World of Warcraft

Wydania
2004()
Ogólnie
Gra już teraz okrzyknięta mmorpgiem wszechczasów. Jak pisze pod spodem Yoghurt "WoW to RPG, zbliżający się do ideału rozgrywki online- stawiając na współpracę wielu graczy, pozwalając na ogromne możliwości konfiguracji postaci i umożliwiając przebycie niezmierzonego, zróżnicowanego świata, nie daje chwili wytchnienia i wręcz nie sposób się odeń oderwać."
Widok
TPP
Walka
czas rzeczywisty
Recenzje
Yoghurt
Autor: Yoghurt
28.04.2005

Posiadanie przyjaciół ma swoje niezaprzeczalne zalety. Kumpela zawsze chętnie wspomoże w nauce, pocieszy w sercowych problemach i pogada o filmach Jima Jarmuscha, a kumpel zawsze pożyczy na piwo, wyciągnie na imprezę i da pogiercować w nowości, gdy sami takowych jeszcze nie posiadamy. A gdy ma się znajomka z World of Warcraft na twardzielu, nagle słowo "przyjaźń" nabiera zupełnie nowego znaczenia. Oto przypominamy sobie o nieoddanych posiadaczowi kopii tej gry długach, o tym, że wisimy mu zgrzewkę browara po jakimś przegranym zakładzie... Taaaaak, z miejsca do głowy wpadają nam rzeczy, o których usilnie staraliśmy się zapomnieć, czy też raczej- o których miał zapomnieć nasz ziomek. Ale w obliczu możliwości pogrania w najnowszy fenomen komputerowej rozrywki, odkłada się na bok wszelkie różnice i animozje. Bo ten program jest wart wszelkich działań, mających na celu jego bliższe poznanie. Dlaczego?

Bo po raz kolejny Blizzard udowodnił, że jest najlepszą firmą na rynku gier komputerowych. Inni robią masówki, tłoczą miliony kompaktów z całą masą gier- owszem, trafiają się wśród nich perełki i gry-legendy, ale w gruncie rzeczy dochody firm takich jak EA, Eidos czy Ubisoft to praca dziesiątków pomniejszych firm, zaś firmy-giganty tylko wykładają kasę na projekt, który zwykle okazuje się 45 klonem poprzedniego programu, sikłelem, prikłelem, sikprikłelem i cholera wie, czym jeszcze (niech przykładem będą kolejne sportówki ze stajni EA czy Tomb Raidery z Eidosa- ich główne źródło utrzymania).
Blizzard zaś to studio deweloperskie, które zrobi jedną grę na 5 lat, ale jak już wypuści takową produkcję na rynek, cały świat wydaje majątek na usługi protetyków po bolesnym zbieraniu szczęk z podłogi. Niektórzy muszą przy okazji zabulić za optyka, bo oczy na stałe wychodzą z orbit. Taaaaak, Blizzard to jedyna firma, która jeszcze ani razu nie wypuściła na rynek gniota, nigdy nie popsuła żadnego ze swych projektów. Owszem, ich dzieła nie były bez wad, ale każde z nich zapisało się na stałe w historii komputerowej rozrywki.

WoW zaś zapisze się nie tyle wielkimi, co złotymi, wysadzanymi diamencikami bukwami. Pogrubionymi. Podkreślonymi. Kurde, będą to najładniejsze literki, jakie historia widziała, małe dzieła sztuki, niczym z XII-wiecznych ksiąg pisanych ręcznie przez zakonników. Bo WoW jest wielki. naprawdę WIELKI. I mówię to po spędzeniu z nim zaledwie kilku parugodzinnych sesyjek w ramach tzw. "Przygotowania do matury" u kumpla (wersja dla rodziny).

Jak wiadomo, fabułę w MMORPG-ach tworzą sami gracze, i celem jest nie ukończenie gry, co rozwój postaci i, rzec by można, "drugie życie", prowadzenie swego alter ego poprzez świat aż do znudzenia lub zgonu gracza z niewyspania i niedożywienia. Niewiele online'ówek niestety (a może na szczęście) potrafi doprowadzić do tego drugiego stanu. WoW może być (a raczej- już jest) tym, czym była pierwsza Ultima Online i tym, czym Everquest. W przypadku tego drugiego słynne są historie, gdy gra stawała się przyczyną rozwodu, utraty przyjaciół, czy też właśnie smutnego końca w kostnicy (pamiętna sesja pewnego Koreańczyka, który katował grę bodaj przez 3 dni bez najmniejszej przerwy). WoW zbliża się do niebezpiecznej granicy, gdy świat z ekranu monitora może być ciekawszy niż ten za oknem. I stanie się zapewne za nie dalej niż kilka lat tematem prac magisterskich oraz analiz psychologów.

