Dragon Quest VIII: Journey of The Cursed King
Dragon Quest VIII: Sora to Daichi to Norowareshi Himegimi (JAP)
Dragon Quest VIII: Journey of the Cursed King
Wydania
2004()
2005()
Ogólnie
Najnowsza odsłona chyba najpopularniejszej w Japonii serii rpg (niektórzy twierdzą, że nawet popularniejszą niż Final Fantasy!) ukazała się również w języku angielskim. Ucieszą się z tego faktu zwłaszcza miłośnicy humoru w rpg, Akiry Toriyame (znany rysownik japoński - to ten od Dragon Ball) oraz ogólnie wszyscy którzy lubią przy grach spędzać wiele wiele godzin.
Widok
3d
Walka
turówka

RECENZJA

Dragon Quest swoją popularnością w Japonii przewyższa nawet sławnego Final Fantasy, natomiast poza nią rozszedł się bez większego echa. Tym razem autorzy postanawiają to zmienić, gdyż jest to debiut serii zarówno na konsoli PlayStation2 jak i w pełni trójwymiarowym środowisku i moim zdaniem ich cel został w pełni osiągnięty.

Zaczyna się całkiem prosto: zły czarnoksiężnik Dhoulmagus podstępem wkrada się na dziedziniec zamku Trodain i kradnie legendarny artefakt posiadający niewyobrażalną potęgę zdolną zamienić wszystko w pył. Większość służby ulega działaniu klątwy, a jedynymi, którzy przeżyli są Król Trode zamieniony w małego ogra, księżniczka Medea w formie dostojnego rumaka oraz pewien członek straży zamkowej - główny bohater tejże opowieści. W niedługi czas po tych wydarzeniach cała trójka w towarzystwie napotkanego po drodze, niezbyt dobrze wychowanego bandyty Yangus'a wyrusza w pościg za złoczyńcą, po drodze mijając wiele miast i krain.

Jakiś czas poźniej dołączy do nas również władająca magią Jessica, młoda, skąpo ubrana kobieta o dużych... atrybutach ;] oraz Angelo, templariusz, który bardziej interesuje się hazardem i podrywaniem kobiet niż swoimi obowiązkami wobec zakonu. Fabuła z punktu widzenia każdego erpegomana może wydać się mało interesująca, ale zapewniam wszystkich, że tak nie jest. To właśnie dobór zwariowanych i dobrze zaprojektowanych postaci oraz masa wątków pobocznych sprawiają, że nie możemy się oderwać i przestać myśleć co się wydarzy dalej.

W dodatku wszystko zostało okraszone wspaniałą oprawą graficzną i chyba nie zgrzeszę jeśli powiem, że jest to jedna z najładniej wyglądających gier na tą konsolę. Postaci zostały zaprojektowane przez znanego, głównie fanom 'Dragon Balla' Akire Toriyame, a wprowadzone w ruch przez studio 'Level 5' znane głównie z serii Dark Cloud. Całość prezentuje się przepięknie od zróżnicowanych terenów, po których dane nam będzie się przechadzać [a jest ich sporo: łąki, lasy, pustynie, góry pokryte śniegiem, jest na czym zarzucić oko podczas podróży pomiędzy miastami] przez miasta, każde odmienne i tętniące swoim własnym życiem aż po naszych wysoko wydetalowanych i świetnie animowanych bohaterów, na przeciwnikach kończąc.

Potwory nie zmieniły się od czasów poprzednich części. Nadal mamy śmiejące się od ucha do ucha 'glutki', czy też zdesperowane Impy bezustannie próbujące rzucić potężny czar mimo faktu, że nie posiadają wystarczającej ilości MP. Ponadto każdy z nich ma swoją 'osobowość'. Dla przykładu potwory z rodziny kotowatych zamiast walczyć wolą turlać się po podłodze czy też dzieci kałamarnic, które opuszczają pole bitwy wołane przez swoją mamę. Skutkuje to tym, że momentami zamiast walczyć przyglądamy się wrażym jednostkom nie mogąc wyjść z podziwu ile graficy włożyli w nie życia.

Lecz nie można gapić się w nieskończoność na ekran, czas powalczyć. Bitwy odbywają się w turach: najpierw wydajemy wszystkim rozkazy, a następnie oglądamy przebieg walki. Oprócz standardowych komend typu 'Attack' czy 'Magic' można wyróżnić 'Psyche-Up'. Użycie jej podczas walki skutkuje naładowaniem złości przez naszego herosa, a następnie uwolnienie jej by zadać jeden ale za to potężny cios.

