Neverend
Wydania
2006()
2007()
Ogólnie
Słowackie połączenie przygodówki i j-rpg, niestety w polskiej wersji językowej prawie niegrywalne przez wszechobecne bugi (z którymi podobno poradzono sobie w wersji angielskiej), kiepską grafikę i nudne jak flaki z olejem walki.
Widok
izometr
Walka
fazówka

RECENZJA

NeverEnd. Czyli słowacka próba stworzenia JRPGa. Jak poszło naszym sąsiadom w gatunku stworzonym przez serię Final Fantasy?

Źle. Nie wiem, czy to bardzo ogólne wrażenie, która ta gra na mnie zostawiła spowodowane jest faktem, że zagrałem w nią jakieś 3 lata po premierze światowej (w Polsce premierę miała w 2007, a na świecie pojawiła się w 2005) czy też po prostu z żałośnie niskiej jakości opisywanego programu.

FABUŁA
...jest akurat całkiem zgrabna. Zaczyna się ciekawie, bo oto główna bohaterka, urocza osóbka, którą przyjdzie nam pokierować - Elfka(?) Agavaen - wraz z bandą bandytów(??) celebruje udany napad. Nasza złodziejka chla na umór nieźle się bawiąc, po czym zapada w sen. W tym czasie dwóch osobników z tejże grupki postanawia zgarnąć cały łup dla siebie, przy okazji okradając Agavaen z jej naszyjnika. Ta wiadomość, wspomagana "syndromem dnia następnego" wywołuje zły humor w naszej bohaterce. Co gorsza, szef bandy uważa, że całe to zajście jest jej winą, po czym wyzywa niewinną Agavaen na pojedynek. Zapowiada się całkiem nieźle, w końcu mamy początek, gdzie nie kierujemy szlachetnym, ale niedoświadczonym chłopcem wywijającym mieczem, który chce ratować świat. Co to to nie, prowadzona przez nas elficka złodziejka rusza w przygodę dla pieniędzy i dla zemsty. Niestety, potencjalny dobry start po niedługiej chwili zaczyna kroczyć znaną nam wszystkim ścieżką "wybrańca, który jako JEDYNA osoba na CAŁYM ŚWIECIE może zaradzić złu".
Ale początek jest przyjemny.

ROZGRYWKA
Pod tym względem jest to klasyczny JRPG wymieszany z przygodówką. Łazimy sobie po świecie, od miejsca do miejsca i czasem zaatakuje nas, znany wszystkim fanom serii Final Fantasy - Random Encounter - wtedy teleportujemy się do "strefy walki". Gdy dojdziemy do miasta, kamera się zmienia, mamy inny widok i możemy zacząć poszukiwanie zadań. Klasyka jak już wspomniałem. Warstwa przygodówkowa ogranicza się do znajdowania przedmiotów i używania ich w konkretnym miejscu, żeby rozwiązać konkretny problem, którego rozwiązanie jest zazwyczaj wymagane, by gra posunęła się na przód. Walki losowe, których szczerze nienawidzę tak przy okazji, w NeverEndzie są prawdziwą udręką. Nie chodzi o ich częstotliwość, która jest jeszcze do zniesienia, lecz o fakt, że przeciwnicy, na których natrafiamy są bardzo często znacznie silniejsi od nas. Gdyby jeszcze walka była zabawna... no, ale cóż, ten aspekt jest wielce niedopracowany i w momencie pojawienia się nagle napisu na ekranie "przygotuj się od walki!"gwarantuję, że pierwsze co zrobicie to wydacie z siebie trudny do opisania dźwięk, coś w stylu "no nieeeeeee, znowu?".

System walki jest wariacją na temat ATB znanego z Final Fantasy, różnica głównie polega na tym, że w NeverEnd o pierwszeństwie na polu bitwy decyduje percepcja, jeden z 5 czynników opisujących Agavaen. Czekamy aż pasek dojdzie do końca, wybieramy akcję, po czym czekamy, aż kolejny, tym razem dłuższy pasek zniknie i dopiero wtedy nasza postać wykona pożądany przez nas ruch. Punkty doświadczenia głównie dostajemy po walce, ale zdarza się również uzyskać je za wykonanie zadania głównego, czy pobocznego. Po uzyskaniu odpowiedniej ilości doświadczenia, Agavaen awansuje i to my możemy zadecydować, jak rozdzielić przyznane nam 7 punktów, a możemy je zainwestować w siłę, zręczność, odporność, inteligencję lub percepcję. Każdy z tych współczynników odpowiada za co innego, siła za ilość zadawanych obrażeń, zręczność na uniki etc.