Co sprawia, że jest to gra tak niesamowita pod względem grywalności? Na pewno niezmierzony, wciąż rozbudowywany świat, podzielony na trzy przeogromne kontynenty- każdy ze swą własną, charakterystyczną fauną i florą, miastami, małymi osadami i całą resztą dobroci. Podróż piechotą z jednego krańca lądu na drugi może zająć nam spory kawałek czasu, a po drodze możemy mieć pewność, że nie będziemy się nudzić- właściwie co parę metrów czeka nas moc atrakcji, i nie mówię tu tylko o spotkaniach z kreaturami zamieszkującymi lasy i pustkowia. Co i rusz wpadniemy na jakąś osadę, ciekawe miejsce do zwiedzenia (czy to jakowyś kurhan, jaskinię czy inszy obiekt wart uwagi) czy innego gracza, z którym, zależnie od wybranego rodzaju serwera (o tym niżej) możemy pogadać, sprawdzić któż jest mocniejszy, czy też wybrać się na polowanie na jakieś potężne monstrum (choć dla bardziej niecierpliwych oddano odpowiednie dla strony konfliktu środki transportu- statki, gryfy i wiwerny). Właściwie w pojedynkę na wyższych poziomach nie ma co się wybierać na wyprawę- drużyna kilku współpracujących ze sobą postaci to rzecz obowiązkowa dla dalszych postępów. A żeby sprawnie ze sobą działać, trzeba się nawzajem dostatecznie poznać. Narobić sobie setkę znajomych z całego świata w WoW to nie problem- starsi stażem gracze gdzie się nie znajdą, tam zapewne spotkają kilku kumpli, z którymi a to ukatrupią smoka, a to pogadają na tematy różnorakie, niekoniecznie z grą związane. Mogą nawet wpaść sobie do karczmy na piwo i poprowadzić zażartą dyskusję dla czystej przyjemności, wcale nie zdobywając levelów i nowego ekwipunku.

Najbardziej sprzyja ku temu typ serwera, zwany RPG. Na takim obowiązują prawidła zwane z papierowych erpegów storytellingiem, czyli maksymalne wczucie się w prowadzone postacie i odgrywanie ich ról. Witając się nie mówimy "Hi John" lecz zwracamy się imieniem postaci z gry, rozmawiamy, stosując wszelkie zasady pogawędki jak w realnym świecie- żadnych emotikonek, skrótów typu LOL i innych internetowych wymysłów- pełne zachowanie realiów świata przedstawionego. Mniejsze restrykcje występują na serwerach Player vs Enviroment. PvP to, można by rzec, najbardziej klasyczna i staroświecka odmiana multiplayera, gdzie każdy tłucze się z każdym (choć nacisk kładzie się na wojny pomiędzy dwoma frakcjami- Hordą i Przymierzem), lecą bluzgi, mamy playerkillerów i ogólnie gra się tam dość... prymitywnie. PvE to już nieco spokojniejsza gra, polegająca na zwiedzaniu świata i wykonywaniu questów, choć nic nie stoi na przeszkodzie, aby urządzać tam rzeźnie pomiędzy graczami jak na PvP. Ja osobiście wolałem jednak serwery RPG- dają najwięcej satysfakcji i radości z gry, jeżeli oczekujemy czegoś więcej niźli tylko krótkiego, godzinnego wygrzewu rodem z Diablo.

Przy okazji serwery takie dają możliwość zadeklarowania, czy chcemy się w ogóle z kimkolwiek bić, czy nie, poprzez aktywowanie odpowiedniej opcji. I co ciekawe- nie ma tu sytuacji, w której niksopoziomowy gracz, rządny bitki, natrafi na maksymalnie dopakowanego adwersarza- dla wysokolevelowych postaci przygotowano specjalne areny, na których mogą się spotkać najpotężniejsi koazacy na serwerze z obu stron barykady (zabicie gracza z tej samej frakcji nie jest możliwe, tak samo jak bitwa pomiędzy nimi- dopuszczalne są tylko pojedynki jeden na jeden do uzyskania widocznej przewagi). Nie miałem okazji tam samemu zawitać, gdyż przez te zaledwie kilkanaście (dziesiąt?) godzin z grą byłem w porównaniu z niektórymi zaledwie 30-poziomowym leszczem (a do zdobycia jest maksymalnie 60 leveli, choć Blizzard rozpatruje rozbudowę tego aspektu, ponoć nawet do okrągłej stówki. Przy najwyższych poziomach. Zresztą ma się na najwyższych poziomach o wiele ciekawsze questy i mocarne potwory do pokonania, sprawdzające, jak naprawdę jesteśmy twardzi) i wolałem tam nie zaglądać, ale o niektórych bitwach pomiędzy dziesiątkami herosów po każdej ze stron krążą już legendy.

Kolejnym niezłym patentem, mającym zapobiec nagminnemu plejerkilerowaniu jest Honor. Cóż to takiego? To system punktacji, który nagradza za wygrane potyczki z innymi graczami o podobnym zaawansowaniu, a daje minusy za polowanie na niskopoziomowców. Bywa tak, że z niehonorowym graczem mało kto sprzymierza się w wyprawie na jakiegoś potwora i niewielu chce z nimi handlować, a to najskuteczniejszy sposób na "odchamienie" serwera.