Na osobny akapit zasługuje system umiejętności. Otóż za każdym razem gdy zyskamy dodatkowy poziom przydzielana jest nam określona ilość tzw. 'Skill Points'. Każda postać może je wykorzystać na umiejętności lepszej walki określoneji czterema typami broni [każdy ma do wyboru inne]. Dzięki temu określona broń zadaje więcej obrażeń i z czasem możliwe zostaje użycie ataków specjalnych. Ostatnia, piąta rubryka, w którą możemy inwestować to unikalne zdolności. Jessica chyba posłuży tu za najlepszy przykład: jej specjalność to 'sex appeal' :>. Polega ona na tym, że przeciwnicy tracą przy niej zmysły i wpatrują się jak w obrazek, co oczywiście podstępnie wykorzystujemy.

Uwierzcie mi, nie ma nic lepszego od straconej kolejki przeciwnika, szczególnie gdy walki są trudne. Przed pójściem do jakiegokolwiek dungeonu trzeba przynajmniej pół godziny poświęcić na podszkolenie naszej drużyny, inaczej wyprawa może się zakończyć jeszcze szybciej niż się zaczęła. Początkującym graczom radzę wybrać inną grę, bo mogą szybko się zniechęcić. Z drugiej jednak strony walki nie są monotonne. Nie znajdziemy tutaj walk typu 'wciskaj X i pojedynek się skończy', każdy ruch należy dokładnie zaplanować i przemyśleć. Również w grze został zaimplementowany system dnia i nocy, więc jeśli planujesz opuścić miasto po zmroku, przygotuj się na ciężką podróż.

Z tego wszystkiego całkiem zapomniałem o muzyce, która pomimo kilku malutkich wad idealnie stwarza baśniowy klimat. Nasze uszy zostały uraczone całą gamą dźwięków. Mamy pozytywne i skoczne melodie w miastach, podczas eksploracji świata natomiast towarzyszą nam spokojne dźwięki momentalnie przeradzające się w zagrzewająca do walki muzykę podczas starć. W podziemiach za to usłyszymy spokojną, acz groźną muzykę informującą nas o zagrożeniach czyhających za każdym rogiem. Dodatkowo pod niektóre osoby podłożona została masa zróżnicowanych głosów. W większości pasują one idealnie i jeszcze lepiej pozwalają nam poznać świat nas otaczający.

Przygoda jest długa, stracimy na nią ponad 50 godzin przy normalnym przejściu, bez wykonywania opcjonalnych questów takich jak tworzenie nowych przedmiotów wykorzystując alchemię, poszukiwanie małych medalionów dla zwariowanej księżniczki, łapanie potworów i wystawianie ich na arenie walk i wiele innych. Jednym słowem gra oferuje wiele smaczków, a po przejściu możemy obejrzeć sobie dodatkowe zakończenie ładując jedynie zapisany stan gry.

Podsumowując, Dragon Quest VIII: Journey of the Cursed King jest grą klasyczną czerpiącą wiele ze swoich poprzedników i nie wnoszącą wiele nowego na polu gier RPG. Mimo to gra się w nią wspaniale - szczególnie dzięki wspaniałej oprawie oraz wciągającej historii o czterech śmiałkach próbujących stawić czoła złu. Jest to definitywnie kawał porządnego RPG dostarczający zabawy na wiele godzin. Oby więcej takich gier!

Na dobre: wspaniała grafika, muzyka, nie zawsze przyzwoity humor, prosta aczkolwiek wciągająca fabuła

Na złe: trudne walki mogą odstraszyć początkujących, nie wszystkim przypadnie do gustu klasyczna rozgrywka

Fabuła: 9
Grafika: 10
Muzyka: 9.5
Rozgrywka: 8.5
Ogółem: 9.3


Autor: 5


RECENZJA

Dragon Quest należy do najbardziej znanych serii jrpg w historii. Japonia szaleje na punkcie kolejnych odsłon, które już przed wyjściem na rynek otaczane są swoistym kultem. Zachód natomiast cechowała większa ostrożność w ocenie tych tytułów. Najlepszym przykładem jest tutaj część VII, która pod koniec ery Playstation zaprezentowała jakość grafiki godną pierwszych tytułów na SNESa. Mimo zebrania dość dobrych recenzji nie miała szans w konkurencji z ostatnimi wielkimi rpgami tamtego okresu. Niestety żadne argumenty nie mogły tłumaczyć prezentowanej graficznej żenady. Sami twórcy zdali sobie sprawę z lekkiej przesady w hardkorowości tytułu, część ósma na PS2 miała już dysponować oprawą godną nowej ery konsol.

