Final Fantasy Legend (The)Makai Toushi SaGa (JAP) |
|
Wydania |
1989( )1989( )
|
|
Ogólnie
|
gra została w USA wydana pod przyciągającym tłumy tytułem "Final Fantasy", ale tak naprwdę jest to początek innej, też niezłej serii- Romancing SaGa/ SaGa Frontier (SNES i PSX). Gracze od razu rozpoznają charakterystyczne cechy- kilka ras postaci do wyboru, przyrost współczynników podczas walk itp. Zresztą- fajnal, czy saga- jak zwał, tak zwał- gra jest i tak fajna :)
|
|
Widok
|
izometr
|
|
Walka
|
fazówka
|
Recenzje |
|
Wstęp
The Final Fantasy Legend to gra, którą — gdybym poznał ją jako dziecko (anglojęzyczne) — wyrwałaby mnie z kapci, przeżuła i stała się podstawą wielu dyskusji oraz analiz wśród kolegów. Niestety nie jestem już dzieckiem, ale mimo to gra okazała się lepsza, niż się spodziewałem. W ogóle zaskakiwanie mnie będzie motywem przewodnim tej recenzji.
Historia
Historia The Final Fantasy Legend jest prosta, lecz nadspodziewanie skuteczna. Cały wątek opiera się na jednym, prostym pomyśle. Nasza grupka śmiałków musi wejść na wieżę, na której szczycie znajduje się jakaś nagroda. Tyle! Podczas podróży przemierzamy kolejne piętra wieży, wypełnione różnymi przygodami, których głównym celem jest umożliwienie nam wejścia wyżej.
Postacie poboczne są w większości jedynie narzędziami — czy to prowadzą sklep, czy dają wskazówkę, co zrobić, by iść dalej. I tutaj pewnie zakończyłbym ten opis (raczej negatywnie), gdyby nie fakt, że oprócz głównej historii mamy cztery dodatkowe wątki, służące przytrzymaniu nas dłużej na piętrach wieży. Historie te, pomimo prostoty, są zaskakująco ciekawe, a niekiedy nawet mroczne, co tym bardziej dziwi, patrząc na docelowy target gier na Game Boya.
Gameplay
Kurczę, wciągnąłem się w loop tej rozgrywki, pomimo tego jak banalna się wydaje. Standardowo nasza drużyna walczy ze stworami na modłę jRPG-ową. Za walkę zdobywamy środki, które w sklepach wydajemy na ulepszenia drużyny.
Kolejnym nietypowym szczegółem jest fakt, że większość walk nie odbywa się w standardowym systemie 4 vs. 4. Każdy przeciwnik reprezentowany jest bowiem przez grupę adwersarzy, atakujących jednocześnie. Doprowadza to do sytuacji, w których pozornie ta sama kombinacja wrogów wymaga od nas zupełnie innego podejścia (przykładowo: walka z trzema karatekami i rybą, a walka z rybą i trzema karatekami). To osobliwy system, który wybija nas z typowego dla gatunku przeklikiwania konfliktów — oczywiście na plus.
Nie jestem ekspertem od gier z serii SaGa (do której ta produkcja należy), ale nieszablonowy system rozwoju jest ich znakiem rozpoznawczym. W grze istnieją trzy rasy: ludzie, mutanci i potwory. Każda z nich rozwija się w inny sposób, a odkrycie zasad działania tych systemów stanowi integralną część rozgrywki. Sam system jest niezły, choć zdecydowanie siermiężny. Mam wrażenie, że nawet jak na czasy powstawania tej gry mógłby być wygodniejszy w obsłudze i lepiej wytłumaczony.
Podobnie wygląda kwestia ekwipunku: jest on bardzo różnorodny, ale co z tego, skoro dosłownie nic nie zostało opisane i musimy domyślać się, co i jak działa. Nawet w grach z serii Souls, znanych ze swojej tajemniczości, było więcej informacji niż tutaj. Jedynym wskaźnikiem jakości przedmiotu jest jego cena XD. Trochę irytował mnie również fakt, że każdy sprzęt się zużywał, ale po przejściu gry śmiem uznać zarządzanie zapasami za jedno z celowych wyzwań stawianych nam przez twórców.
Oprawa audiowizualna
Co tu dużo pisać — gdyby nie patch koloryzujący (serdecznie polecam), uznałbym, jak inni recenzenci, że jest naprawdę słabo. Design potworów jest interesujący, choć momentami chaotyczny. W grach na Game Boya zawsze doceniam, gdy twórcy starają się wycisnąć z prostego ekranu coś ciekawego. Tutaj takie próby są obecne i czasami nawet udane (falująca podłoga czy szyby windy). Niestety bez patcha koloryzującego wszystko najpewniej zlewałoby się w jednolitą masę i byłoby jeszcze mniej czytelne.
Muzyka i dźwięki nie reprezentują sobą nic szczególnego. Dość powiedzieć, że grając w nocy, ściszyłem grę i zapomniałem przywrócić dźwięk podczas kolejnej sesji.
Podsumowanie
Czytając opinie innych użytkowników, nagromadzone przez wiele lat istnienia tej produkcji, miałem bardzo negatywne nastawienie. Ostatecznie jednak, szukając krótkiego RPG-a, spróbowałem — i jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony. Myślę że wpływ ma na to zupełnie inny krajobraz wirtualnej rozgrywki niż w czasach premiery gry. W okresie dynamicznego rozwoju sprzętu każdy szukał coraz głębszych doświadczeń, przez co takie proste, a jednocześnie wciągające tytuły często pozostawały niezauważone.
