Gulliver Boy
Kuusou Kagaku Sekai Gulliver Boy (JAP)
Wydania
1996()
2001()
Ogólnie
1996, Action-rpg ze zdecydowanie większym naciskiem na action niż rpg (jeden współczynnik - HP, sporo gadania). Gra nie ukazała się oficjalnie na Zachodzie - możemy w nią pograć ze zrozumieniem dzięki fanowskiemu tłumaczeniu.
Widok
Izometr
Walka
Zręcznościówka

RECENZJA

To co właśnie czytacie jest przeciętną recenzją przeciętnej gry Gulliver Boy. Panowie z firmy BANDAI stwierdzili pewnego słonecznego i pięknego dnia, że nie wydali jeszcze żadnego aRPG na SNES'a i tak powstał wspomniany już Gulliver Boy [nieźle Pico :)]. Gra nie prezentuje się może źle pod względem grafiki czy muzyki ale była przecież wydana w 1996 [okres schyłkowy SNESa, powstawały wtedy najbardziej wypasione graficznie i muzycznie tytuły- JRK] i mogło być dużo lepiej.

Mechanika gry jest banalnie prosta - ot prowadzimy sobie naszego oszołoma [który swoją fryzurą mógłby przyprawić Songoku o ból głowy - po prostu trzeba zobaczyć co on ma na głowie :)], którego wspierają InneBardzoWażnePostacie tworząc coś na wzór drużyny i walczymy z BardzoZłymiLudźmi. Niestety nasi "pomocnicy" bardziej przeszkadzają niż ułatwiają zadanie zwane walką, a raczej WALKĄ, ponieważ gra ma wysoki poziom trudności zwłaszcza podczas potyczek z bossami.

Fabuła niestety jest niezaciekawo-banalna - niejaki Judo zabija ojca naszego bohatera, ale ten jest za słaby by dokonać zemsty, więc postanawia zebrać 4 legendarne Blue Stones lecz aby je zebrać musi... hm... czyżbym gdzieś pominął motyw ratowania świata... [ten też gdzieś się tam pojawia :)].

Od fabuły przechodzimy do świata przedstawionego - tu programiści widocznie mieli zły dzień... Tworząc tło naszych przygód nasi japońscy bracia czerpali pełnymi garśćmi z j'europejskiej i h'amerykańskiej historii i kultury:
-przygoda rozpoczyna się w XVII-XVIII wiecznej Wenecji [co mogę zrozumieć]
-w naszej drużynie znajduje się majsterkowicz niejaki T. Edison [co mogę tolerować]
-spotykamy wielu niepasujących do gry NPC jak choćby "programator" mechów o imieniu Platon [tu mogę tylko ręce załamać] oraz postacie pojawiające się w powieściach J. Verne lub ich wczesnych czarno-biało-niemych ekranizacjach [sam widziałem jednego "czarnego charaktera" - to był gostek z głową w postaci księżyca z pociskiem wbitym w jedno oko - jak w staruteńkim filmie niemym wzorowanym właśnie na powieści Verne'a!-JRK]. Nie wiem jak taką mieszankę przyjęli mieszkańcy Nipponu bo dla mnie była trochę niestrawna.


Mimo rażących wad ta gra ma też kilka rzeczy które mi się spodobały - choćby sposób sygnalizowania ważniejszych rozmów - ilekroć toczymy rozmowę, która z jakiegoś powodu jest ważna lub po prostu posuwa fabułę do przodu to nad tabelką z tekstem rozmowy widzimy kawaii popiersie rozmówcy, które porusza ustami, mruga powiekami i sprawia miłe wrażenie [niezbyt często spotyka się takie rozwiązania w grach na SNESa].

Sama gra mimo iż wykonana [w miarę] poprawnie sprawia wrażenie tworzonej w pośpiechu - pełno elementów niepotrzebnych i nieprzemyślanych - niestety obniża to grywalność produktu. Grę polecam ludziom lubiącym wyzwania - na bossach się nie zawiedziecie - są bardzo wymagający lecz nie niepokonani, a cała reszta... hm zawsze jest przecież Terranigma!

Moja ocena: 4/10


Autor: 2


Obrazki z gry:
Gostek z tą fryzurą naprawdę zaszalał... Pomieszanie z poplątaniem - tak skrócę klimat gierki :) Zwiedzamy sobie Wenecję. Edison bawi się bombkami. A Gulliver nawala we wrogów wręcz!

Dodane: 18.09.2004, zmiany: 21.11.2013



Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.