15 h
Efekt większego nacisku na prezencję tytułu uderza od pierwszych minut. Nie bez przesady można nazwać DQ8 jedną z najładniejszych gier swojej epoki. Jej siła w tej kwestii nie tkwi w świetnych teksturach, wysokiej rozdzielczości czy ogromnej liczbie wielokątów. Głównym atutem jest własny, niepowtarzalny styl, który przejawia się na ekranie w każdej postaci. Bohaterowie, potwory, urocze wioski i tętniące życiem miasta - wszędzie widać rękę kapitalnego grafika trzymającego pieczę nad oprawą tytułu. Mowa tu oczywiście o Akirze Toriyama, znanego szczególnie fanom Dragonballa. Mimo pewnych uproszczeń, wymuszonych możliwościami konsoli, DQ8 do dziś prezentuje się wyśmienicie.

Nie mniej efektowna jest oprawa dźwiękowa. Muzyka w wykonaniu orkiestry brzmi fenomenalnie, jednak niczego mniej nie można było się spodziewać po legendarnym kompozytorze Koichim Sugiyama. Co bardziej dziwi, to kapitalne - jak na warunki jrpg - podłożenie głosów. Fani japońskiego dubbingu nie mają tutaj powodów do narzekań, tym razem nie dane im będzie wysłuchiwać amerykańskiej miernoty. Lokalizacja miała miejsce w Wielkiej Brytanii - co słychać w każdym wypowiadanym dialogu. Postacie mówią z przeróżnymi angielskimi akcentami, świetnym przykładem jest tutaj jeden z bohaterów - Angus. Slang żywcem wyjęty z East Endu w ustach tego byłego rozbójnika to jedna z najlepszych kreacji z jaką miałem okazję się spotkać w jrpg. Jednym słowem w DQ8 do czynienia mamy z niezwykle starannie przemyślaną lokalizacją.

Stojąca na wysokim poziomie oprawa graficzno-dźwiękowa zapewnia przyjemne wkroczenie w świat DQ. Tym razem dane jest nam śledzić losy króla zaklętego w żabopodobnego trolla (tak! :>) i eskortującej go grupy śmiałków. Pogoń za człowiekiem odpowiedzialnym za klątwę zaczyna się dość niewinnie, z czasem jednak staję się epicką wędrówką przez kilka kontynentów pełnych zamków, miast, zapyziałych wiosek i oczywiście niebezpiecznych bestii. Fabuła należy do gatunku "uroczych" (!), nie ma tu wielkich zwrotów akcji, nadętej pompatyczności, skomplikowanej filozofii. Jest to zwyczajnie ładna, opowiedziana ze smakiem baśń, z głównymi bohaterami, których nie sposób nie polubić (szczególnie króla "żaby" i wspomnianego Angusa). Nie bez podstawy jednak jest twierdzenie, że w DQ8 "stare" miało spotkać się z "nowym". Godna PS2 oprawa kryje w sobie system, który nie zmienił się z grubsza przez te wszystkie lata. Aby poznać co to oznacza dla grywalności przy grze spędzić trzeba znacznie więcej niż 15 h czasu.

30 h
Cały urok budowany przez pierwsze dni obcowania z grą zostaje zaprzepaszczony wraz z upływającymi godzinami. Po dłuższym zastanowieniu mogę sformułować dwa potężne zarzuty przeciw DQ8, a dotyczą one eksploracji świata i ogólnie systemu (walki i rozwoju postaci).

Jak na ogromne pieniądze wpakowane w tytuł niektóre rozwiązania zaskakują skrajnie negatywnie. Świat, który przed drużyną stoi otworem, składa się z wielkiego obszaru - 3 kontynentów i archipelagu wielu wysepek. Potencjał eksploracji nie zostaje jednak wykorzystany nawet w małym procencie. Oprócz ważnych lokacji, jak miasta i podziemia, świat jest zwyczajnie pusty! Bardzo rzadko zdarzy się leżąca w lesie skrzynka, czasem drużyna napotka nietypowego potwora, oprócz tego jednak oddanie się penetrowaniu zakamarków nie ma większego sensu. Jeśli nie znuży gracza jednostajność zwiedzanych rejonów, na pewno zrobią to losowe batalie (o nich później). Twórcy usilnie próbowali stworzyć iluzję ogromnego i pełnego niespodzianek świata, jednak jeśli popatrzy się na efekt końcowy można przyjąć, że równie dobrze można było upchać wszystkie ważne miejsca na zaledwie skrawku stworzonego terenu.

