Crystal Dragon
Wydania
1994()
Ogólnie
Jeszcze jeden dungeon crawler - wydany tylko i wyłącznie na amigę i może dlatego niezbyt dobrze znany szerszej publiczności - a jak piszą Rankin i Cholok- szkoda, bo gra w swoim gatunku po prostu bardzo ale to bardzo dobra!
Widok
FPP
Walka
czas rzeczywisty

RECENZJA

Programiści z Magnetic Fields, znani wcześniej ze świetnej serii wyścigów Lotus, wzięli się za rpg. Zrobili to nieco za późno, gdyż gry w stylu Dungeon Mastera odchodziły już do lamusa ustępując modzie na 3d. Gdyby gra wyszła trochę wcześniej, mogłaby święcić triumfy. Nie pomogło jej także bankructwo Commodore oraz brak wsparcia dla nowszych Amig, czyli kości graficznych AGA. Trzeba jednak przyznać, że gra jest świetna w swoim podgatunku. W moim prywatnym rankingu na Amidze przoduje gra Black Crypt, a na pewno nie tylko w moim, ponieważ znam dwie gry inspirowane tym tytułem. Pierwsza to Evil's Doom, zaś druga to właśnie Crystal Dragon i to w dużo większym zakresie. Poznać to po zastosowaniu identycznych rozwiązań począwszy od ekwipunku (te skrzyneczki i worki), znaczników działających czarów, systemu jedzenia i zmęczenia, sposobie ubierania postaci (3 warstwy) czy ustawiania lidera. Twórcy nie tylko skopiowali te rzeczy, ale też sporo ulepszyli, co powinno dać teoretycznie lepszą grę, jednak jest w tym niewielka łyżka dziegciu, ale o tym później.

Najczęściej fabuła w dungeon crawlerach jest mało istotna i tutaj też tak jest. Jest wprowadzenie w postaci przeciętnego intro (plansze z napisami przeplatane obrazkami lekko animowanymi), więcej można poczytać w instrukcji. W skrócie, musimy zabić niejakiego Ariatha. Aby to zrobić musimy zdobyć potężny artefakt, czyli figurkę kryształowego smoka, a następnie zniszczyć twierdzę, gdzie to wszystko się znajduje. W zasadzie nic odkrywczego, ale w tej grze nie oto chodzi. Istotą rozgrywki jest walka oraz rozwiązywanie zagadek. Nie mam na myśli zagadek w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale kto grał w Dungeon Mastera, ten wie o co chodzi. Zaczynamy od stworzenia drużyny. Wybieramy z grona gotowych postaci tylko dwóch i to jest moim zdaniem największa wada gry. Każda postać ma swoje współczynniki (można je nieco zmodyfikować), początkowy ekwipunek oraz co najważniejsze klasę postaci. Rozsądek nakazuje wybrać jedną osobę władającą orężem, a drugą obeznaną w sztukach magii. I najlepiej jest tak wybrać, ale klas jest 6: wojownik, złodziej, assasyn, mag, kleryk i paladyn. Inaczej niż gdziekolwiek, tutaj każda klasa może czarować, nawet wojownik. Z tego względu bardziej istotne są współczynniki. Sama klasa decyduje o ich rozlosowaniu, posiada także tzw. bonusy klasowe np. kleryk zadaje więcej obrażeń obuchami. Złodziej może używać wytrychów oraz okradać przeciwników, zaś assasyn rozbrajać pułapki (niemagiczne). Mag może walczyć orężem, ale szybko będzie się męczył. System magii jest jednak całkiem inny od tego z Black Crypt. Każda postać ma własną księgę czarów podzieloną na 4 żywioły. Każdy żywioł ma miejsce na 6 czarów. Tak miejsce, bo zaczynamy z pustą księgą. W lochach znajdujemy zwoje i wpinamy je do księgi czarów. Trzeba to robić ostrożnie, bo czarów jest dokładnie tyle ile wolnych miejsc. Dość daleko w grze znajdziemy jednak jeszcze starożytne zwoje z bardzo potężnymi czarami i wtedy może okazać się, że brakuje miejsca na wpięcie tychże czarów. Tutaj mag wykazuje przewagę, że może wpinać czary o wyższym poziomie niż własny. Jest też specjalny zwój, który pozwoli wpiąć czary starożytne do księgi każdego bohatera, ale znajdziemy go bardzo późno. Praktycznie nie trzeba wybierać drużyny tylko od razu wcisnąć done, wtedy wczytamy drużynę domyślną o ulepszonych parametrach.