Ja otrzymałem znacznie więcej, niż się spodziewałem. To idealny RPG „to go”, będący smaczną przekąską przed daniem głównym. Przypomina nieco gry mobilne pisane w Javie. Zastrzegam jednak, że jest to moja subiektywna opinia — warto samemu odpowiedzieć sobie na pytanie, czy taka gra jest dokładnie tym, czego szukasz.
Moja ocena: 8/10
(jak szukasz czegoś głębszego to pewnie 6/10)
Czas gry: 12h
Na plus:
+wciągający gameplay loop
+klimat przygody i zaskakujące historie
+widać że twórcy kombinowali jak tu urozmaicić prostą rozgrywke
Na minus
-niewygodny interfejs
-utajenie wszelkich informacji w ekwipunku
-muzyka, której mogłoby nie być
Final Fantasy Legend - próba przeniesienia fenomenu seri FF na przenośną konsolę. Pytanie brzmi - czy jest to próba udana... -udana ale pośrednio.
Po uruchomieniu gry wita nas ładnie przygotowany ekran startowy, w tle słychać spokojną i klimatyczną melodię - pozostaje tylko wybór postaci - człowiek męzczyzna, człowiek kobieta, mutant mężczyzna, mutant kobieta, zombie, jaszczurka, owad, redbull(!!!) - niestety małego żółtego kurczaka nie stwierdzono- i witamy w świecie gry.
O ile miasto, figurki postaci i przeciwników wyglądają przyzwoicie, to do wyglądu mapy można mieć wielkie zastrzerzenia... Mapa sprawia wrażenie rysowanej przy linijce - wyspy są kwadratami, ścieżki zakręcają zawsze pod kątem 90 stopni, góry i lasy rządzą się tymi samymi prawami, ziemia na mapie to po prostu biały prostokąt - na próżno szukać jakichkolwiek punktów orientacyjnych - kęp trawy, strumyków, różnego typu głazów, jeziorek i programisci raczą wiedzieć czego jeszcze tam brakuje.
Do wyboru mamy białą przestrzeń (być może alegoria pustyni), lasy i góry z jaskiniami raz na jakiś czas, a wszystko to poukładane w prostokąty i kwadraty (SQUARE - jak sama nazwa wskazuje). Mapa do pięknych nie należy, ale za to w tle ćwierka sobie miła muzyczka. Oprawę audio\video mamy już za sobą, skupmy się więc na fabule.
W centrum świata znajduje się wieża połączona z rajem. Wielu śmiałków próbowało zgłębić jej tajemnice, ale słuch po nich zaginął. Mimo złej sławy nasz dzielny bohater zamierza dojść na szczyt wieży (a po drodze przypadkiem uratuje świat). W mieście, z którego zaczynamy do drużyny możemy dołączyć od 1 do 3 oszołomów (trudno) albo nie przyłączać nikogo (trudniej - opcja zwana też Mission: Imposible).
W ten oto szczęśliwy sposób dochodzimy do serca każdej gry RPG - a więc do walki, a raczej WALKI. Ekran walki zbliżony jest do tego z Pokemon(!!!) - widzimy postać przeciwnika (bardzo ładnie wykonaną) i tabelkę z poleceniami (na starcie FIGHT i RUN). Atak, a więc użycie miecza jast limitowane - miecza można użyć z góry ustaloną ilośc razy - i to jest zły pomysł. Po pokonaniu przeciwnika moim oczom ukazał się znajomy widok tabelki z opisem ile dostałem złota i co znalazłem przy zwłokach- niestety (nie ma jajeczka!!!) programiści nie przewidzieli EXP'ków i to jest BARDZO zły pomysł.
Na otarcie łez programiści dodali coś, czego nie widziałem jeszcze w żadnej grze (a troche tego było), a więc po zabiciu delikwenta możemy zjeść sobie jego... hmm... mięso (i to jest ciekawy pomysł). I tak w zależności co damy naszym oszołomom (na bohatera mięso nie ma wpływu) mogą oni przemienić się w inne stworzenie (i to też jest ciekawy pomysł), a że przy tym leczone są ich rany patent z miąskiem wydaje się pożytecznym.
Jako że postacie nie są windowane na wyższe poziomy, statystyki można poprawić dokupując lepsze wyposażeni,e lecz to już nie jest to samo.
To już nie jest Final Fantasy znany z NES'a - programiści próbowali stworzyć coś nowego, lecz nie wyszło to grze na dobre. Gobliny to nie jedyne potwory próbujące nas powtrzymać nas od rozwiązania tajemnicy wieży - należy jescze uważać na monotonię i zniechęcenie, które atakują znienacka a ich ataki są zabójcze. Grze zabrakło magnetyzmu i miodności obecnych w porzednich grach tej serii. Jednak gra nie jest gniotem lecz typowym przeciętniakiem (wymagającym jescze wiele pracy) skierowamym dla ludzi lubiących RPG z mieczem i magią
zamiast zwierzątek zwanych pokemonami i ci ludzie spędzą przy tej grze niejedną godzinę.
Moja ocena: 6/10
Obrazki z gry:
Dodane: 04.12.2003, zmiany: 03.02.2026

)
)