Potknięcie to można by jeszcze przełknąć, gdyby nie system pełniący rolę coup de grace dla cierpliwości gracza. Zacznijmy od walki, ta jak w starszych odsłonach toczy się w klasycznie w turach. Początkowo prostota systemu nie bije strasznie po oczach, jednak wraz z zaliczeniem powiedzmy 400 losowych starć (ach te statystyki!) na wierzch wychodzi katastrofalne, dla jakiejkolwiek formy rozrywki, poczucie strasznego znużenia. Zróżnicowanie potworów jest spore i dysponują znaczną ilością umiejętności mających na celu utrudnienie życia bohaterom. Problem leży w zasadniczo niewielkim arsenale możliwych taktycznych zagrań aby sobie z tymi zagrożeniami poradzić. Ta wada łączy się ściśle z rozwojem postaci, jest on zwyczajnie w pewnym etapie gry zbyt powolny, co wymusza przez wiele godzin używanie tych samych umiejętności. Zdobycie upragnionego poziomu natomiast może wcale nie wystarczyć do poszerzenia wachlarza dodatkowych zagrań! Nie można też zapomnieć o często nieprzydatnych atakach. Aby nie być gołosłownym, takiego "Steal Scythe" Angusa użyłem bez mała z 500 razy, zadziałał (tzn. skradł potworowi przedmiot) dosłownie w 2-3 przypadkach! Instrukcja nie przedstawia żadnej pomocy w tej kwestii, więc jeśli korzystałem z tego potencjału w nieprawidłowy sposób i tak nie dowiem się gdzie i jak popełniłem błąd. Wielka ilość losowych batalii wymusza oglądanie setki razy (świetnych swoją drogą) tych samych animacji ataku czy użycia umiejętności. Płynne i pełne fajerwerków walki przez pierwsze godziny gry są jeszcze podniecające, z czasem jednak system zwyczajnie pozostaje w miejscu, a zmieniają się jedynie kolejne pokraki do uśmiercenia. Stopień trudności walk jest różny, tak też pierwszy boss jest bardzo ciężki bez grindowania postaci, kiedy kolejni ulegają drużynie w miarę łatwo.

Z potworami jest inny głęboki problem tzn. całkowicie nieadekwatna wartość xp w porównaniu do zagrożenia ze strony bestii. Zarzut jest to chyba najpoważniejszy, gdyż ma on wpływ m.in. na wymuszone pakowanie i powolny wzrost postaci. Gra mianowicie zachęca do bicia stworów znacznie słabszych od drużyny. Przykładowo, grupa przeciwników, do której zmiecenia wystarczy kilka ataków, sama zadająca minimalne obrażenia, potrafi być warta powiedzmy 300 xp. (nie muszę chyba podkreślać, że takie starcie nie należy do zbyt podniecających?). Wyprawa natomiast na bardzo silne potwory, kiedy sytuacja ulega odwróceniu i to drużyna musi heroicznie walczyć o przetrwanie, jest zwyczajnie nieopłacalna! Raz po walce z diabełkami dysponującymi umiejętnością zadania natychmiastowej śmierci otrzymałem niewiele więcej niż 400 punktów. Drużyna wypociła się bardziej niż przy starciu z ostatnio napotkanym fabularnym bossem, nie dostając za to żadnego bonusu, ani w postaci dużej ilości doświadczenia czy też dobrego przedmiotu. Weterani pamiętają zapewne bazyliszki w Baldur's Gate, wczesna wyprawa na te śmiertelnie groźne stwory była tak kusząca właśnie dzięki wabikowi ogromnego przyrostu xp!!

Gra stara się zamydlić oczy kilkoma rodzajami dodatkowych zajęć i minigierek. Najciekawszym pomysłem jest tutaj alchemia, jednak system tworzenia przedmiotów jest zbyt restrykcyjny i często nielogiczny... Przykładowo niektóre ziółka przez połączenie dwóch egzemplarzy możemy zmieniać w ich silniejsze wersje, a przy innych nie ma zwyczajnie takiej opcji. System alchemiczny nie zna żadnych ułatwień, nie pokazuje jakie kombinacje przedmiotów są możliwe, przez co zamienia się w to próby łączenia wszystkiego ze wszystkim!! Przypomina mi to stare przygodówki na PC, i to w tym najgorszym sensie! Niektóre przepisy można zdobyć przeszukując półki z księgami, jednak pewne przedmioty, często potrzebne do stworzenia silniejszych, zwyczajnie wymagają nużących, irracjonalnych eksperymentów. Dołóżmy do tego kilkusekundową animację przedstawiającą odrzucenie czy też szczęśliwie przyjęcie składników przez magiczny kociołek (a czeka nas ten widok setki razy) i mamy pełny obraz tego niedopracowanego elementu rozgrywki. Co najgorsze, gra swoim stopniem trudności wymusza używania alchemii, gdyż bez tego zdobycie większej ilości gotówki czy lepszych przedmiotów jest bardzo trudne i wymaga - zgadłeś - jeszcze dłuższego czasu poświęcanego na grindowanie.