To teraz wybieramy stopień trudności i jazda. Jednak faktem jest, że łatwy stopień trudności nie jest łatwy. Grałem na łatwym, a ilość zgonów była zatrważająca. Bo ten stopień obniża tylko punkty życia potworom, a nie siłę ataków. Kilka czarów i jesteśmy bez many, zdani tylko na oręż. Generalnie z początku wydaje się niezbyt trudno, ale spokojnie. Z czasem będzie, zwłaszcza w momencie pojawienia się beholderów. Wtedy liczba odwrotów wzrośnie bardzo szybko. Poziom łatwy ma jeden istotny plus, czar magiczna mapa jest aktywny cały czas i nie zajmuje miejsca w księdze czarów. Poziom trudny istotnie zwiększa punkty życia potworom i usuwa wskazówki dostępne w czasie pauzy.

Rozgrywka to głównie rozwiązywanie puzzli przerywane dosyć często eksterminacją potworów. Najczęściej poszukiwanym przedmiotem są klucze oraz przyciski na ścianie. Automapa bardzo tutaj pomaga, jest dość dokładna, zaznacza nisze, otwarte drzwi czy źródła wody, wszystko za wyjątkiem właśnie przycisków. Więc oglądanie każdej ścianki jest wysoko wskazane. Na początku warto też opukiwać ściany, a nuż to iluzja. Fajny motyw jest w momencie wejścia w taką ścianę. Wtedy iluzja znika na zawsze. Stosunkowo szybko zdobywamy czar True Sight, co pozwoli usunąć ten problem. Aby nie było za łatwo, nasi bohaterowie muszą się pożywiać. I nie ma żadnego czaru Create Food, choć w zasadzie jest starożytny zwój podnoszący poziom sytości, ale w praktyce jest on późno dostępny i zajmuje miejsce na lepsze czary. Głównym dostarczycielem jedzenia są szczury, ale uwaga, czasem powodują choroby, a żywe umieszczone w plecaku wyżerają zapasy pożywienia. Trzeba też zadbać o poziom wody, opróżniając znalezione źródełka (mają ograniczoną ilość łyków i czasem są zatrute lub odwrotnie, leczące). Z innych typowych przeszkadzajek mamy zapadnie (często ruchome), magiczne blokady (rozpraszane czarem Dispel), no i oczywiście pułapki. Często można spotkać przeklęte przedmioty, często dobre, ale nie można ich zdjąć po założeniu bez pomocy odpowiedniego czaru. No i jeszcze musimy stale używać oświetlenia (czar Light lub pochodnie, istnieje też magiczna niezużywalna pochodnia). Puzzle wydają mi się trudniejsze niż te w Black Crypt, często są wielopoziomowe, klucze są wielokrotnego użytku, więc nawet weteranów może spotkać niespodzianka.

Teraz kwintesencja gry, czyli walka. Przeciwników jest ponad 20 gatunków, część z nich używa magii, co inteligentniejsze umieją otwierać drzwi i chodzić po schodach. Przeciwnicy z tarczami mogą blokować ataki (my zresztą też). Zdarzają się miejsca, gdzie każde pole w komnacie zajęte jest przez wroga. Ogólnie walk jest dużo i często z dużymi grupkami wrogów. Nasza postać może otrzymać ciężkie rany, które trzeba uleczyć odpowiednim czarem lub miksturą. Poziom zatrucia i chorób reprezentują odpowiednie paski, więc do pełnego wyleczenia potrzeba czasem kilku łyków lub czarów. Przeciwnicy czasem używają ciekawego czaru Confuse, powoduje on zaburzenia ruchu, co uniemożliwia taktykę tańca wokół wroga. W tej grze walczący stoją na tym samym polu co odróżnia ją od pozostałych i nieco zaburza stosowanie tej taktyki. Interesujący jest też czar Lightning, rzucenie go powoduje odbijanie się pioruna od przeszkód, więc po rzuceniu go trzeba natychmiast się usunąć z toru lotu w celu uniknięcia obrażeń. Najmocniejszym czarem jest Hold Evil, który zatrzymuje czas, ale jest to starożytny czar, więc bardzo późno dostępny. Podobnie jak w Black Crypt trzeba będzie pokonać bossów, są niezwykle mocni, a po nich są poziomy pełne smoków czterech żywiołów. Dopiero po ich pokonaniu znajdziemy zwój wpinania starożytnych zwojów, a więc w tym kontekście wybór maga jest całkowicie na miejscu.