Sama gra, po wyborze serwera, to klasyczne RPG od początku do końca. Poczynając od wyboru frakcji i odpowiedniej rasy (Horda- Orkowie, Taureni, Truposze, Trolle, Przymierze- Ludzie, Krasnoludy, Gnomy, Nocne Elfy) określamy płeć i profesję (dla każdej rasy są unikatowe zajęcia, i tak jak nigdy ork nie zostanie kapłanem, tak też człowiek nie ma szans zostać szamanem) po czym oręż w dłoń i ruszamy zdobywać poziomy.
Ale nie tylko na ściganiu monstrów i wypełnianiu zleconych questów możemy spędzać nasz czas w dobrze znanym z RTS-owego wydania gry świecie Azeroth. Miast tego możemy oddać się jednemu z kilku rodzajów rzemiosła. Możemy być kowalem, krawcem, garbarzem, rybakiem, górnikiem i trudnić się paroma innymi zawodami. Co ciekawe, niektóre zajęcia są określane jako "główne" (zwykle te "wytwórcze", jak np. kowal) i drugorzędne (czyli te polegające na zdobywaniu surowców- ot, choćby górnik czy zielarz). Wykonywanie określonego zawodu nie jest jednak takie proste- najpierw musimy pozyskać surowce (kupić od wydobywców lub zdobyć samemu, łącząc np. kowalstwo z górnictwem, co jednak zaprzątać nam będzie straaaaasznie duuuuużo czasu), potem zdobyć recepturę na jakiś nowy przedmiot, co wiąże się z wykonaniem jakowegoś zadania lub wyprawą z drużyną na jakiegoś stwora, potem zaś według podanej receptury wytworzyć ekwipunek własnego projektu i sprzedać go. Jeśli mamy odrobinę wyobraźni i smykałkę do kombinowania ze składnikami, może nam to przynieść spore profity i często bywa przyjemniejsze od samego oczyszczania lasów z kreatur i wrogich graczy, których na pewno nie zabraknie.

Do ciekawej i wciągającej rozgrywki zachęca jeszcze bardziej prześliczna oprawa graficzna, całkiem nieźle zoptymalizowana tak, by poszła nawet na starszym sprzęcie (choć wtedy i tak ma tendencję do zwalniania bez względu na przepustowość serwera). Gdzie się nie znajdziemy- lodowe pustkowia, pustynia, zielony las, trawiasta równina lub miasto- wszędzie nasze oczy cieszy masa szczególików i cudeniek. Najlepiej graficznie dopracowane są postacie potworów i samych graczy- praktycznie niemożliwością jest spotkać dwie identycznie wyglądające persony- mimo że wygląd zewnętrzny przy takiej ilości graczy może się w końcu powtórzyć (choć możliwości konfiguracji naszej figureczki mamy całe zatrzęsienie) to niezliczona różnorodność ekwipunku (tak standardowego, jak i unikatowego) sprawia, że żadna napotkana postać nie wygląda tak samo.
Do tego dochodzi dynamiczna zmiana warunków pogodowych oraz przepięknie zrobione fazy dnia (zachód słońca nad górami w Kalimdor można by umieścić na pocztówkach) sprawiają, że nie sposób oderwać się od i tak już maksymalnie miodnej rozgrywki.

Oprawa dźwiękowa wielce raduje ucho- zależnie od miejsca pobytu zmienia się, dostosowuje się do sytuacji- spokojnemu życiu w mieście towarzyszy łagodny podkład, podczas gdy w trakcie potyczki zagrzewają nas nie tylko świetnie zrobione odgłosy samej bitwy, ale też podniosłe dźwięki niczym z Gladiatora lub Władcy Pierścieni. Soundtrack obowiązkowo mieć muszę, nie odpuszczę sobie posiadania takowego dzieła.

WoW to RPG, zbliżający się do ideału rozgrywki online- stawiając na współpracę wielu graczy, pozwalając na ogromne możliwości konfiguracji postaci i umożliwiając przebycie niezmierzonego, zróżnicowanego świata, nie daje chwili wytchnienia i wręcz nie sposób się odeń oderwać. Niech świadczy o tym najlepiej fakt, iż nawet w naszym kraju, gdzie niewielu stać na wydatek 2 stówek na samą grę plus opłatę miesięczną rzędu prawie 4 dych wszystkie, powtarzam, WSZYSTKIE kopie gry zniknęły z półek sklepowych i ze sprzedaży wysyłkowej w... jeden weekend. Na całym świecie wyniki sprzedaży wyglądają podobnie, Blizzard nie nadąża z tłoczeniem i otwieraniem nowych serwerów, a stare już w dwa dni po premierze miały tendencję do padania od nieprzewidzianej ilości graczy. A mimo to chętnych wciąż przybywa i zanosi się na to, że World of Warcraft okaże się najlepiej sprzedającą się grą w historii, bo już teraz liczba kopii, które znalazły nabywców przekroczyła grubo ponad milion egzemplarzy. Ja sam sprawię sobie własny, gdy uzbieram odpowiedni fundusz na abonament i gdy "drugi rzut" z CD-Projektu znajdzie się w sklepach. I także wam to polecam, bo to jeden z niewielu produktów na świecie, wart niemal każdych pieniędzy.


Obrazki z gry:

Dodane: 03.05.2005, zmiany: 03.01.2015


Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?