Jest jeszcze inny bajer, zdolność posługiwania się bronią i czarami. Generalnie wygląda to tak, że im dłużej używasz danej broni czy czaru, tym lepiej się nim posługujesz, przez co zadajesz większe obrażenia czy też czar wywołuje silniejsze reakcje. Wracając jeszcze na chwilę do samych walk, w NeverEnd mamy znaną bolączkę z JRPGów - potrzebę nabijania poziomów przed bossami. Żadnej większej walki nie sposób wygrać z marszu, zawsze przed nią trzeba trochę "polevelować". Gra jest oczywiście liniowa, choć zdarzają się w dialogach "dobre" "złe" kwestie, przez co modyfikowany jest charakter naszej postaci. Agavaen walczy samotnie, choć czasem jedna osóbka się do niej dołącza, ale klasycznie JRPGowo - widać ją tylko podczas walki.

Absolutnie trzeba wspomnieć o błędach. Jest ich bez liku. Naprawdę, byłem zszokowany, że istnieje gra, która częściej się zawiesza i wychodzi bez powodu do Windows niż Vampire: The Masquarede - Bloodlines bez łatki. Kiedy się tak dzieje? A różnie to bywa, a to w czasie wczytywania gry, a to w czasie podróżowania po mapie świata, a to po śmierci Agavaen, a czasem nawet gdy chcemy grę zapisać. To jest jak totolotek. Zazwyczaj takie wywalenie do pulpitu jest niegroźne dla komputera (choć dla nas może się skończyć przedwczesną łysiną, spowodowaną wyrywaniem włosów z głowy, po tym jak właśnie co zarżnęliśmy tego cholernego bossa, z którym się męczyliśmy przez pół godziny, a przy próbie zasejwowania gra się zwiesiła), ale raz po takim zdarzeniu byłem zmuszony do przeinstalowania sterowników do karty dźwiękowej. Studio Mayhem nie zostawiło graczy osamotnionych z tymi problemami, ba! Nawet wypuścili darmowy dodatek rozszerzający przygody - Reinforcements - ale niestety, w Polsce NeverEnd wydano ze spolszczonym tekstem, co powoduje, że gra nie jest kompatybilna ze wspomnianymi ulepszeniami.

GRAFIKA/MUZYKA
Fatalna. Powiedzmy sobie otwarcie, gra wygląda jakby żywcem wyciągnięta z roku 1999, kiedy świat dopiero odkrywał akceleratory graficzne. Wtedy byłaby uznana za całkiem ładną, ale dziś jest po prostu brzydka. Ponadto, warto wspomnieć, że pierwsze obrazki opublikowane jeszcze w 2002 roku, gdy słowackie studio Mayhem zapowiadało dopiero NeverEnd, praktycznie niczym się nie różnią od produktu końcowego. Postać głównej bohaterki jest znośna, świat przedstawiony jest nawet w porządku, ale wyglądu przeciwników wybaczyć nie można. Otóż niezwykle często zdarzy nam się walczyć z karykaturami, które wywołują w graczu jedynie uśmieszek politowania. Dla samej grafiki w ten tytuł na pewno nikt nie zechce zagrać. Natomiast oprawa muzyczna jest dobra. Bodaj najlepszy element całej gry. Fakt, że zrobiona na nędznym sprzęcie i że często się powtarza, ale jest udana. Dźwięki przeróżne towarzyszące grze też nie są złe. Choć ten element trudno zepsuć. Ogólnie, jest poprawnie.

PODSUMOWANIE
Mamy przed sobą szalenie niedopracowaną grę, zapomnianą i opuszczoną przez polskiego wydawcę. Gdyby wspomniane wcześniej łatki działały z polską wersją to być może jeszcze dałoby się NeverEnd polecić, szczególnie teraz, gdy można znaleźć ją w jakimś tanim piśmie za 9 złotych. Jednakże, ze względu na wszechobecne bugi, mało interesującą fabułę, przestarzałą grafikę i system walki, przez który można nabawić się nerwicy, odradzam. Lepiej po raz kolejny wkroczyć do świata któregokolwiek Final Fantasy, ewentualnie spróbować innego europejskiego JRPGa - Septerre Core, niż tracić czas na NeverEnd.

Moja ocena: 2/10


Autor: 1


Obrazki z gry:
Pobudka po libacji. Obrazki niestety kradzione. Współczynniki i ekwipunek. Czarno widzę - na szkieletora z małym sztylecikiem... Neverend (PC)

Dodane: 04.05.2008, zmiany: 21.11.2013


Komentarze:

Fala krytyki przetoczyła się przez tę grę, a jest całkiem sympatyczna. W polskiej wersji, nie wiedzieć czemu, usunięto głosy. Szkoda, bo w oryginale gł. bohaterka mówi z uroczym brytyjskim akcentem. 5/10.


[Gość @ 07.08.2018, 23:00]


Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.