Gra jest dopracowana w szczegółach. Każda mikstura jest liczona w łykach. Niektóre drzwi można wyważyć. Lina ma swoją długość, a więc zejście do dziury może zakończyć się upadkiem, gdy okaże się, że dziura jest 4-poziomowa, zaś przy upadku może wypaść z rąk miecz lub co gorzej pochodnia. Przedmioty trzeba zidentyfikować (a nuż byle jaka kość okaże się teleportacyjną różdżką), a to potrafi tylko postać z wysoką mądrością lub odpowiednim czarem. Podobnie jest z runami. Zużytych magicznych przedmiotów nie warto wyrzucać, bo później można je naładować używając czaru Recharge. Takie rzeczy można wymieniać godzinami.

Dobra, czas na audio video. Grafika jest świetnie pixelowana, trochę szkoda, że nie korzysta z trybu EHB. Przedmioty są ładnie narysowane, podobnie przeciwnicy, szkoda tylko, że tak mało klatek animacji (!). Kolorystyka jest nieco szarobura, nie tak kolorowa jak w Black Crypt, ale też nie taka zła jak w Knightmare. Audio jest całkiem w porządku. Muzyczka na początku, później już tylko efekty dźwiękowe, ale to akurat zrozumiałe, trzeba się orientować w terenie za pomocą odgłosów. Niekiedy efekty dźwiękowe są źle dobrane vide smoki.

A teraz będę się czepiał. Zbyt mało rodzajów przeciwników i zbyt mało rodzajów teksturek na ścianach. W sumie jest to mniej więcej porównywalne do innych tego typu gier, ale tutaj są 23 poziomy, a każdy ma kilka głębokości, więc rozpiętość gry jest o wiele większa, co powoduje gorsze procentowo statystyki. Ściany są praktyczne gołe, a pamiętamy Dungeon Mastera, tutaj jakiś hak, tam pochodnia czy ślady po pazurach. Brakuje tego elementu wystroju. Ciency są bossowie pod względem wykonania. Pierwsi czterej to cztery siostry czarodziejki o różnych umiejętnościach, a de facto to czterech tych samych bossów. Następny jest Dragonlord, jedyny porządny. W porównaniu do Black Crypt to jednak mizeria. Nie są to duże wady, ale dlatego też gra nie przebija Black Crypt czy Beholderów. Całą resztę jednak zostawia w tyle.

Moja ocena: 4/5


Autor: 4


RECENZJA

Nie przepadam za dungeon crawlami. Chociaż wolę je od RPG balduropodobnych (przy okazji: ostatnio mam wrażenie że Bioware miało zamiar zrobić zwykłego RTS ale po drodze "jakoś" wyszła im cała seria RPG :P), to do dobrych dc mogę zaliczyć niewiele pozycji. Właściwie to tylko Avalony na Amigę i Eye of Beholder 2 na PC. Cała reszta (Dungeon Master, pozostałe beholdery, Abandoned Places...) niezbyt mnie rusza. Co prawda powiedziano "szukajcie a znajdziecie", no i - znalazłem Crystal Dragon :).