Kolejną mini grą, a raczej ich zestawem, są wizyty w kasynach. Tutaj gra przechodzi już wszelkie granice. Weźmy przykładowo bingo - cholernie powolne losowanie kolejnych numerków to bez przesady jedna z najnudniejszych wstawek w historii gier jrpg. Co będzie w DQ9? Lotto i jedna na 13 milionów szansa wygranej? Nie wspominam już nawet o popierdółkowatym zbieraniu medali poukrywanych po całym świecie w przedziwnych miejscach. To jest mini quest pełną gębą, tylko że na poziomie Mario! (bez obrazy dla tych kapitalnych platformówek).

35 h
To zdecydowanie kres moich możliwości, znużenie walkami i niedociągnięcia systemu nie pozwolą mi na ujrzenie końca ciekawej historii króla Żaby (co najwyżej na YouTube). Mam wrażenie, że twórcy głównie nie poradzili sobie z ideą otwartego świata, mimo pozornie wielu możliwości gra zmusza odbiorcę do obrania pewnej, określonej z góry, drogi (również w rozwoju postaci). Dodatkowe questy okazują się prawie że obowiązkowe, a stary system nie utrzymuje świeżości przez planowane dziesiątki godzin zabawy (?). Moim zdaniem gra zyskałaby znacznie gdyby skumulowano wszystko co najlepsze w MAKSYMALNIE 20-25 h. A tak gra została rozwleczona niemiłosiernie, przez co traci nie tylko grywalność ale także tempo opowiadanej historii. Do tego z czasem dochodzi kolejny kłopot - niewielka ilość utworów! Coś co początkowo brzmi kapitalnie stopniowo zaczyna działać na nerwy. Głównie zużyte do granic przyzwoitości są motywy zwiedzania świata jak i walki tamże. Kolejny dowód na brak treści potrzebnych do wypełnienia planowanych 50 h gry.

Dragon Quest VIII świetnie pokazuje problemy jrpg na przełomie dwóch generacji. Nie bez powodu serie takie jak Shadow Hearts, Tales of..., Kingdom Hearts czy nawet Final Fantasy (XII) wprowadzają pewne nowości, odchodząc od turowych tradycji jrpg ery 8 i 16 bitów. Tak jak PC-tom potrzebny był Fallout i Baldur's Gate aby całkowicie odświeżyć gatunek tak też i konsolowi jego przedstawiciele muszą usprawniać stare rozwiązania, czy też wdrażać całkowicie nowe. Dragon Quest żyje w innej epoce i coś co początkowo wydaje się zapachem starej, arcyciekawej książki okazuje się trupim fetorem rodem z krypty. Nie polecam.

Ocena po pierwszych 10 h grania : 9/10
Ocena końcowa: 5/10 (a to i tak tak wysoko dzięki postaciom i lokalizacji)


Autor: 3

2 4.0

Obrazki z gry:
Dragon Quest VIII: Journey of The Cursed King (Playstation 2) Nie mylicie się - mordki prawie jak z Dragon Ball! Ciekawa, komiksowata grafika. Nasi starzy dobrzy znajomi - aż trudno uwierzyć że to PS2 :) A teraz dla zmylenia przeciwnika - współczynniki. I jedna strona z encyklopedii potworów.

Dodane: 27.02.2006, zmiany: 07.12.2013


Komentarze:

Ta druga recenzja jest beznadziejna a ocena z dupy!


[Gość @ 21.05.2018, 20:58]

No system to się raczej od pierwszej części niewiele zmienił i to jest właśnie siłą tej serii bo w japonii dorównuje ona popularnością finalowi


[Gość @ 10.04.2017, 11:31]

Wspaniała gra na długie godziny , świetny jrpg jakich teraz brakuje niestety ten gatunek wymiera nawet final fantasy zmieniło się w jakiegoś niegrywalnego potwora jedyny minus to trochę za archaiczny system walki przydało by się trochę podrasować bo nie zmienił się od 4 częsci a może i wcześniej nie wiem bo nie grałem w pierwsze 3 epizody po za tym polecam tą grę wszystkim fanom jrpg .


[SolidSnake @ 05.04.2016, 21:34]


Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.