktycznie do samego końca dozowali nowości. Były irytujące elementy, ale najczęściej myślałem sobie „co tym razem?” uśmiechając się pod nosem. Na pochwałę zasługuje menu drużyny. Znajdziemy tam wszystko co trzeba a nawet więcej.

Midgar to koktajl wybuchowy. Ma własny, niepowtarzalny klimat, który czerpie garściami z popkultury i własnego dziedzictwa. To zestawienie wielkich telebimów przyszłości w centrum slumsów z kineskopowym telewizorkiem w domu Aerith. To wchodzenie po schodach 60 pięter w górę i rzucanie się na helikopter z mieczem. To szalony pojedynek motocyklistów pędzących autostradą. To świat i postacie, od których nie można się oderwać i rozgrywka, która potrafi doprowadzić do szału. Czy dostałem wymarzony remake? Nie. Czy śledziłem każdą scenkę z wypiekami na twarzy wiedząc, jak się skończy? Tak. Mimo wszystko uważam, że warto wyrobić sobie własne zdanie i przeżyć tę jedyną w swoim rodzaju opowieść.

Moja ocena: 7.7/10


Obrazki z gry:

Dodane: 04.08.2023, zmiany: 28.05.2026


Komentarze:

Ha! Wiedziałem, że na Ciebie można liczyć :D a taki żarcik. Mi też się podobał Fallout 3. Po prostu traktowałem to już jak inną grę, tak jak FF7Remake. Też wolę system turowy, ale jest jak jest no i doceniam pracę twórców w innych aspektach.


[Thane @ 29.05.2026, 10:51]

Mnie się bardzo podobało, nie przeszkadzały mi zmiany fabularne, a nawet mnie cieszyły. Super muzyka w walce z Sephirothem czyli przearanżowane One winged angel. Nieraz sobie puszczam.
To jest zawsze odwieczne pytanie przy remake-ach czy nic nie zmieniać fabularnie tylko odświeżyć mechaniki czy jednak pozmieniać. Tu grubo pozmieniali tworząc w sumie inną grę (inna walka, inna fabuła) Mnie to pasuje, no ale ja jestem jakiś dziwny, bo Fallout 3 też mi się bardzo podobał :P PS: Po co te +18 na screenach przecież jest ubrany :P
Lebowski


[Gość @ 29.05.2026, 10:17]

Jak dla mnie to gra ma mocno rażące w oczy zmiany scenariuszowe wzgędem orginału, a reprezentacja postaci odpłynęła mocno w cringe. Od udziecinnienia Reda XIII, przez tańczącego klubu łysych, aż do takiego - Grupa terrorystyczna wysadza reaktor, niszcząc dostawę energii do 1/8 społeczeństwa Midgar, ale w trakcie idą na misję uboczna ratowania kotków... ten pseudo-humor wbijany na siłę łamie dla mnie imersję świata.

No cóż, wizualnie piękne, ale jeśli chodzi o ogrywanie, to niestety ta hybryda FF12 z dodanym slowmotion nie przypadła mi do gustu, poza tym srogo ograniczone możliwości kombinacji materii też nie pochwalne. Skoro Square-Enix nie chce więcej turówek robić to trudno, będzie się konsumować gry innych twórców. Jest zbyt wiele gier by marnować czas na męczenie tytułów z sentymentu do serii, szczególnie gdy mogę zamiast tego ograć coś turowego jak np. Last Remnant, Lost Odyssey, Battle Chasers: Nightwar, a chociażby nawet Legrand Legacy.

Andchaos


[Gość @ 28.05.2026, 15:16]

Dla mnie ogromne rozczarowanie. Zrobili action rpg z turówki, przez co dla mnie ten tytuł jest kompletnie niegrywalny. Bliżej tej grze do platformówki niż prawdziwego rpg. Trzeba było po prostu dać nową grafikę i nic nie ruszać. Lepiej zagrać w oryginał z modami z 7th Heaven.


[Gość @ 28.05.2026, 11:56]

Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?