Storyline CD, podobnie jak w innych dcrawlach jest niemal nieobecny w trakcie rozgrywki. Ot, zły mag zbudował sobie fortecę wokół skarbca smoka, a gracz ma tego maga ubić. Standardzik :). Tak więc po obejrzeniu intra (może nie jest genialne graficznie ale jakoś spełnia swoją rolę) należy utworzyć swoją drużynę. CD odstaje tu od reszty dungeon crawlów bo po pierwsze, podobnie jak w Abandoned Places 2, postacie są właściwie gotowe (tu jeszcze możemy im nieco przelosować lub zmodyfikować statystyki i imię), a ponadto drużyna będzie jedynie dwuosobowa (!) i nie zanosi się na to aby było więcej. Jak dla mnie to całkiem spory plus, bo gra jest dość dobrze zbalansowana, a dzięki ograniczeniu postaci nie musiałem chaotycznie klikać na kolejne ikonki broni. BTW, wśród portretów znalazł się nawet zulus O_o. No cóż; po zakończeniu wyboru (ważne jest aby zużyć wszystkie bonusowe punkty na statystyki bo inaczej po prostu wyparują, znaczy punkty wyparują) przed graczem czeka pierwsza w miarę prosta zagadka w postaci drzwi otwieranych przez odpowiednią kombinację przycisków. Zaraz po wejściu rzeczone drzwi zatrzaskują się - i już nie ma odwrotu, trzeba rozwiązywać kolejne zagadki, schodzić na kolejne poziomy lochów, zbierać kolejne poziomy doświadczenia, wszelkie fanty, no i wyrzynać w pień hordy wrogów.

Owszem, wszystko to już było, ale Crystal Dragon wyróżnia się z tłumu: po pierwsze, jako jeden z niewielu posiada tak bardzo rozbudowaną interakcję: można opukiwać ściany, wyłamywać (niektóre) drzwi, czytać wszelkie napisy i zwoje, dzielić inwentarz na torby, korzystać z wszelkich rzeczy napotkanych w podziemiach; ba, można nawet złapać szczura i schować do inwentarza (co może się przydać - ale jeśli nieopatrznie włoży się go obok jedzenia to można się z pożywieniem pożegnać - za to szczur nieco :) przytyje). Ponadto te i wiele innych rzeczy przyjmuje się naturalnie, bo interfejs CD jest chyba najlepszy z możliwych - wszystko jest pod ręką i osiągalne zaledwie kliknięciem myszki, i to nie poprzez jakieś sztuczne zestawy menu (wyjątkiem jest magia, ale w tym wypadku wolę mieć nazwę zaklęcia niż jakąś tajemniczą ikonkę). Po trzecie, poziomy i przeciwnicy są tak przemyślnie ustawieni że choć nie należą do łatwych - acha, przed grą można też wybrać poziom trudności! - to motywują do dalszej gry (a nie plucia - kaszką =) - ze złości).

Graficznie Crystal Dragon prezentuje się powyżej przeciętnej. Wszystko w interfejsie jest ładnie stylizowane i szczegółowe, wrogowie również wyglądają w miarę dobrze, a mapa (zaklęcie) jest naprawdę przydatna. Udźwiękowienie również nie zostało potraktowane po macoszemu, choć niestety muzyka przygrywa jedynie podczas intra i tworzenia postaci - niestety bo jest naprawdę fajna i klimatyczna.

Crystal Dragon polecam właściwie wszystkim którzy zagrywali się w Beholdery czy inne Dungeon Mastery aby zobaczyli jak można to było zrobić jeszcze lepiej :).

Plusy:
+doskonale wyważona rozgrywka
+ładna grafika
+prześwietny interfejs
+wielkie lochy (dla jednych)

Minusy:
-kolejny dungeon crawl (dla drugich)
-pewna wyjątkowo denerwująca zagadka na 2 poziomie
-przeciętne intro

Ocena: 5-/5

Song dnia: Richard Joseph - "Into the wonderful" (Gods)


Autor: 5

2 4.5

Obrazki z gry:
Beholder kontra dwóch naszych herosów. Poradzimy sobie i z Thorem. Chyba najfajniejszy potworek w grze. Szkoda tylko, że tak mało ich rodzajów. Prawie edną czwartą widzicie na naszych obrazkach :). Po prawej - księga czarów. Tworzymy postać. I ją ubieramy.

Dodane: 10.03.2006, zmiany: 21.11.2013



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.